Trubadur 2(23)/2002  

José van Dam w Łodzi

W kwietniu na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi wystąpił kolejny legendarny artysta światowego formatu – José van Dam. Każdy wielbiciel sztuki operowej zna zapewne niejedną kreację tego znakomitego śpiewaka, którego kariera trwa już ponad 40 lat. José van Dam urodził się 27.08.1940 r. w Brukseli. Po wygranych konkursach wokalnych w Liége i w Tuluzie w 1961 r. debiutował w Trojanach Berlioza w Operze Paryskiej. W 1965 r. wystąpił po raz pierwszy na festiwalu w Aix-en-Provence w Czarodziejskim flecie, później przez dwa lata występował w Genewie i w 1967 r. podjął sześcioletnią współpracę ze Staatsoper w Berlinie.

We wczesnych latach 70-tych José van Dam rozpoczął międzynarodową karierę. Śpiewał w najbardziej renomowanych teatrach świata: Covent Garden, Staatsoper w Wiedniu, La Scali, MET i – najczęściej – w Opera Garnier. Był Figarem w niezapomnianej inscenizacji Giorgia Strehlera Wesela Figara, Mefistem w skandalizującym przedstawieniu Fausta Gounoda zrealizowanym przez Jorge Lavenego, Ismenorem w Dardanusie Rameau, śpiewał w spektaklu Świętego Franciszka z Asyżu Oliviera Messiaena podczas światowej premiery w grudniu 1983 r. oraz w 1992 r. w Salzburgu i Paryżu w nowej realizacji Petera Sellarsa. Był jednym z ulubionych śpiewaków Herberta von Karajana i często występował pod jego batutą. Szczególnie lubię podziwiać piękną kreację wokalną José van Dama w moim ulubionym nagraniu Requiem Verdiego właśnie pod batutą Karajana. Każdy chyba zna genialną kreację Leporella, jaką van Dam stworzył w filmie Josepha Loseya Don Giovanni. Natomiast swój prawdziwy talent aktorski pokazał w filmie Mistrz muzyki Gerarda Corbieau.

Do partii operowych (nagranych lub wykonanych na scenie), które są znaczące w jego karierze, zalicza: Hansa Sachsa w Śpiewakach norymberskich i Holendra w Holendrze tułaczu Wagnera, tytułową w Falstaffie Verdiego, Figara w Weselu Figara i Don Alfonsa w Cosi fan tutte Mozarta, Mefistofelesa w Fauście Gounoda, Golauda w Peleasie i Melizandzie Debussy’ego, Jochanaana w Salome Straussa, Filipa II we francuskiej wersji Don Carlosa Verdiego w inscenizacji Luca Bondy’ego i tytułową w Don Kichocie Masseneta oraz Scarpii w Tosce Pucciniego.

Ostatnio José van Dam występował w przedstawieniach: Peleasa i Melizandy w Paryżu, Tokio, Brukseli, Lyonie i Genewie, Don Carlosa – w Theatre du Chatelet, Nicei i Lyonie, Holendra tułacza w Rzymie, Potępienia Fausta w Genewie, Paryżu i Tokio, Borysa Godunowa w Tuluzie, Człowieka z La Manchy Leigha i Śpiewaków norymberskich Wagnera w Brukseli, Hamleta Thomasa (świetna kreacja króla) w Theatre du Capitele w Tuluzie i w Theatre du Chatelet, w Opowieściach Hoffmanna w Chorégies d’Orange oraz Don Giovanniego (Leporello) w Operze Paryskiej, dla której w zeszłym sezonie przygotował rolę w Potępieniu Fausta i dla której w przyszłym roku przygotuje rolę Don Kichota w operze Masseneta. W zeszłym sezonie José van Dam występował w przedstawieniu Falstaffa Verdiego w Brukseli i Zurychu oraz Don Carlosa w Neapolu. W tym sezonie śpiewał w Opowieściach Hoffmanna w Genewie i w Potępieniu Fausta w Brukseli (w maju 2003 r. wystąpi także w Genewie). W styczniu 2003 r. weźmie udział w światowej prapremierze Podróży Edypa Pierre’a Bartolome w Brukseli, a także w realizacji Don Pasquale Donizettiego w Nicei (kwiecień 2003 r.). W ostatnim czasie van Dam śpiewał w spektaklu Peleasa i Melizandy w MET i odbył tournée z recitalem po Stanach Zjednoczonych, Ameryce Południowej, Japonii. Ponadto występował z koncertami we Francji (Opera Comique, Nicea, Tuluza, Metz i Nancy) oraz we Włoszech (La Scala). Koncertował z Mulhouse Symphonic Orchestre. W Teatro Regio w Turynie z Lille National Orchestre wykonywał Pasję wg św. Jana.

W najbliższych planach artysty znajdują się: wykonanie Scen z „Fausta” Goethego Schumanna w Bostonie i Nowym Jorku, udział w przedstawieniu Wolnego strzelca Webera z Paris Orchestre i koncert na otwarcie sezonu w Salle Gaveau z L’Orchestre de Nice. Należy się więc tylko cieszyć, że znakomity artysta znalazł czas, by zawitać do Łodzi. José van Dam był już gościem TW w 1986 r. Występował wtedy w przedstawieniu Peleasa i Melizandy podczas gościnnych występów opery lyońskiej.

Tym razem wielbiciele talentu belgijskiego śpiewaka mogli się z nim spotkać dwukrotnie. 18 kwietnia José van Dam wystąpił na kameralnej scenie X TW w specjalnym recitalu pieśni z towarzyszeniem pianisty Macieja Pikulskiego. Ten wielce interesujący występ odbył się dzięki staraniom Waldemara Pawłowskiego – Przewodniczącego Towarzystwa Przyjaciół Opery im. Ady Sari, i przeznaczony był głównie dla członków Towarzystwa (wejściówka kosztowała 7 zł.)

Dwa dni później mistrz van Dam zaprezentował się w nadzwyczajnym koncercie przed widownią TW. Towarzyszyła mu orkiestra pod batutą Claudia Desderi, cenionego śpiewaka i dyrygenta. Jako śpiewak znany jest głównie z repertuaru mozartowskiego i rossiniowskiego (w którym prezentował się na scenie La Scali i podczas festiwali w Salzburgu, Glyndebourne i Pesaro), ale jego szeroki repertuar obejmuje dzieła od Monteverdiego do Luigiego Nono. Jako dyrygent, współpracując z wieloma teatrami we Włoszech i na świecie, w latach 80. i 90. przygotował muzycznie opery Mozarta (Cosi fan tutte, Wesele Figara, Don Giovanni), Monteverdiego (Koronacja Poppei, Orfeusz, Powrót Ulissesa do ojczyzny), Rossiniego (Jedwabna drabinka, Kamień probierczy), Cimarosy (Maestro di capella), Menottiego (Telefon), Poulenca (Głos człowieczy), Verdiego (Falstaff). Od 1991 r. do 1997 r. był dyrektorem artystycznym Teatro Verdi w Pizie, gdzie przygotował muzycznie kilka premier, m.in. Kopciuszka i Kamień probierczy Rossiniego, Rigoletta, Falstaffa, Traviatę i Makbeta Verdiego oraz Carmen Bizeta. W latach 1998-2001 był dyrektorem artystycznym Teatro Regio w Turynie, a od 1999 r. jest profesorem Narodowej Akademii Santa Cecilia w Rzymie. Claudio Desderi poprowadził znakomicie łódzką orkiestrę, która wspaniale współpracowała z solistą.

Pierwszą część koncertu, rozpoczętą uwerturą do Don Giovanniego, wypełniła w całości muzyka Mozarta. José van Dam zaśpiewał niezwykle pięknie arię koncertową Mentre ti lascio o figlia, a następnie dwa przeboje z Don Giovanniego: arię katalogową Leporella (Madamina, il catalogo) i Don Giovamiego Deh, vieni alla finestra. Po uwerturze z Wesela Figara usłyszeliśmy arię Figara Non piu andrai oraz arię Almavivy Hai gia vinta la causaVedró mentr' io sospiro. W drugiej części natomiast, po uwerturze z Carmen, zabrzmiały trzy zachwycające wykonania utworów z oper francuskich: aria kapłana Nikalanthy Lakmé, ton doux regard se voile… z Lakmé Leo Delibesa, aria Phanuela Dors, a cité perverse… z Herodiady Masseneta oraz aria Ralpha Quand la flame de l’amour z Pięknego dziewczęcia z Perth Bizeta. Nie mogło oczywiście zabraknąć arii Króla Filipa z Don CarlosaElla giammai m’amo z partią wiolonczelową – tu zagraną pięknie przez koncertmistrza Pawła Tomaszewskiego. Ten utwór był dla mnie szczególnie mocnym przeżyciem. Król Filip jest jedną z moich ulubionych kreacji van Dama i często do niej wracam dzięki doskonałemu nagraniu Don Carlosa z Theatre du Chatelet. Na koniec usłyszeliśmy utwór zupełnie inny w nastroju, brawurowo wykonany hit z Cyrulika sewilskiego – arię o plotce Don Basilia.

Zarówno kameralny recital pieśni, jak i bogaty i interesująco ułożony program koncertu, w których zaprezentował się śpiewak, ukazały nam José van Dama jako artystę wciąż wielkiego formatu. Jego mocny głos o pięknej barwie i szlachetnym brzmieniu imponuje rozległą skalą, intonacyjną precyzją. Zachwyca niezwykłą głębią, a zarazem efektowną górą. Artysta urzeka lekkością, swobodą wykonania, bezbłędną stylowością interpretacji, nadzwyczajną ekspresją, nieskazitelnością i płynnością muzycznej frazy. Obdarzony wielkim talentem dramatycznym José van Dam także na estradzie wspaniale oddaje charakter swych bohaterów i tworzy nastrój zdarzeń przedstawianych arią, docierając do najgłębszych pokładów naszej wrażliwości. Niezwykły kunszt artystyczny belgijskiego bas-barytona, w połączeniu z jego wielką kulturą muzyczną, skromnym sposobem bycia i urokiem osobistym, zdobywają mu publiczność na całym świecie. Tak też było z widownią łódzkiego TW, która każdą arię w wykonaniu José van Dama nagradzała entuzjastycznymi brawami i gromkimi okrzykami, a na koniec zgotowała artyście podwójną owację na stojąco.

Tak piękny koncert nie mógł się obejść bez bisów. Pierwszym była brawurowo wykonana aria Don Giovanniego Fin ch’han dal vino. Rozgrzała ona tylko widownię, która nie zamierzała wypuścić artysty ze sceny. Następnym bisem miało być ponowne wykonanie przepięknej arii z Lakmé, której zapowiedź publiczność przyjęła szmerem zadowolenia. I wtedy stała się rzecz niewyobrażalna. Okazało się, że wykonanie utworu jest niemożliwe, ponieważ orkiestra jest… niekompletna. Początkowo wydawało się, że to żart, ale oczekiwania i nawoływania nic nie dały. Trzej puzoniści opuścili scenę i… poszli sobie do domu. Mistrz van Dam poprosił więc orkiestrę i dyrygenta o akompaniament do arii Figara i wtedy okazało się, że… także dwaj trębacze już wyszli. I w końcu artysta zaśpiewał Non piu andrai z orkiestrą uszczuploną o pięciu muzyków.

W jednej z gazet napisano, że to sytuacja jakby żywcem wyjęta z czeskiej komedii, jednak chyba nikomu nie było do śmiechu, bo to sytuacja spektakularnie zniżająca teatr do poziomu głębokiej prowincji. Wszyscy zgodnie określili to wydarzenie jako skandal, totalną kompromitację, tym większą, że na widowni zasiadał ambasador Królestwa Belgii. I tym bardziej przykro o tym pisać, że orkiestra TW cieszy się przecież wielką renomą, składa się z doskonałych muzyków i odpowiedzialnych artystów, ale niestety, również na nich jako członków zespołu spada odium tego, co stało się za sprawą wybryku kilku ich kolegów, którzy zdyskredytowali siebie jako artystów.

Trzech niefrasobliwych puzonistów oraz jeden trębacz (drugi był doangażowany na ten występ), przestało być etatowymi pracownikami orkiestry, wystosowano oficjalny komunikat, w którym dyrekcja i zespoły TW przeprosiły widzów za incydent. Skierowano także przeprosiny do José van Dama i Claudia Desderi. Wielki śpiewak jednak nie zgłaszał żalów ani pretensji, nie oczekiwał nawet przeprosin, lecz podkreślał radość ze spotkania z widownią i chęć ponownego występu. Zachwycony miastem i łódzką publicznością, José van Dam zgłosił nawet podobno konkretną propozycję i wszystko wskazuje na to, że będziemy go gościć ponownie. Należy tylko podziwiać wspaniałomyślność wielkiego śpiewaka i mieć nadzieję, że publiczność nie będzie się bała domagać bisów, a solista, bisując -nie zostanie bez akompaniamentu.

Dorota Pulik