Biuletyn 3(16)/2000  

Związki opery i północnej Italii
na podstawie podróży odbytej latem 1999 roku.
Moje ulubione opery i śpiewacy.

[Tekst ukaże się w numerach 3/2000, 4/2000 i 1/2001 Biuletynu – przyp. red.]

Na przełomie czerwca i lipca we Włoszech jest strasznie gorąco, zwłaszcza jeżeli dużo się chodzi i zwiedza. Kraj ten wybitnie kojarzy się ze sztuką operową, bo przecież większość oper tutaj powstała, miała swoje pierwsze wykonania, tutaj urodziła się większość znakomitych twórców opery oraz wielu słynnych wykonawców wielkich ról operowych. Prawie każde miasto północnych Włoch coś łączy z operą: czy to kompozytor, czy miejsce akcji, czy to miejsce prapremiery. Nikt lepiej od Włochów nie zna się na operach i ich wykonaniu, nikt również nie pasjonuje się bardziej operą, a także nie reaguje bardziej żywiołowo podczas przedstawień.

Werona jest związana ze sztuką operową nie tylko z powodu słynnej Areny, gdzie już od 77 lat ma miejsce słynny Festiwal Operowy, podczas którego każda opera jest świetnie zainscenizowana i odśpiewana. Werona to miasto, w którym rozgrywa się dramat Julii i Romea. Ich tragiczne losy przed W. Szekspirem opisali inni pisarze. Pierwszy zrobił to już w XIV w. Massuccio, ale umieścił akcję w Sienie. O słynnych kochankach jako pochodzących ze skłóconych rodów z Werony pierwszy napisał Luigi da Porto. Na temat tej wzruszającej opowieści powstało 17 oper, a także mnóstwo utworów orkiestralnych i baletowych. Najznakomitszymi operami, które oparły się czasowi są I Capuletti e i Montecchi V. Belliniego (opera zawierająca poezję splatających się ze sobą uczuć, Leksykon Muzyki, Muza S. A. 1995) oraz Romeo i Julia Ch. Gounoda. F. Romani swoje libretto dla V. Belliniego oparł prawdopodobnie na XVI wiecznej noweli M. Bandella, który słynną historię nieszczęsnych kochanków opisał 40 lat przed Szekspirem. Opera V. Belliniego miała swą prapremierę w Teatro La Fenice w Wenecji. Z partii Romea słynęły wielkie mezzosopranistki, jak np. wielka Giuditta Grisi. Chętnie słucham pięknej arii Romea Ecco la tomba… Deh’ tu bell’anima, którą znakomicie i przejmująco wykonuje podczas koncertów J. Carreras, m.in. podczas pierwszego koncertu w USA w Carmelu w Kalifornii w 1975 roku, a także podczas koncertu powrotu po wyniszczającej chorobie w 1988 w Gran Teatre del Liceu. Do świetnego libretta J. Barbiera i M. Carré na podstawie znakomitego dramatu Szekspira Romeo i Julia, piękną operę stworzył Ch. Gounod. Bardzo trafnie nazywano zresztą tego wybitnego kompozytora śpiewakiem miłości (za dr. Reissem). Tą operą wciąż zachwycam się, słuchając wzorcowego jej nagrania pod dyrekcją J. Delacôte ze spektaklu w Barcelonie z 1983 roku. W role nieszczęsnych kochanków idealnie wcielili się Patricia Wise – znakomity amerykański sopran koloraturowy oraz nie wymagający rekomendacji i jak zwykle zachwycający swym romantycznym wykonaniem J. Carreras. Można słuchać godzinami cudownych arii Julii Je veux vivre czy też Romea L’amour!… Ah! leve-toi, soleil! A w duetach miłosnych brzmią tak pięknie i wzruszająco – Ange adorable…, Hélas!… moi, le haire lub Va! je t’ai pardonné… Nuit d’hyménée! oraz O nuit divine! Je t’implore!

Romeo: Chciałbym być biednym ptaszkiem w twoim ręku.
Julia: O! ja bym zbytkiem pieszczot cię zabiła. Dobranoc, luby! Jeszcze raz dobranoc!
Smutek rozstania tak bardzo jest miły, że by dobranoc wciąż usta mówiły.
Romeo: Sen na twe oczy, pokój w pierś niech spłynie; Obym był nimi w tej błogiej godzinie (…)

(W. Szekspir Romeo i Julia, tłumaczenie J. Paszkowski PIW 1973)

I jakże pięknie brzmi końcowy duet ich tragicznie zakończonej miłości C’est la!… Salut! tombeau! sombre et silencieux! Ta opera w zachwycający sposób oddaje romantyczny i liryczny nastrój strof mistrza Szekspira. Jakim ogromnym niegdyś cieszyła się powodzeniem, świadczy fakt, że przez wiele lat zaczynała sezon MET. A mnie bardzo wzrusza to, że Adelina Patti, grająca wielokrotnie Julię, w końcu wyszła za mąż za swojego Romea – Nicoliniego.

W Weronie znajdują się dom Julii ze słynnym balkonem, jej grobowiec a także dom Romea. I cóż z tego, że balkon powstał na początku XX wieku, a grobowiec Julii jest naprawdę miejscem pochówku jakiegoś średniowiecznego franciszkanina? Jak wielkie wrażenie robią te miejsca na kolejnych zwiedzających, mówią liczne znakomite wspomnienia czy listy znanych osób. Tak więc fikcja miesza się z rzeczywistością i wymyśleni bohaterowie mają swoje prawdziwe miejsca pobytu.

Po Weronie zwiedziłam również pięknie położone w Dolomitach Bolzano; miasto dość dziwne, bo z wyglądu bardzo tyrolskie, z wąskimi, urokliwymi uliczkami i niezwykle zdobionymi domkami. Na Piazza Walther, przy katedrze z XIV-XV wieku z pięknie rzeźbioną wieżą, znajduje się posąg minnesängera Walthera von der Vogelweide. A ten oczywiście przypomniał mi ulubione opery Ryszarda Wagnera, w których ten historyczny trubadur – śpiewak miłości – pojawia się bezpośrednio (we wspaniałym Tannhäuserze), czy też pośrednio, tylko wspominany przez swoją pieśń i mistrzostwo jej wykonania (w Śpiewakach norymberskich). Niech o jego niezwykłym kunszcie zaświadczy fragment napisanej przez niego pieśni Unter der Linden, znakomicie przetłumaczonej przez L. Staffa (Słowik zaufany):

…I poszedł łoże popod lasem z przeróżnych kwiatów usłać nam.
Śmiałby się może, ktoby czasem przechodził i przystanął tam.
Zaraz by po różach zgadł Tan-da-ra-daj! Mej leżącej głowy ślad.

Gdyby obwieścił kto te śluby, broń Boże, gdzież przed wstydem schron?
Lecz jak mnie pieścił miły, luby, wiemy jedynie ja i on.
A słowiczek pośród róż Tan-da-ra-daj! Pewnie milczeć będzie już.

Niezwykłe wrażenie wywołuje przejazd pociągiem przez piękne góry oraz wspaniałe, położone na nich, o różnym wyglądzie i różnej wielkości bajkowe zamki, które natychmiast skojarzyły mi się z wielkim i szalonym mecenasem Wagnera – Ludwikiem Bawarskim.

Bolzano skojarzyło mi się również z innym wybitnym twórcą oper – G. Verdim. Myślę sobie, że właśnie w takim uroczym górskim miasteczku rozgrywa się tragiczna akcja Luizy Miller, właśnie w takim urokliwym zamku jak ten na wzgórzu w Bolzano mieszkali hrabia Walter i Rudolf, a Luiza ze swym ojcem zapewne mieszkała w jakiejś posiadłości pięknie położonej w Dolomitach w pobliżu miasta. Libretto do tej opery napisał S. Cammarano wg dramatu F. Schillera Intryga i miłość. I jak zwykle mogę polecić świetne nagranie tej opery „na żywo” z romantyczną Luizą – K. Ricciarelli, dumnym Millerem – R. Brusonem i młodzieńczym Rudolfem – J. Carrerasem. Jest to nagranie z Turynu z 1976 roku pod dyrekcją F. Previtalego.

W Padwie urodził się Arrigo Boito, ale bardziej był związany z Mediolanem, gdzie żył, działał i zmarł. Był on dzieckiem włoskiego malarza i… polskiej szlachcianki. W Mediolanie tworzył swą poezję a także wspaniałe libretta m.in. do Giocondy A. Ponchiellego (jako Tobio Gorrio) oraz Simona Boccanegry, Otella i Falstaffa G. Verdiego oraz muzykę do swojej interesującej opery Mefistofeles. Libretto Giocondy powstało na podstawie dramatu V. Hugo – Angelo, tyran Padwy i są to jedyne związki z operą Padwy, miasta, o którym chętnie napisałabym dużo więcej, bo jest bardzo piękne. Być może Boito nie chciał umieścić akcji tej opery w swoim rodzinnym mieście, a być może stwierdził, że naturalna scenografia Wenecji znacznie bardziej pasuje na miejsce akcji tej dramatycznej historii. Na ten sam temat co A. Ponchielli dość udaną operę napisał również S. Mercadante – Il giuramento (Przysięga, inne tłumaczenie Sprzysiężeni).

Po Padwie zwiedzałam zachwycającą – całą jak fascynująca scenografia operowa – Wenecję. Powrócę więc do opery A. Ponchiellego Gioconda. Bardzo lubię tę romantyczną, pełną dramatyzmu operę, której akcja toczy się w XVII wieku, a której prapremiera odbyła się w La Scali. Zachwycają mnie różne arie z tej opery, pełne wszelakich uczuć: miłości, zemsty, zazdrości, nienawiści, przebaczenia, wielkoduszności, zdrady. Jest w niej wręcz sensacyjna fabuła – z próbą zabójstwa oraz kończącym operę samobójstwem. Są w niej pełna miłości aria matki Voce di donna o d’angelo, pełne namiętności duety Enza z Laurą Laggiú fra le nenebbie remote, nienawiści i zazdrości Giocondy i Laury E un anatema! Uwielbiam wspaniały tercet, gdy Gioconda wielkodusznie przebacza Enzowi i Laurze, a oni dziękują jej za uratowanie życia – Gioconda… Enzo! Si tu!, Ah il cor mi si ravviva, La barca s’avvicina oraz aria popełniającej samobójstwo Giocondy, która nie chce oddać się zdrajcy Barnabie Ora posso morir. Opera Gioconda zawiera słynne arie dla tenorów – Enza Cielo e mar!, dla sopranów dramatycznych – Giocondy Suicidio! oraz dla barytonów – Barnaby O, monumento! Gdy dodamy do tego wszystkiego znakomity, często wykonywany osobno Taniec godzin, mamy cały obraz muzyczny tego dzieła. A gdy połączymy wspaniałą warstwę muzyczną z bajecznym wyglądem Wenecji, gdzie toczy się akcja, z tradycyjnymi wyścigami łodzi po Canale Grande, korowodami masek oraz doskonałością tradycyjnych kostiumów, opera ta ukazuje w pełni swoje piękno. Jest to bardzo melodyjna, wspaniała opera dla wybitnych śpiewaków, jednocześnie aktorów dramatycznych. Mogę polecić perfekcyjne wykonanie tej opery z Genewy z 1979 roku, gdzie dyrygentem jest Jesus Lopez-Cobos, wspaniałą Giocondą – M. Caballé, cudownym Enzem Grimaldo – J. Carreras, znakomitym Barnabą – M. Manuguerra, doskonałą Laurą Adorno – M. L. Nave, i matką Giocondy – świetna P. Payne.

W związku z Wenecją, można na tematy operowe rozpisywać się bardzo długo. Począwszy od różnych zabytkowych budynków, które wiążą się z operą i jej twórcami, przez opis różnych oper, których akcja rozgrywa się w Wenecji, aż do wielkich kompozytorów, którzy w tej kolebce opery tworzyli. Ze wspaniałej Campanilli, której budowę rozpoczęto już w IX wieku, można zachwycić się całą niepowtarzalną panoramą tego niezwykłego miasta. Można obejrzeć z niej postęp robót przy odbudowie Teatro La Fenice na Campo San Fantin. Niestety, na razie widać tylko ogromny plac budowy i mnóstwo rusztowań. W całym mieście porozwieszane są afisze o występach różnych artystów na rzecz odbudowy tego historycznego teatru. Teatro La Fenice otwarto 16.05.1792 roku, wystawiając operę G. Paisiella I giuochi d’Agrigento. Teatr ten był budowany wg planów Gianantonia Selvy przez 18 miesięcy (sic!). Gmach spłonął w 1836 roku, odbudowany został w roku następnym wg projektów Giambattisty i Tomasa Meduny. Obecnie jest odbudowywany po pożarze w 1996 roku. Wiele znakomitych oper miało tu swoje premiery, jak np. Tankred i Semiramida G. Rossiniego, Ernani, Attyla, Rigoletto, Traviata i Simone Boccanegra G. Verdiego. W 1930 roku po raz pierwszy zorganizowano tutaj międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej. Na ten festiwal pisali swoje opery: Strawiński, Britten, Berio, Nono i Bussotti. Wciąż z przyjemnością wspominam znakomite spektakle Lunatyczki i Don Carlosa, w których mogłam uczestniczyć dzięki występom La Fenice w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pierwszy w świecie publiczny teatr operowy powstał w 1637 roku w San Cassiano w Wenecji. Na początek wystawił on Andromedę F. Manellego. Już w 1639 roku powstały następne teatry, w Santi Giovani e Paolo (tutaj odbyła się prapremiera wielkiej opery C. Monteverdiego Koronacja Poppei) oraz w San Moisé. Do końca XVII wieku w Wenecji powstało 8 teatrów w których grano spektakle operowe.

C. Monteverdi (Cremona 1567 – Wenecja 1643) często jest określany ojcem opery. Przez ponad 20 lat był muzykiem na dworze księcia Vincenzo I Gonzagi w Mantui, którego osobę uważa się za prototyp rozpustnego księcia Mantui z Rigoletta. Dla niego Monteverdi skomponował Orfeusza oraz zaginioną Ariannę, a także znakomite madrygały. Monteverdi tworzył świetne dzieła operowe u samego początku tego gatunku, wspaniale łącząc w jedną całość słowo i muzykę. O arii Lamento d’Arianna tak pisał dr J. Reiss w swej Historji muzyki w zarysie z 1921 roku: (opera)…o patetycznej sile wyrazu, przedmiot zachwytu powszechnego, stała się muzycznym wzorem dla kompozytorów do odmalowania smutku i bólu. Następnie tworzył Monteverdi w Wenecji, dokąd przeniósł się wkrótce po śmierci swego pracodawcy. Był on tam, aż do śmierci, kapelmistrzem przy Bazylice Św. Marka. Jego grobowiec znajduje się w pięknej Bazylice Santa Maria Gloriosa dei Frari. Bardzo wzruszył mnie położony na nim bukiet czerwonych róż. Nie był on zbyt świeży, ale z pewnością nie leżał tam od XVII wieku. Na słynnym obrazie B. Strozziego C. Monteverdi ukazuje swą ascetyczną, wydłużoną twarz, jak z obrazu wielkiego El Greca.

Znakomitym, nieco późniejszym twórcą opery był A. Vivaldi (Wenecja 1678 – Wiedeń 1741). Był w swych czasach bardzo kontrowersyjną postacią, znany jako „czerwony ksiądz”. Pracował jako nauczyciel w Conservatorio del’Ospedale delle Pietá oraz był kapelmistrzem na dworze margrabiego P. von Hessen Darmstadt w Mantui. Zadebiutował operą Ottone in villa. Słynna była premiera jego opery La finta ninfa na rozpoczęcie działalności Teatro Filarmonico w Weronie. Sensacyjną ponoć scenografię stworzył Francesco Galli da Bibiena ze słynnej rodziny wielkich twórców opery, której początek dał XVII-wieczny architekt i scenograf Giovanni Maria Galli z przydomkiem Galli da Bibiena od nazwy miejscowości w której się urodził. Stworzyli oni m.in. w XVII w. Hoftheater w Wiedniu, w XVIII w. Teatro Scientifico czyli Bibienę w Mantui a także znakomity teatr w Bayreuth.

Wzdłuż Canale Grande znajdują się różne budynki i pałace, również związane z operą i jej twórcami. W Ca’Corner della Regina urodziła się w 1454 roku Caterina Cornaro, która zasłynęła najpierw jako królowa Cypru, a następnie jako mecenas sztuki na swoim dworze w Asolo. Jej grobowiec mieści się w Kościele San Salvatore w Wenecji, przy moście Rialto. Mało znana, a bardzo interesująca muzycznie jest ostatnia opera G. Donizettiego – Caterina Cornaro. Tutaj librecista G. Sacchero dodał wątek miłosny, w którym Caterina kocha młodego Francuza – Gerarda, ale pod naciskiem Republiki Weneckiej i dla dobra ojczyzny poślubia ostatniego króla Cypru Piotra de Lusignan, który na końcu tej niedocenionej, a bardzo pięknej opery umiera. Można wysłuchać tej opery w wersji koncertowej, z londyńskiej Royal Festival Hall z 1972 roku, pod dyrekcją C. F. Cillario. W operze tej w partii Cateriny wystąpiła M. Caballé, natomiast w partii jej ukochanego Gerarda J. Carreras. Była to jedna z pierwszych ról Carrerasa, zastąpił on chorego Jaime Aragalla i nauczył się partii Gerarda w 36 godzin. Opera ta jest bardzo melodyjna i liryczna. Są w niej zawarte piękne arie: romantyczne, melancholijne, ale też dramatyczne i pełne pasji. Szczególnie wpadają w ucho: piękny duet Tu l’amor mio oraz wspaniałe arie tenorowe Dolce amor mio, Spera in me, Vedi, io piango, czy Io non vengo a suscitare…

Palazzo Giustinian wiąże się z Wagnerem, który tutaj spędził 7 miesięcy 1858 i 1859 roku, i tu stworzył cudowny II akt Tristana i Izoldy. Opera ta powstała pod wpływem miłości Wagnera do Matyldy Wesendonck, w oparciu o XIII-wieczny epos Gottfrieda ze Strasburga. Wciąż mam w pamięci znakomite, idealne, wprost natchnione wykonanie z ubiegłego roku z Bayreuth, z cudownymi wykonawcami: Waltraud Meier i Siegfriedem Jerusalemem, pod dyrekcją Daniela Barenboima, który wzniósł się na szczyty, o jakie dotychczas go nie podejrzewałam. O tej operze tak pisał dr J. Reiss w swej Historji muzyki w zarysie: Muzyka „Trystana” oznacza się niezwykłą sensytywnością, wrażliwością na każdy odruch uczuciowej fali; przesycona erotycznym tonem, pełna namiętności, zbliża się nastrojem swoim do „Hymnów nocy” Novalisa; jej tęsknota i żar uczucia znajdują muzyczny równoważnik w bogatej chromatyce, tak wszechwładnie tu panującej. (…) Głosy płyną jedną nieprzerwaną falą, snują poszczególne motywy, łączą je ze sobą, nadają im coraz to nowe formy i stwarzają polifonję zdumiewającą bogactwem splotów. Orkiestra też stanowi symfoniczne podłoże dramatu i odtwarza nie tylko wszystkie etapy akcji scenicznej, ale odzwierciedla najsubtelniej nieuchwytne stany psychiczne, nieomal najlżejsze drgania nerwów. W Wenecji Wagner mieszkał także przy Bulwarze nadmorskim, w Hotelu Danieli. W renesansowym Palazzo Vendramin-Calergi (zbudowanym przez M. Coducciego w początku XVI wieku) R. Wagner mieszkał, a także umarł 13.02.1883 roku. Tak pisał I. Keszi w Niekończącej się melodii: W swoim mieszkaniu w Palazzo Vendramin Wagner nagle źle się poczuł. Zawołał Cosimę. Położono go w gabinecie na otomanie. Z kieszonki kamizelki wypadł mu zegarek. „Meine Uhr!” – powiedział, wskazując nań. To były jego ostatnie słowa. Zegarkowi nic się nie stało, tykał dalej, niezmiennie, lecz chore serce umilkło na zawsze. A. Carpentier tak napisał o jego śmierci w Barokowym koncercie: kilku czarno odzianych ludzi (…) niesie do czarnej gondoli trumnę mieniącą się zimnym blaskiem brązu. „To Niemiec, który wczoraj zmarł na apopleksję” powiedział gondolier, przestając na chwilę wiosłować. „Jego ciało ma być przewiezione do ojczyzny. Podobno pisał dziwaczne opery”.

Piękny późnogotycki pałac Ca ‚Foscari był wybudowany na przełomie wieków XIV i XV, w 1452 roku stał się własnością doży Francesco Foscariego. Jak i inni dożowie był on władcą Republiki Weneckiej pod czujną opieką i kontrolą 6 doradców. Jest on moim ulubionym dożą z racji doskonałej, wczesnej opery G. Verdiego I due Foscari. Jej libretto, na podstawie dramatu lorda Byrona, napisał F. M. Piave. Poza tym, że był librecistą, był on teologiem, filozofem, dziennikarzem i wielkim przyjacielem G. Verdiego. Cała akcja opery Dwaj Foscari była oparta na autentycznych faktach z XV wieku. Wybitny doża – Francesco Foscari – rządził Wenecją przez ponad 30 lat, ciągle walcząc z brutalną i bardzo napastliwą opozycją, która w końcu go pokonała, oskarżając i sądząc jego jedynego syna Jacopo za korupcję, zdradę i morderstwo, a następnie skazując Jacopo dwukrotnie na wygnanie. Podczas transportu Jacopo zmarł. Wtedy jego ojciec został pozbawiony funkcji doży i również w kilka dni potem zmarł. Jest doskonałe nagranie studyjne tego dzieła dokonane w 1976 roku pod dyrekcją L. Gardellego ze znakomitymi Franceskiem – P. Cappuccillim oraz Jacopem – J. Carrerasem. Jego żonę Lukrecję gra K. Ricciarelli, natomiast złego Loredano S. Ramey. Opera kończy się bardzo dramatycznie i tragicznie dla Foscarich, a rywal doży – Loredano – po tak okrutnym wyrównaniu rachunków w swym notatniku przy nazwisku Foscarich wpisuje zapłacił. Nieodmiennie budzą mój zachwyt piękne i romantyczne arioso Jacopa Brezza del suol natio oraz pełna pasji cabaletta Odio solo, ed odio atroce, czy też dramatyczna i rozgorączkowana wizja i modlitwa Notte! Perpetua notte; Non maledirmi, o prode, smutne pożegnanie z rodziną i życiem Donna infelice oraz aria All’ infelice veglio. Bardzo podoba mi się odśpiewana przez Lukrecję cavatina Tu al cui sguardo onni possente oraz poruszająca cabaletta Piu non vive! Wspaniale brzmi pełna smutku romanza, którą śpiewa Francesco Foscari O vecchio cor, che batti, a także oddająca dramat doży aria z chórem Questa e dunque l’iniqua mercede. Także w tej operze można zobaczyć lokalne weneckie święto w postaci zawodów gondolierów – tutaj świetnie brzmi znakomita barkarola dla zwycięzcy śpiewana przez tłum wenecjan Tace il vento. Mogłam przyjrzeć się wielkiemu doży Foscariemu na bramie Porta Della Carta Pałacu Dożów, gdzie stoi obok weneckiego skrzydlatego lwa; zresztą w Pałacu Dożów znajduje się wiele pamiątek po tym wybitnym weneckim władcy. Specjalnie poszłam podziwiać i sfotografowałam jego monumentalny grobowiec w Bazylice Santa Maria Gloriosa dei Frari, wyrzeźbiony przez Antonia i Paola Bregno.

Niedawno mogłam zapoznać się po raz pierwszy z fragmentami opery, opartej dość luźno na życiu innego wybitnego doży weneckiego – Marino Falierego, z nieznanej opery G. Donizettiego pod tym samym tytułem, do której libretto napisał E. Bidera. Ten demokratyczny doża żyjący w XIII wieku został skazany na śmierć, ponieważ chciał dopuścić lud wenecki do rządzenia Republiką. Niestety temat ten w operze został trochę spłycony banalną intrygą miłosną. Ze wspaniała sceną z tej opery Israele, che vuoi? Se pur giungi a trucidarlo zapoznałam się słuchając świetnej płyty Teldeca No tenors allowed, ze znakomitymi wykonawcami T. Hampsonem i S. Rameyem, w której Marino Falieri (S. Ramey) wtajemnicza w swoje rewolucyjne plany dowódcę Arsenału – I. Bertucciniego.

Przy Canale Grande znajduje się również Palazzo Cantarini-Fasan, czyli Dom Desdemony – wąski gotycki pałac. Tutaj podobno mieszkała wenecka szlachcianka, która stała się w XV wieku ofiarą zazdrości męża Murzyna (Maura). Ten wsławił się w wojnie z Turkami. I w Wenecji dzieje się akcja opery Otello ossia Il Moro in Venezia G. Rossiniego, której libretto napisał F. Berio di Salsa, a znakomite jej studyjne nagranie stanowi płyta CD z J. Carrerasem i F. von Stade z 1978 roku, pod dyrekcją J. L. Cobosa. Kiedyś ten Otello cieszył się tak ogromną popularnością, że w Teatrze Włoskim w Paryżu był grany od 1822 do 1874 roku bez przerwy. Natomiast już nie w Wenecji, a na Cyprze dzieje się dramatyczna akcja Otella G. Verdiego – do libretta A. Boito wg dramatu Szekspira – wykonanego po raz pierwszy w La Scali.

Częściowo w Wenecji (Prolog) rozgrywa się akcja bardzo pięknej, melodyjnej, a niedocenionej opery G. Donizettiego Lucrezia Borgia, która miała swą prapremierę w La Scali. Libretto do niej napisał F. Romani, opierając je na dramacie V. Hugo. F. Romani był ciekawą postacią, równocześnie adwokatem, krytykiem, pisarzem. Pisał libretta dla wszystkich najwybitniejszych kompozytorów swoich czasów. Lukrecja Borgia pochodziła ze słynnego rodu weneckich dożów, a o jej złym charakterze krążyły i nadal krążą różne legendy. Mimo użycia w operze historycznych nazwisk, zbrodnicza Lukrecja i jej mąż Alfonso z postaciami historycznymi nie mają nic wspólnego, bowiem libretto Lucrezii Borgii nawiązuje do jednej z legend. Akcja Prologu rozgrywa się w Pałacu Grimani i właśnie na jego tarasie Maffio Orsini opowiada o swej nienawiści do Lukrecji Borgii i o przyjaźni z Gennaro. Niestety nigdzie w Wenecji nie udało mi się tego pałacu odnaleźć. Natomiast nad brzegiem każdego uroczego weneckiego kanału mogło dojść do spotkania Gennara i Lukrecji i ten wszędzie mógł prawić jej komplementy i zwierzać się ze swych uczuć do nieznanej matki. Hans von Bülow tę operę uznał za swą najulubieńszą operę, zaraz po Carmen G. Bizeta. Jest ona niezwykle wymagająca dla śpiewaków i muszą tu wystąpić znakomity sopran, tenor i bas. Mam nagrania tej pięknej opery w dwóch fantastycznych obsadach. I tak w jednej z nich jako Lukrecja wystąpiła M. Caballé, a jako jej syn, nie znający matki Gennaro – J. Carreras. Rola Gennara w Lukrecji Borgii była pierwszą główną rolą J. Carrerasa. Premiera opery w tym wykonaniu odbyła się w grudniu 1970 roku w Gran Teatro del Liceu w Barcelonie, pod dyr. Giovaninettiego. Moje drugie znakomite nagranie pochodzi z 1972 z Paryża. Dyryguje w nim P-M. Le Conte, znakomitą Lukrecją jest grecki sopran Vasso Papantoniou, Gennarem również J. Carreras, natomiast partię Don Alfonso śpiewa J. van Dam. W weneckiej części tej opery zawiera się pieśń chóru, śpiewającego trafne słowa Bella Venezia!, a także zachwycające arie: sopranowe Tranquillo ei posa, Com’e bello oraz tenorowa Di pescatore ignobile, a także wspaniałe duety głównych protagonistów Ciel! Che vegg’io i T’ame tua madre tenera. Niestety przyjaciele Gennara rozpoznają Lukrecję i tak rozpoczyna się okrutne spełnianie przepowiedni, którą usłyszał Maffio w malignie, raniony na polu walki, że zginą razem z rąk Borgii. Jeżeli chodzi o prawdę historyczną, to z powodu braku dzieci u Lukrecji i Alfonsa, zazdrosny papież wyrzucił dziedziczącą po nich rodzinę d’Este z włości w Ferrarze. Rodzina ta z konieczności przeniosła się do Modeny, gdzie wybudowała dla siebie nowe wspaniałe pałace, które również miałam okazję podziwiać.

W Wenecji rozgrywa się II akt innej z moich ulubionych oper, czyli Opowieści Hoffmanna J. Offenbacha, do której libretto wg E. T. A. Hoffmanna napisali J. Barbier i M. Carré. Hoffmann jest wówczas zakochany w pięknej weneckiej kurtyzanie – Giulietcie. W różnych inscenizacjach tej opery oglądamy jako rekwizyt wenecką gondolę, na której śpiewana jest znakomita i słynna barkarola. Gulietta ostatecznie porzuca poetę Hoffmana odpływając gondolą z nowym kochankiem. W pięknej filmowej wersji tej opery doskonale postać Hoffmana odtwarza P. Domingo, natomiast cudowną Giuliettą jest A. Baltsa. Opera ta przez wiele lat była uważana za pechową, ponieważ przy drugim wiedeńskim spektaklu tej opery w Ringtheater wybuchł pożar, w którym spłonęło prawie 400 osób. Kojarzy mi się tutaj obraz mojego ulubionego malarza F. Goi, który podziwiałam właśnie w Wiedniu, gdzie ten wybitny twórca przejmująco i tragicznie zarazem pokazał pożar teatru w Saragossie. Spektakl ten odbywał się z okazji urodzin Don Carlosa (i znów przypadkowe reminiscencje operowe) i zginęło w nim 70 osób. A od tych wspomnień już blisko do niedawnych tragedii Teatro del Liceu w Barcelonie i La Fenice w Wenecji, gdzie na szczęście obyło się bez ofiar.

Chciałabym również zaznaczyć polsko-wenecki akcent operowy. III akt opery L. Różyckiego Casanova do libretta J. Krzewińskiego na podstawie pamiętników tego znanego uwodziciela i kochanka, za jakiego uważany jest do dzisiaj Giovanni Giacomo Casanova de Seingalt, rozgrywa się w Wenecji. Słynny Casanova napisał w pamiętnikach o swej ucieczce po dachu z najwyższej celi weneckiego więzienia Piombi (ołów). Do budynku więzienia z Pałacu Dożów prowadzi słynny Most Westchnień – Ponte dei Sospiri.

Modena niewiele przynosi operowych skojarzeń, z wyjątkiem nazwisk dwojga znakomitych śpiewaków, którzy urodzili się w tym mieście i do dziś budzą podziw swoją sztuką i pięknymi głosami. Są to oczywiście M. Freni i L. Pavarotti.

W lecie Mantua jest bardzo gorącym i parnym miastem, bowiem wokół niego są 3 jeziora utworzone przez rzekę, które nadają mu niepowtarzalny charakter. Poza tym lata tu mnóstwo małych upartych muszek, które znakomicie pozwalają znienawidzić cały owadzi ród. Do pobliskiej Weronie Mantui, udał się na wygnanie Romeo. Sama Mantua kojarzy się przede wszystkim z miejscem akcji znakomitej opery G. Verdiego Rigoletto. Libretto do tej opery napisał F. M. Piave na podstawie dramatu Le roi s’amuse V. Hugo o królu Francji Franciszku I i przeniósł ją do Mantui na dwór księcia z XVI wieku; podejrzewa się, że mógł nim być Vincenzo I Gonzaga, pracodawca Monteverdiego. Prapremiera odbyła się w La Fenice. Przyjęto ją ogromnymi brawami i było podczas niej aż 12 bisów. Jest w Mantui mnóstwo miejsc kojarzących się z Rigolettem, a więc dom Rigoletta i Gildy z pomnikiem pokracznego i egoistycznego, ale także tragicznego błazna, Pałac Dożów i Zamek w którym zamieszkiwał rozpustny, egoistyczny i okrutny Książę Mantui oraz karczma, gdzie Sparafucile miał zabić Księcia. O postaci Rigoletta tak pisał sam Verdi: uważam za świetny pomysł nadania temu człowiekowi pokracznych kształtów w zestawieniu z jego zdolnym do miłości sercem. Zachęcam do wysłuchania tej lirycznej, ale i pełnej namiętności i dramatycznego napięcia opery np. w żywym nagraniu z Nowego Jorku z 1973 roku z doskonałym Księciem – J. Carrerasem, wspaniałą Gildą – Patricią Wise oraz znakomitym, tragicznym Rigolettem – Louisem Quilico. Spektaklem tym dyrygował Julius Rudel. Powszechnie znane są przeboje pochodzące z tej opery, również wśród ludzi całkowicie niezainteresowanych operą, jak Questa o quella, czy La donna é mobile. A wśród wielbicieli opery zapewne nie ma takiego, który by nie zachwycał się znakomitym dramatycznym kwartetem z początku IV aktu, gdzie każdy wyśpiewuje swój problem w innym nastroju i z inną melodią. Mimo że J. Carreras nigdy nie nagrał tej opery w wersji studyjnej, to jednak od dzieciństwa był z nią związany; w dzieciństwie przez przezwisko nadane przez kolegów – Rigoletto. Pierwszą arią jaką śpiewał w życiu, zresztą początkowo wszystkim i wszędzie, była właśnie z Rigoletta pochodząca La donna é mobile. Nauczył się jej podczas oglądania i słuchania filmu Wielki Caruso z Mario Lanzą. W biograficznym filmie o J. Carrerasie można usłyszeć, jak pięknie ją śpiewał w wieku ośmiu lat. W Staatsoper w Wiedniu zadebiutował w 1974 roku właśnie jako Książę Mantui. Książę w wykonaniu J. Carrerasa, nie jest jednoznacznie negatywną postacią, jest po prostu młodym, niefrasobliwym człowiekiem, który chce użyć wszystkich przyjemności życia, myśląc wyłącznie o chwili obecnej, wedle zasady carpe diem. Nie zdaje sobie sprawy z ewentualnych konsekwencji swojego beztroskiego zachowania, że może komuś wyrządzić nieodwracalną krzywdę i wielkie zło. W chwili, gdy mówi o miłości kolejnej dziewczynie szczerze w to wierzy, nie myśląc, że łamie serce poprzedniej, której już nie kocha i nie chce. Śpiewa więc zachwycająco i słodko o miłości w duecie z Gildą É il sol dell’anima… Che m’ami – Addio! Speranza ed anima a potem za chwilę z następną swą ukochaną – Maddaleną Bella figlia dell’amore. Ponadto, w pewnych fragmentach jego arii widać jakieś szczątkowe współczucie Parmi veder la lagrima, Pressente amor mi chiama. Poza tym wydaje się, że Książę też miał jakieś złe doświadczenia z kobietami, lub też przekazał mu je jakiś zgorzkniały nauczyciel La donna é mobile (Kobieta jest przewrotna jak piórko na wietrze, łatwo zmienia swoje słowa i swoje opinie). O tym jak wspaniale on i jego przyjaciele umieją się bawić, świadczą odgłosy znakomitej zabawy jakie dochodzą z kolejnych utworów opery Partite? Crudele! Gran nuova! Gran nuova! I jest to wielką zaletą nagrań na żywo, że możemy również uczestniczyć w tej zabawie. Niuanse partii Rigoletta w zachwycający sposób przekazuje doskonały kanadyjski baryton Louis Quilico, który przez wiele lat był czołowym wykonawcą tej postaci. Ten artysta wspaniale wywołuje dramatyczne napięcie swym wybuchem Cortigiani, vil razza dannata (Służący podły, przeklęty typ). Głęboko poruszająca jest jego aria La ra la ra w momencie, gdy Rigoletto poszukuje w pałacu swej porwanej córki. Jest ona kwintesencją tragizmu tego złego i przewrotnego błazna, który potem z okrutną pasją planuje swą zemstę Si, vendetta. Wiadomo, że Rigoletto mimo czułej i wzniosłej miłości do swej córki jest złym człowiekiem, który pomaga Księciu w jego eskapadach i miłostkach. Z racji swego wieku i doświadczenia, mógłby Rigoletto wpłynąć na młodego chłopca, który nabywa doświadczenia życiowe w tak okrutny dla otoczenia sposób. Jest on winien poczucia bezkarności Księcia. Tak więc to, co jego dotyka w roli ojca jest jak gdyby karą za popełnione dotychczas grzechy. Myślę, że nienawidzi on swego otoczenia za swój pokraczny wygląd, który z pewnością zawsze wywoływał w nim kompleksy. Zrobi wszystko dla władzy i pieniędzy. Jedyne ludzkie odruchy wywołuje w nim córka Figlia! – Mio padre! Pari! Siamo! Mio padre! – Dio! Mia Gilda! Parla… Siam soli – Tutte le feste al tempio! Lassu in cielo. Ale córka przeżywa miłość swojego życia Caro nome. W rolę Gildy idealnie wcieliła się P. Wise. Wydaje mi się, że między innymi dlatego opera Rigoletto jest taka wspaniała, że opowiada o pełnokrwistych i pełnowymiarowych ludziach. W operze tej są zawarte nie wyłącznie melodyjne, wyodrębnione arie, ale również charakterystyczne dla późniejszej twórczości Verdiego monologi. O Rigoletcie tak pięknie napisał dr J. Reiss w Historji muzyki w zarysie: (…) nieprześcigniona siła nie tylko w arjach solowych, ale i w zespołach wokalnych. Stawia Verdiego w rzędzie pierwszych mistrzów, jednoczących piękno muzyczne z prawdą psychologicznego wyrazu.

O związkach Monteverdiego i Vivaldiego oraz Bibieny z Mantuą wspomniałam powyżej. Mogłam obejrzeć sobie Teatro Scientifico, zwany Bibieną, stworzony przez Antoniego Galli de Bibienę (brata architekta opery w Bayreuth) w 1790 roku, na którego otwarcie dał koncert 13-letni W. A. Mozart, a Leopold Mozart przez wiele lat wspominał jego harmonijne piękno i doskonałą akustykę.

Następnie wybrałam się do Mediolanu. Oczywiście, to miasto wielbicielom opery kojarzy się przede wszystkim z Teatro alla Scala. Niestety fasada była zasłonięta, ponieważ ją odnawiano, ale nie jest jakoś szczególnie piękna. Udało mi się zwiedzić muzeum teatralne. Właściwie samo muzeum nie było zbyt fascynujące, ale dzięki biletowi mogłam sobie usiąść w loży tej wspaniałej opery i posłuchać w marzeniach jakiejś zachwycającej opery w doskonałym wykonaniu, i oczami wyobraźni ujrzeć na scenie fantastyczny spektakl. Trochę mi w tym przeszkadzały odbywające się próby nagrywania dla telewizji baletu i powtarzanie do znudzenia tej samej melodii, ale dzięki temu mogłam na własne uszy usłyszeć, jak znakomitą akustykę ma ten teatr. Muzeum zawiera obrazy, miniaturki, popiersia, również karykatury (np. pękaty Caruso na krótkich i cienkich nóżkach), a także różne bibeloty będące własnością znakomitych kompozytorów, śpiewaków, dyrygentów. Są tam maski pośmiertne kompozytorów, ich instrumenty muzyczne, nuty, dedykacje, autografy; odlewy dłoni dyrygentów, ich batuty, nuty, medale. Zaprezentowano kilka kostiumów operowych, np. białą suknię zdobioną delikatnie złotą nitką dla G. Simionato do Kopciuszka. Ponadto znajdują się tam różne przedmioty artystyczne, związane w teatrem, muzyką i operą: od figurek greckich, etruskich i rzymskich; przez różne miśnieńskie figurki; marionetki, lalki – europejskie i pozaeuropejskie (głównie azjatyckie), a także maski z komedii i tragedii antycznej. La Scala została uroczyście otwarta 3.08.1778 r. spektaklem L’Europa riconosciuta złożonym z utworów Antonia Salieriego, specjalnie w tym celu skomponowanych. Nie była to pierwsza scena operowa Mediolanu, już wcześniej powstał Teatro Regio Ducale (1717), który niestety spłonął w 1776 roku. La Scalę wybudowano wg projektu Giuseppe Piermariniego. Po zbombardowaniu w 1943 roku została w takim samym kształcie odbudowana. Wybitni kompozytorzy pisali dla niej opery, wspaniali dyrygenci dyrygowali w niej, znakomici twórcy przygotowywali opery, a cudowni wykonawcy śpiewali. Tworzyli dla niej opery Cimarosa, Rossini, Donizetti, Bellini, Verdi, Puccini. Tutaj swą prapremierę miały m.in.: Sroka złodziejka, Lukrecja Borgia, Norma, Otello, Falstaff, Turandot. Prócz wielkiej sceny, jest w La Scali również scena kameralna. La Scala, od początku swego istnienia, otwiera swój sezon 7.12., w dniu św. Ambrożego, a kończy w końcu maja; po sezonie operowym jest jeszcze sezon baletowy.

Nie mogę sobie odmówić przyjemności wspomnienia o pięknym romańskim kościele św. Ambrożego, patrona Mediolanu. Podziwiałam ten kościół ostatnio wielokrotnie dzięki znakomitemu nagraniu odbywającego się właśnie tam, w poprzednie święta, koncertu kolęd i pieśni bożonarodzeniowych w wykonaniu José Carrerasa. Miedzy innymi Mistrz zaśpiewał tam po włosku nasze Lulajże Jezuniu. Wspaniały ten kościół urzeka pięknem bizantyjskich mozaik, z których pierwsze powstały już w IV wieku. Te cudowne mozaiki na sklepieniu wyglądają w nagraniu VHS prawie równie pięknie, jak w rzeczywistości. Ten wspaniały koncert mogą wszyscy podziwiać na niedawno wydanej przez Lux Veritas kasecie pt. Koncert Bożonarodzeniowy – Milenium 2000.

W Mediolanie rozgrywa się początek Lombardczyków na pierwszej krucjacie, czy też – w wersji francuskiej – Jéruzalem G. Verdiego, również większość bohaterów tych oper pochodzi z tego miasta. Pierwsza wyprawa krzyżowa odbywała się przez końcowe 4 lata XI wieku i w jej wyniku powstało chrześcijańskie Królestwo Jerozolimskie. Libretto napisał T. Solera, również kompozytor. Mogę polecić znakomite nagrania tych oper na płytach CD, a więc Jéruzalem z 1975 roku z Turynu, gdzie śpiewają: Helenę – K. Ricciarelli, Gastona – J. Carreras oraz Rogera – S. Nimsgern, a dyryguje G. Gavazzeni oraz I Lombardi alla Prima Crociata z 1973 roku z J. Carrerasem i R. Scotto z Nowego Jorku oraz z 1976 roku z Covent Garden pod dyrekcją L. Gardellego, w której doskonałe kreacje stworzyli jako Giselda – S. Sass, Oronte – J. Carreras, a Pagano – N. Ghiuselev. O tym występie J. Carrerasa w roli Oronte tak pisał londyński Times: Oronte J. Carrerasa to ujmujący i przystojny chłopiec dla oczu, który śpiewa jak tenorowy superman, z elegancją i siłą, z chwytającą za serce elokwencją w obu częściach swej pierwszej arii (śpiewając oryginalną wolną cabalettę) i inspirującą intensywnością w scenie swej śmierci. Lombardczyków można również obejrzeć na video w świetnym nagraniu La Scali z 1984 roku, gdzie J. Carrerasowi znakomicie partneruje G. Dimitrova, a świetną orkiestrą dyryguje G. Gavazzeni. Rzeczywiście zachwycająco i wzruszająco brzmią w wykonaniu Carrerasa arie Oh, madre mia, La mia letizia infondere. Wspaniale brzmią duety z powyżej wymienionymi partnerkami Oh, ma pensa… Come poteva un angelo. A najsilniejsze emocje wywołuje we mnie zawsze jego aria w roli ducha czy też aniołka In cielo benedetto. Jako ciekawostkę podam fakt, że w tej operze, w drugoplanowej roli Arvina, J. Carreras zadebiutował w 1970 roku we francuskim radiu.

W Mediolanie rozgrywa się również inna wczesna opera patriotyczna G. Verdiego, tzn. La Battagia di Legnano. Do tej opery libretto stworzył S. Cammarano. W Legnano, mieście nieopodal Mediolanu, niewielka armia Ligi Lombardzkiej zwyciężyła znacznie potężniejszą armię cesarza Fryderyka I Barbarossy, który walczył z papiestwem w 1176 roku, a w kilkanaście lat potem stanął na czele III wyprawy krzyżowej, podczas której zginął. Polecam studyjne nagranie tej opery z 1977 roku z J. Carrerasem, K. Ricciarelli, M. Manuguerrą i N. Ghiuselevem pod dyrekcją L. Gardellego.

G. Verdi studiował w Mediolanie, a potem napisał dla La Scali wiele oper – wszystkie wczesne do Joanny d’Arc, a na końcu Otella i Falstaffa. Po Lombardczykach, oszukany na dużą sumę przez intendenta, a także zdenerwowany marnymi inscenizacjami jego oper, zerwał z La Scalą na pewien czas. Związek z Mediolanem G. Verdiego trwał przez całe życie, aż do jego końca, bowiem w tym pięknym i rozległym mieście zmarł. W Mediolanie studiował, uczył oraz zmarł Amilcare Ponchielli, który również komponował dla La Scali, m.in. swą najpiękniejszą i najsłynniejszą operę La Gioconda. W 1808 roku muzyk Giovanni Ricordi otworzył tutaj drukarnię i zapoczątkował działalność słynnego rodzinnego wydawnictwa muzycznego, gdzie wydawali swe utwory Rossini, Bellini, Donizetti oraz Verdi i wielu innych słynnych kompozytorów. Dzieje tego wydawnictwa można było poznać w znakomitym serialu, nadanym przed rokiem w regionalnej telewizji.

I to byłby koniec moich opowieści z pięknej i owocnej wycieczki do Włoch, w 1999 roku.

Aleksandra Toczko