Trubadur 2(19)/2001 (Dodatek Moniuszkowski)  

Koncert laureatów

Na koncert laureatów IV Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki czekaliśmy z wielkimi emocjami. To właśnie wtedy miała być po raz pierwszy wręczona Nagroda Publiczności przyznawana przez członków naszego Klubu. Już od tygodni wspólnie planowaliśmy każdy szczegół – kto przygotuje karty do głosowania, kto kupi kwiaty. Gdy głosowanie Klubowiczów już się odbyło i głosy policzono, okazało się, że wygrała sopranistka z Chin, Bixia Wu.

Koncert galowy miał być nie tylko uwieńczeniem ponad tygodniowych zmagań, ale przede wszystkim świętem młodych nagrodzonych śpiewaków i oczywiście Moniuszki. Tego dnia byłam w teatrze już na dwie godziny przed koncertem. Śpiewacy, finaliści konkursu, zwolna przybywali do opery, inspicjenci i obsługa sceny dopinali wszystko na ostatni guzik. Miałam możliwość przyglądać się, jak np. bardzo dokładnie pouczano prezesa Klubu, Tomka Pasternaka, który miał wręczać naszą nagrodę, którędy ma wejść, gdzie usiąść, dokąd iść. Przypuszczam, że pozostali uczestnicy uroczystości zostali w podobny sposób „przeszkoleni”.

Mało uroczysty nastrój tworzyła, co tu kryć, pustawa widownia sali im. Stanisława Moniuszki. Niestety, tego samego wieczoru w Filharmonii Narodowej występowali Filharmonicy Wiedeńscy pod batutą Zubina Mehty. Jak w starym porzekadle: osiołkowi w żłoby dano.. Trudno się nawet dziwić, że większość melomanów i prawie wszyscy recenzenci muzyczni wybrali wiedeńczyków. Po wejściu do sali zdziwił mnie trochę sposób aranżacji sceny. Na środku znajdował się stół prezydialny dla jury, po bokach stoliki, przy których, jak się później okazało, zasiedli – z jednej strony pani Maria Fołtyn i dyrektor Waldemar Dąbrowski, z drugiej – wręczający nagrody pozaregulaminowe goście. Za tym wszystkim stały nieelegancko stłoczone krzesełka i pulpity dla orkiestry, która miała towarzyszyć śpiewakom w drugiej, artystycznej części koncertu. Koncert zapowiadany był wyłącznie w języku polskim, nie byłam więc pewna, czy wszyscy zagraniczni laureaci i goście zorientowali się, kto dostał jaką nagrodę. Na scenie po kolei pojawili się jurorzy witani oklaskami publiczności, trwało to dosyć długo, ponieważ aby dotrzeć na proscenium, wszyscy musieli przemierzyć niemal całą, i tak mocno okrojoną scenę. Następnie na scenę zaproszono finalistów konkursu. Śpiewacy wychodzili w innej kolejności niż podawana przez prowadzących i starali się zająć miejsca na krzesełkach ustawionych ciasno w półkole z lewej strony sceny.

Nic nie zapowiadało „niespodzianki” w artystycznej części wieczoru. Z towarzyszeniem orkiestry Teatru Wielkiego pod batutą Andrzeja Straszyńskiego wystąpili kolejno laureaci drugich i pierwszych nagród i. na tym koniec. Po ich produkcjach głos zabrał dyrektor Waldemar Dąbrowski, który nie kryjąc emocji, poinformował publiczność, że śpiewacy z Rosji, laureaci trzecich nagród i nagród specjalnych, solidarnie odmówili występu w koncercie. Artyści ci poczuli się nie usatysfakcjonowani werdyktem jury. Dodam, że w pierwszej części, cali w uśmiechach, odebrali swoje nagrody.

W czasie koncertu młodzi artyści pokazali, za co dostali nagrody – przede wszystkim za piękne głosy. Tomasz Krzysica wykonał recytatyw i arię Kazimierza z opery Hrabina oraz arię Leńskiego z Eugeniusza Oniegina Piotra Czajkowskiego. Rzeczywiście, słynne Kuda, kuda wy udalilis'. w interpretacji tego śpiewaka to istne mistrzostwo świata. Głos brzmi aksamitnie, prawdziwie poetycko, w finale zamiera niczym ostatnie tchnienie zbolałej duszy. Również aria Kazimierza miała w sobie coś stylowego, trochę staroświeckiej rzewności. Laureatka II Nagrody w kategorii głosów żeńskich Bixia Wu z wdziękiem zaśpiewała arię włoską Ewy z II aktu opery Hrabina. Jednak gorące brawa zebrała dopiero po błyskotliwym wykonaniu E strano, e strano – Sempre libera z Traviaty Giuseppe Verdiego (choć wydaje mi się, że więcej blasku miało jej wykonanie w finale konkursu). Bixia Wu nie jest obdarzona dużym sopranem, ale jest to głos nośny, czysty, prawdziwie słowiczy. Te właśnie słowicze trele niewiarygodnie lekko wydobywające się z ust filigranowej śpiewaczki oczarowały publiczność.

Tomasz Kuk, laureat I Nagrody to wspaniały tenor verdiowski. W jego wykonaniu usłyszeliśmy dramatycznie zaśpiewaną arię Jontka Szumią jodły na gór szczycie oraz arię Rudolfa z I aktu opery Cyganeria Giacomo Pucciniego, taki bowiem repertuar zaprezentował artysta w konkursie. Aria Che gelida manina wydała mi się wykonana trochę za mało „romantycznie”, niestety, nie słyszałam jej wcześniej w finale.

Monika Walerowicz-Baranowska zaprezentowała Dumkę Jadwigi z II aktu Strasznego dworu oraz O don fatale z Don Carlosa. Obie arie zrobiły na mnie duże wrażenie, a interpretacja arii Eboli, dopracowana w każdym szczególe, wywołała huragan braw.

Katarzyna K. Gardzina