Król Roger

Opera w trzech aktach

Karol Szymanowski
libretto: Jarosław Iwaszkiewicz
Akt I – Akt II – Akt III

 

OSOBY:

  • ROGER II, król Sycylii – baryton
  • ROKSANA – sopran
  • EDRISI, mędrzec arabski – tenor
  • PASTERZ – tenor
  • ARCHIEREIOS – bas
  • DIAKONISSA – alt
  • CHÓR:
  • Akt I – Kler, mnisi, mniszki, akolici (chór chłopców: dyszkanty i alty), kilku dostojników z dworu królewskiego, straż królewska, normandzcy rycerze
  • Akt II – Kobiety, młodzieńcy (śpiewacy i tancerze), eunuchy, tłum dworaków, służba, straż królewska, czterej towarzysze Pasterza
  • Akt III – Chór niewidoczny

Rzecz dzieje się w XII wieku na Sycylii

AKT I

Wnętrze kościoła wzniesionego wszechmocnymi rękami bizantyjskich Bazileusów, dawniejszych władców wyspy. Pośrodku, w głębi, olbrzymie półkoliste sklepienie absydy nad wielkim ołtarzem oddzielonym od głównej nawy szeregiem kolumienek z różnobarwnych marmurów, zakończonych u góry kapitelami o różnorodnych dziwacznych kształtach. Pośrodku szeroko otwarte wrota, wiodące do ołtarza jarzącego się od świec. Wrota owe znajdują się o kilka stopni wyżej od ogólnego poziomu sceny. Liczne łuki i sklepienia świątyni opierają się na olbrzymich kamiennych kolumnach, przywiezionych z leżących w gruzach antycznych chramów. Wnętrze sklepienia absydy wypełnione gigantyczną mozaikowa ikoną Chrystusa o chudej, ascetycznej twarzy, o niezgłębionych czarnych oczach, z prawicą groźnie wzniesioną ku górze. Po bokach szereg zadumanych, rozmodlonych aniołów. Ogólne tło: przyćmione złoto, połyskujące sennie w świetle tysiącznych świec, jarzących się w zawieszonych u stropu polykandelach. Boczne łuki i sklepienia wypełnione również szczelnie mozaiką o bogatych barwach, przedstawiającą w szeregu scen dzieje świętych apostołów Piotra i Pawła.
Surowy rytm świątyni naruszony jest jednak przez późniejszych przybyszów i władców wyspy. U góry widać część stropu, rzezanego w drzewie rękami Arabów, w formie stalaktytów, pokrytych bogatymi barwami, wśród których wiją się podstępnie umieszczone, pisane kufickim pismem, wersety Koranu. Strop taki dziś jeszcze można oglądać w Capella Palatina w pałacu królów Sycylii w Palermo. Cztery lwy kamienne umieszczone w ścianach na połowie ich wysokości. Kazalnica i posadzka ozdobione bogatą marmurową mozaiką. Śpiew hymnu słychać jeszcze przed podniesieniem zasłony. Zasłona unosi się powoli. Scena pogrążona na pół w cieniu, oświetlona tylko przez mnóstwo świec i ostatnie promienie zachodzącego słońca. Pomimo napełniającego świątynie tłumu olbrzymie wnętrze zdaje się trwać w zupełnym bezruchu. Ciemne postacie mnichów i mniszek klęczą ze schylonymi głowami. Wśród mniszek wyróżnia się wyniosła postać Diakonissy. Archiereios w złotej szacie stoi przed ołtarzem. Za szeregiem kolumienek widać tłum diakonów, prezbiterów i akolitów. Jedyny ruch to kołyszące się wolno kadzielnice. Ruch zaczyna się dopiero od wejścia do świątyni króla i dworu.

Chór
Hagios! Hagios!
Hagios Kyrios Theos Sabaoth!

Chór chłopców
Na złotym tronie ponad obłokami
Dzierżący moce w dłoni swej.

Chór
Hagios Kyrios Theos Sabaoth!

Chór chłopców
Cherubiny i Serafiny,
Moce i majestaty
Na twarz upadają przed potęgą twą.

Chór
Hagios Kyrios Theos Sabaoth!

Archiereios
W krzaku gorejącym płonący,
Palący się na górze Synaj;
W piorunach, w wichrze straszliwym
Panie przychodzący.

Chór chłopców
Mieczem rządzący płomienistym,
Rozsyłający swoje Archanioły.

Chór
Hagios Kyrios Theos Sabaoth!
Wejście króla i jego dworu.
Boże pobłogosław Panie praodwieczny,
Królowi naszemu Rogerowi,
Jego dostojnej małżonce!
Pobłogosław Boże!

Tenor
Królowi naszemu Rogerowi,
I jego dostojnej małżonce!

Archiereios
Królu! Wzywamy Twej sprawiedliwości,
Okaż nam miłosierdzie!

Diakonissa
Broń świętej wiary naszej!

Chór
Panie sprawiedliwy!

Archiereios
Jakowyś pasterz mąci rzesze ludzkie,
Baranki nasze.

Diakonissa
Błąka je niebacznie!

Chór
Panie sprawiedliwy!

Archiereios
Naucza ludzi przeciw wierze świętej!

Diakonissa
Niewiasty do grzechu namawia!

Chór
Panie sprawiedliwy,
Rozważ w swej mądrości
Winy niezgłębione!

Król Roger
półgłosem do Edrisiego
Czyś słyszał?

Edrisi
półgłosem
To Pasterz, podobno błądzi wśród wiosek,
Naucza dziwnie i dziwne pieśni śpiewa
Na cześć nieznanego Boga!

Archiereios
Przybył dziś tu,
Do ludu mówi przed kaplicą.
Każ go uwięzić!

Diakonissa
Oddala go od kościoła, szerzy grzech!

Chór
Królu, sędzio sprawiedliwy,
Rozważ w swej mądrości!

Roksana
O nie,
Królu, nie!
Zowią cię sprawiedliwym!
Nie każ go więzić!
Niech przed tobą stanie,
Niech winę stwierdzi swą.
Przywieść go każ przed swe oblicze.

Edrisi
Królowej ustami przemawia ptak mądrości,
Każ go przed sobą stawić, Królu!

Król Roger
przez chwilę pogrążony w zadumie, wreszcie stanowczo
Niech go przywiodą!
Straże wychodzą.

Chór
Ukarz go Panie! Niechaj nie bluźni,
Niech nie obraża Chrystusa Pana!
Królu, sędzio sprawiedliwy.

Król Roger
Niecierpliwym ruchem ręki zmusza tłum do milczenia. Zwraca się ku Edrisiemu.
Czyś go już widział?

Edrisi
To młodzik; włos ma miedziany, kędzierzawy,
Ubrany w skórę koźlęcia, jak każdy pasterz,
Oczy ma jak gwiazdy,
I uśmiech pełen tajemnicy.

Roksana
w zadumie
I uśmiech pełen tajemnicy,
Jak ów, co z swej przezroczej głębi
Jeziora leśne słońcu ślą.

Król Roger
do Edrisiego
Jakiż jest ów Bóg nieznany,
Którego Pasterz chwałę głosi?

Edrisi
Sam ci to powie za chwilę.
Przy drzwiach wiodących do kościoła ruch.

Chór
Oto wiodą go!
Ukamienować, w ogniu go spalić,
Ukamienować go!

Wchodzi Pasterz, zatrzymuje się na chwilę na progu. Śmiałym spojrzeniem ogarnia zebranych, następnie zatrzymuje wzrok na Rogerze i wolnym, swobodnym krokiem podchodzi niemal do stóp tronu.

Chór
Oto bluźnierca!

Król Roger
Ktoś ty?

Pasterz
Pasterz.

Chór
Bluźnierca, to bluźnierca!

Król Roger
Dlaczego mącisz lud?

Pasterz
Mówię mu o swoim Bogu.

Król Roger
Jakiż jest twój Bóg?

Pasterz
Mój Bóg jest piękny jako ja.

Archiereios
Milcz szalony! Milcz!

Diakonissa
Milcz szalony! Milcz!

Chór
Szalony! Bluźnierco! Milcz!

Roksana
O Królu! Daj mu mówić Królu.

Król Roger
rozkazującym ruchem ręki do cisnącego się wokół tłumu
Dość. Niech mówi Pasterz!

Pasterz
w zadumie, z nie wysłowionym uśmiechem na ustach
Mój Bóg jest piękny jako ja,
Mój Bóg jest dobry pasterz.
Przez drogi, przez kamienie,
Przez ścieżki gór wędruje.

Chór
A…!

Pasterz
Szuka zbłąkanych stad.
W bluszczowy strojny wian,
Winogron niesie pęk,
Owieczek strzeże swych
Wśród szmaragdowych łąk.
Cały tłum zapełniający nawę, nieznacznie zbliża się ku przodowi sceny coraz ciaśniejszym kołem otaczając Króla i stojącego przed nim Pasterza, który jakby budząc się z zadumy, kontynuuje z ożywieniem.
Mój Bóg, nad lustrem wód
W ciemności szklanych fal przeziera się,
By ujrzeć uśmiech swój.
Z różanych zórz ma szaty,
Stopy ma mocne i złote,
Bezskrzydły, a skrzydlaty!
Wędruje, szuka zbłąkanych stad.
W skupieniu zwraca się do otaczającego go tłumu.
Wy, którzy cierpicie,
W nocy szukacie ręki radości,
On was odnajdzie.
Którzy owocu słodkich ramion pożądacie,
On was utuli.
Łaska wielka drzemie w jego uśmiechu!

Roksana
w zadumie
W jego uśmiechu!
Czemu w oczach twych, Pasterzu,
Czai się tajemny dreszcz,
Jak odblask gwiazd na fali wód?
A na ustach twych, Pasterzu,
Jak na skraju wonnej kruży szkarłatnych róż,
Waży się jak lśniący motyl,
Cichy twego Boga śmiech!

Król Roger
Roksano! Zamilcz!

Roksana
O Pasterzu, powiedz mi,
Jak przepastna serca głąb,
W ofierze twemu Bogu
Ogni skrytych niesie żar?

Król Roger
Zamilcz! Roksano!
Kłamny czar łańcuchem złudy pęta myśl!
O zamilcz!

Pasterz
Królu! Wierz mi, wierz,
Spętanym nową wolność dam.

Chór
Królu, Panie, ukarz go!
Na śmierć! Na stos go wiedź!

Chór chłopców
O Panie ukarz go!
Na śmierć! Na śmierć!

Diakonissa
Królowo! Ty wierzysz jego słowom!
Spoglądasz nań jak na zbawiciela.

Archiereios
O Panie, spójrz na nas, na nasz ból.
Na Chrystusa, co złoty spogląda z ołtarza.

Pasterz
jakby nie słysząc wzmagającego się gwaru
Mój Bóg, to zielonych lasów cień,
To morza dalekiego szept,
To grom dalekich burz
Na podsłonecznych oceanach.
To oczu świętych blask.

Roksana
Twój Bóg! Twój Bóg!

Król Roger
z mocą
Roksano! Milcz!
do Pasterza
Złośliwy z oczu świeci blask.
Zwiedziesz niewiasty, nie zwiedziesz mnie!

Edrisi
błagalnie
Królu, bądź łaskaw na szaleńca.

Król Roger
Wpatruje się z determinacją wRoksanę.
Niech zginie!

Diakonissa, Archiereios. Chór
Tak! Tak! Niech zginie,
Niech nie bluźni Chrystusowi.
Niech zginie! Niech zginie!
Nie bluźni Chrystusowi.

Pasterz
w zachwycie, obojętny na wszystko, co się wokół niego dzieje.
Mój Bóg jest miłościwy,
Jest dobrym pasterzem, Bóg mój.

Diakonissa, Archiereios, Chór
O Królu, nich Bóg będzie mu sędzią.
Na śmierć go! Na śmierć!

Roksana
On prawdę głosi!
On kocha!

Edrisi
Bądź sprawiedliwym Królu!
Wezwij go na sąd!

Diakonissa, Archiereios, Chór
Niech sędzią mu Bóg będzie wszechmocnym,
Sprawiedliwym, miłościwym!
Na śmierć! Na śmierć! Na śmierć!

Król Roger
Z nagłą stanowczością zatrzymuje tłum rozkazującym gestem.
Dość! Dość!
Opada na tron. Ukrywa twarz w dłoniach. Wyczuwa się w nim straszliwą wewnętrzną walkę.
głucho
Niech odejdzie Pasterz.
Niech odejdzie daleko stąd w swe góry.

Chór
Zgroza! Zgroza!

Król Roger
do tłumu mocno
Odejdzie wolny w dalekie swe góry.

Chór
Zgrzeszył! Zgrzeszył!
Zgroza! Zgroza!

Chór chłopców
Zgroza!

Na twarzy Pasterza pojawia się cudowny uśmiech. Przez chwilę patrzy wprost w oczy Króla, jakby w tajemnym porozumieniu, następnie wolno, jakby się ociągając, zmierza ku wyjściu.

Król Roger
z nagłym postanowieniem
Stój!
Pasterz zatrzymuje się u drzwi i zwraca się do Króla.
Dziś wieczór stawisz się na sąd!

Roksana
Na sąd?

Król Roger
Gdy gwiazdy zabłysną na granatowym niebie,
Przyjdź do mego pałacu bram!
Straż da ci hasło “Pasterz”,
A ty odpowiesz im “Roger”!

Pasterz
Odpowiem im “Roger”.
Królu! Pamiętaj, że sam wzywałeś mię na sąd do siebie.
Pamiętaj, Królu. Przybędę do ciebie,
Pokłonię się do stóp.
Pamiętaj, że sam przywołałeś mnie!

Chór
Zgroza, zgroza!
Bluźnierstwo!

Chór chłopców
Zgroza, zgroza!
Zgroza! Boże bądź litościwi

Pasterz
Zmierza wolno ku wyjściu, śpiewając pieśń o swoim Bogu.
Po szmaragdowych łąkach moich rodzinnych gór
Wędruje dobry Pasterz,
Szukając swych zgubionych stad.
Głos Pasterza ginie w oddali.

Chór
Zgroza! Zgroza!
Boże bądź miłościw!

Chór chłopców
Amen!

AKT II

Wewnętrzny dziedziniec pałacu Króla Rogera. Ogólny charakter architektury swą ornamentacją zdradza, iż pałac ów został wzniesiony na rozkaz kalifów przez budowniczych przybyłych ze Wschodu. Jednak w tym i owym wyczuć już można żelazną rękę potężnych zdobywców z Północy. Wschodnia miękkość i kobieca niemal wytworność wijących się misterną linią różnobarwnych arabesków, żółtoniebieskich majolik, przedziwnych kobierców, łączą się w dziwny akord granitowych łuków i kolumn, spiżowych olbrzymich podwoi u wejścia. Gdzieniegdzie połyskują cudne mozaiki. Dzieło rąk artystów z Bizancjum, przedstawiające tajemne ogrody o nieznanych dziwach i fantastycznych ptakach. W głębi cicho szemrze marmurowa fontanna, której basen tonie w bogactwie przywiezionych ze wszystkich stron świata kwiatów. Dziedziniec jest otoczony dwupiętrową wewnętrzną galerią, opierającą się na lekkich kolumienkach o fantastycznych kapitelach. W głębi, pośrodku, główne wejście, olbrzymie spiżowe podwoje. Obok niewielkie drzwi zawieszone dywanami. W górnej galerii również drzwi oraz okna haremów królewskich. Owa górna galeria łączy się z właściwym poziomem sceny wewnętrznymi schodami, biegnącymi z prawej strony sceny. Z lewej, na przedzie sceny, na podwyższeniu, znajduje się tron królewski. Obok, trochę w głębi, olbrzymie okno na wpół zasłonięte kobiercami, przez które spostrzega się niepewne zarysy drzew, palm, cyprysów – olbrzymi szmat nieba.
Jest noc. Płoną alabastrowe lampy, zawieszone pomiędzy kolumnami galerii, słabo oświetlają wnętrze. Na tronie spoczywa Król Roger we wspaniałych szatach. Obok okna Edrisi, spoglądający przez nie w daleką przestrzeń, jakby w oczekiwaniu. U głównych drzwi kilku nieruchomych, jak posągi, zakutych w stal rycerzy ze straży królewskiej.

Król Roger
Cała jego istota zdaje się być ogarnięta oczekiwaniem i niepokojem.
Niepokój bladych gwiazd
W zielonym morzu nieba płonie.
do Edrisiego
O, weź w swe chłodne ręce
Me rozpalone dłonie.
W słonecznym dnia nieładzie
Nie zdało mi się wcale,
Bym tak z lękiem czekał.
ku straży
Straże! Czuwajcie!
Wprowadźcie go, gdy przybędzie!
Wprowadźcie Pasterza Proroka!
Hasło “Pasterz”.

Straże
Hasło “Pasterz”.

Edrisi
Niepojęty jest strach,
Otrząsa jak wicher płatki jaśminu
Twe dobre, radosne sny.
Królu. Czy dawno słuchałeś pieśni słów?
Z rozkoszą ustami szukałeś ust Roksany?

Król Roger
z niepokojem
Czy widziałeś jej oczu blask,
Gdy Pasterz śpiewał o Bogu?
Czy ty wiesz co się czai w sercu niewiasty?
Czy wiesz, co się w nim czai?

Edrisi
Królu! Jesteś Panem!
Szary mgły nocnej mrok,
Niech cię nie obejmuje lękiem.
Skąd taki dziwny dreszcz?

Król Roger
To drżenie gwiazd przejmuje tak me ciało.
w zadumie
Me serce kute w spiżu
Drży dziś przed blaskiem gwiazd
I lęka się jak dziecię tajemnych, wrogich sił.
Ma wszechmoc sięga tam,
Gdzie mój królewski miecz!
A wokół tajemnica,
Milczenie gwiazd i lęk.
Edrisi! W jego oczach niezłomny płonie żar,
I żar ów zetrze w proch królewskie moje serce,
Co w twardym kute spiżu
Dziś drży przed blaskiem gwiazd,
Zaklętych w jego oczach.

Edrisi
Królu! Natrętne, blade widma
Zaklęciem odpędź precz!
Posłuchaj nocnej ciszy.
Łabędzi usnął blask,
W sadzawkach drzemią światła,
Odbicia sennych gwiazd.
I ledwie drzew gałęzie w ciemnościach drżą,
Chwieje się kołys cichy milczących wód.
Cyt. Tamburyny brzęczą tam
W stronie drzemiących przedmieść.

Król Roger
z niepokojem
To on!

Edrisi
Wszystko umilkło w ciszy.

Roksana
niewidoczna
A…!

Król Roger
Roksana! Jej śpiew!

Edrisi
Słuchajmy, Królu!

Roksana
A…!
Uśnijcie krwawe sny Króla Rogera,
Niech balsam nocy spłynie na jego wolę,
Niech żądne, mściwe serce łaską się napełni.
A…!

Chór
A…!

Król Roger
Czy słyszysz jej śpiew?

Edrisi
Jak cudna pieśń!

Roksana
A…!
Bądź łaskaw Królu, na Pasterza,
Niech jak zmęczona, syta krwi pantera
Gniew twój minie.
Bądź łaskaw Królu, na Pasterza.
A…!

Król Roger
Błaga o łaskę dla Pasterza!
Słyszysz?

Edrisi
Jej serce rozkwita jak lotos nocą!

Roksana
A…!
Nocy dzisiejszej jastrząb nie goni ptaszyny,
Węże usnęły na łodygach lilii,
Łaskawość zsyła biały płomień planet.
A…!

Chór
A…!

Król Roger
Wzdryga się.
Ktoś mglisty przeszedł między strażą.
Edrisi! Dlaczego lęka się me serce?
Dlaczego drży? Edrisi!

Edrisi
Królu! Wszak on na sąd do ciebie przyjdzie!
Nagle za sceną w oddali słychać hasło straży powtarzane kilkakrotnie coraz bliżej.

Straże
Hasło “Pasterz”!

Pasterz
głos za sceną w oddali
Hasło “Roger”!

Król Roger
Zrywa się z miejsca. Uparcie wpatruje się w zamknięte jeszcze podwoje. Edrisi zbliża się do Króla. Obaj toną w oczekiwaniu.
To on! Nadchodzi!

Za drzwiami wyczuwa się ruch, udzielający się wreszcie i straży stojącej na scenie. W pewnej chwili podwoje otwierają się szeroko. Ukazuje się w nich Pasterz, za nim czterech jego towarzyszy. W głębi widać cisnące się postacie żołdactwa, niektórzy z pochodniami w ręku. Pasterz chwilę zatrzymuje się na progu. Ogarnia spojrzeniem całe wnętrze. Następnie, swobodnym, śmiałym krokiem zbliża się ku królowi. Jego towarzysze niosą dziwne, wschodnie instrumenty muzyczne w ręku. Idą kilka kroków za nim, nie dochodząc jednak do przodu sceny, usadawiają się w milczeniu na leżącym na ziemi kobiercu. Pozostają tak w bezruchu i milczeniu, aż do chwili, gdy w pewnym momencie Pasterz rozkaże im grać. Podwoje zawierają się z ciężkim łoskotem. Pasterz zatrzymuje się u przodu sceny, z prawej strony. Przybrany jest w niezmiernie bogaty strój indyjski pokryty bezcennymi klejnotami. Spod zawoju opadają na ramiona ciemnomiedziane kędziory. Podobne stroje, mniej bogate, mają jego towarzysze.

Pasterz
O przychodzę sam, jako kazałeś, Królu.
Pozdrawiam cię imieniem wielkiej miłości.

Król Roger
z mocą
Skąd idziesz?

Pasterz
ze słodyczą
Z uśmiechu południowych gwiazd,
Ślad stopy mej znajdziesz na drogach licznych.
W różowym Benares modlę się za ciebie.
Lotosy Indry niosą pozdrowienia dla ciebie.
Odbicie me na wodach Gangesu
Pozdrawia cię Rogerze.

Król Roger
Skąd twoja kłamna moc?

Pasterz
Zapytaj cichych drzew w godzinie południowej,
Zapytaj róż w godzinę słońca,
Zapytaj słodki winnic sok!

Król Roger
Po co czarujesz tłumny lud?
Kto cię posyła ku nam?

Pasterz
Kto mię posyła? Bóg!
Z zielonych połaci rajskich włości,
Złotem swej ręki,
Znakiem ku górze wywołał mię
Jak kwiat z kwiecistych błoni,
Z ogrodów brzoskwiniowych
W godzinę, kiedy puch migdałów
Różową wonność śle.
Jak myrry stos ofiarny
Powstałem z piany fal,
Zabłysłem jak promień słońca,
Jak białych ptaków skrzydła,
Jak łono białych bzów.

Król Roger
Lękiem mię przejmuje twoje bluźnierstwo!
O zamilcz!
Lękam się piorunów!

W czasie całej następnej sceny wnętrze pałacu napełnia się z wolna tłumem postaci. Piękne młode
kobiety, młodzież, chłopcy, rzezańcy przekradają się przez liczne drzwi, zbiegają ze schodów, cisną się u drzwi i okien, tworząc jakby szerokie półkole w głębi sceny. Oczy wpatrują się chciwie w Pasterza, wyciągają się ku niemu ramiona kobiet, w całym tym tłumie wyczuwa się podniecenie i wyczekiwanie.

Roksana
z górnych galerii, niewidzialna
A …! Uśpij swój lęk i gniew Rogerze!

Pasterz
Usłyszawszy śpiew zwraca głowę ku niewidzialnej Roksanie, następnie do Rogera.
Królu, czy słyszysz jak z wyżyn błagalny brzmi śpiew?
l spływa ku nam słowiczych pieśni świergotem.
W nieznanem sercu miłość
Jak kwiat rozkwita nocą!

Roksana
A…!

Król Roger
O zamilcz!
Zakute w gniewu spiż królewskie moje serce!

Roksana
A…!
Uśnijcie krwawe sny Króla Rogera!

Pasterz
Wszak sam wezwałeś mię Królu.
Stawiłem się na sąd.

Król Roger
Nad sobą sądu chcesz.
Przeczże umykasz z rąk
Jak ptak o skrzydłach chyżych,
Jak srebrnołuski wąż!
W twych oczach tai się zatruty blask
Dalekich wrogich gwiazd!

Roksana
A…!
Uśpij swój gniew i lęk!

Król Roger
Jakiemi czary pętasz tłum szaleńców,
Rabów, co obłędnie po twoich krążą drogach?
W co oni wierzą? Mów!

Pasterz
We mnie wierzą!

Król Roger
Bluźnierca!

Edrisi
O Królu, spokojnym bądź!

Pasterz
W mych oczu wierzą blask,
Którego tak się lękasz Królu,
Miłują uśmiech mój i mój taneczny śpiew.

Król Roger
O dość, już dość!
Tyś nie prorok!
Z piekieł dna czarnoksięską czerpiesz moc!
W otchłań śmierci wiedziesz tłum!

Pasterz
Tajemnych głębin życia żar
Wszechmocną mą rozniecam ręką.
Wskazuje ręką na gromadzący się wokół niego tłum.
O Królu, spójrz!
Jak motyli barwnych rój
Wokół wonnych róż szkarłatu
Krążą cisi wokół mnie,
Sennym wirem barwnych tęcz,
Oczu moich łowią blaski!
Dzieweczki, cudni młodzieńcy
Mkną na skrzydłach w szałów lot!
Zwraca się do swych muzykantów.
Bracia! Chyżo! Pieśń taneczną!
W strun uderzcie srebrny dzwon,
Tamburynów wartki rytm!
do króla
Królu! Wokół spójrz i zważ
Jak z dna serc, szlochaniem fal wzbiera
Tajnych tęsknot szał.
Rogerze, słysz!

Muzykanci Pasterza zaczynają grać. Cały tłum poczyna kręcić się w zaczarowanym tańcu. Taniec ten coraz to potężnieje. Roger wpatruje się z niemym przerażeniem w wirujące taneczne koło. Pasterz z zagadkowym uśmiechem patrzy w twarz Rogera. W pewnej chwili na górnych galeriach ukazuje się Roksana i w podnieceniu zaczyna zbiegać ze schodów.

Chór
A…!

Roger dostrzega Roksanę. Zrywa się z miejsca i zręcznym ruchem ręki zatrzymuje ją w połowie schodów. Pasterz odrywa wówczas wzrok od króla i zwraca go powoli ku Roksanie, przez dłuższą chwilę wpatrują się w siebie. Roger w rozpaczy rzuca się na swój tron, ukrywając twarz w dłoniach. Zwolna z ust Roksany wyrywa się zrazu nieśmiały, coraz to jednak potężniejszy śpiew. Pasterz również zaczyna śpiewać.

Chór
A…!

Roksana
W radosnym tańcu,
W wesołym szale promienny świt!
Zwierz swe tajemnice!
Powiedź w swoją dal!

Pasterz
W tańcu miłosnym,
W płomieniach krwi nieskończoności żar!
W raju promiennym!
W szale tajemnym boski pląs!

Król Roger
z najwyższą rozpaczą
Roksano!

Roksana
Chłody, ogrody!
Tany! Sen piany, głębin żar!
Skrzydeł lot!

Pasterz
Promienny tan!
Głębin żar! Skrzydeł lot!

Roksana, Pasterz, Chór
A…!
Z kręcącego się w szalonym tańcu tłumu, dochodzą też głosy, wszystko łączy się w jeden potężny akord.

Król Roger
Straży! Wierna straży!
Weźmij go! Schwytać go!
Zwiąż!

Straż rzuca się ku Pasterzowi, roztrącając tańczących. Taniec opada. Wszyscy zatrzymują się nagle w nieopisanym przerażeniu. Straże dopadają Pasterza, wiążąc mu ręce łańcuchem. Ten wyrywa im się i ze związanymi rękami staje na schodach obok Roksany.

Pasterz
z gniewem
Kto śmie mój czar łańcuchem pętać rabów?
Kto chce mię brać?
Wszak wasz ja jestem cały!
Rozrywa łańcuch i rzuca go pod nogi Królowi. Wznosi wolne od oków ramiona.
O, spójrzcie głębią serc
Na wolne me ramiona,
Kto wolny, za mną w dal!
Po drogach mych radosnych
Powiodę was w mój świat,
W gajów słodki cień.
Szemrzą strumyki!
Pląs boskich dziew!
Okrzyki! Zew!
Tajemny, daleki zew!

Roksana, Chór
Tajemny, daleki zew!
Kto wolny za nim w dal!

Pasterz
Słuchajcie…
W ciszy nocy, słuchajcie…
W szumie mórz tajemny, daleki zew!
Patrzy na Rogera z naciskiem.
Kto pójdzie za mną w dal?

Roger milczy. Pasterz z wolna podąża ku wyjściu. Roksana idzie za nim jak w półśnie. Z tłumu odrywają się oddzielne postacie i idą za nimi, coraz ich więcej.

Król Roger
Budzi się nagle z odrętwienia.
Stój! Dokąd wiedziesz tłum?
Roksanę… Dokąd wiedziesz?

Pasterz
Zatrzymuje się u drzwi.
Do twych królewskich stóp
Rzuciłem ci łańcuchy
I wolny stąd odchodzę!
Gdy sędzią mym chcesz być,
Wzywam cię Królu,
Na mój słoneczny brzeg!
Czyś pojął mię, Rogerze?
Rogerze!

Roksana, Chór
A…!

Pasterz wychodzi. Za nim Roksana i tłum. Scena pozostaje pusta. Tylko Król Roger na swym tronie, z twarzą ukrytą w dłoniach i Edrisi wpatrujący się weń z najwyższym niepokojem.

Król Roger
z głębokim bólem
Roksana!

Edrisi
Podchodzi do okna i patrzy w ciemną przestrzeń.
Nocy cień już okrył cały tłum.
W oddali milknie pieśń
I chyży tupot stóp!

Król Roger
Po chwili namysłu, z nagłą decyzją zrzuca koronę, królewski swój płaszcz, odpasuje miecz i rzuca go z brzękiem na ziemię.
Idźmy za nimi w ślad!
Pątnikiem stał się Król!
Wychodzą z Edrisim.

AKT III

Ruiny antycznego Teatrum. Z prawej, od przodu sceny biegną w głąb olbrzymim łukiem kute w głazie ławy. Majestatyczne ich półkręgi, wynosząc się jedne ponad drugie, sięgają niemal połowy wysokości sceny. Ponad nimi jest jeszcze przepaścista głąb nieba. Głaz spękany, zniszczony przez niezliczone stulecia, zwietrzały, strupieszały przez wichry i wody. Ze szczelin i rumowisk wyrastają bujne chwasty, polne kwiaty. Gdzieniegdzie zielonym kobiercem ściele się świeża murawa. Z lewej, w ukos ku głębi, zwaliska skeny. Stoją jeszcze na wpół strzaskane potężne kolumny; u stóp ich, w prochu, dumne kwieciste kapitele, fragmenty fryzów, metop, zdobiących niegdyś Teatrum. Na postumentach szczątki posągów. Cudne ich głowy, toczone ramiona, cząstki torsów leżą gdzieniegdzie wśród rumowisk. Zachowały się niemal w całości podwójne schody wiodące z proskenion na poziom skeny. Zachowała się też część muru za skeną, kryjąc sobą rozległy widok. W pośrodku orchestry resztki ołtarza. Unoszący się zeń lekki dym, wieńce i kwiaty u podstawy świadczą jakby o niedawnej ofierze złożonej przez tajemnicze ręce Nieznanemu Bogu. W głębi, pomiędzy skrajem skeny i amfiteatru olbrzymi wyłom, przez który wzrok biegnie w siną nieskończoność morza. Na skenie nic oprócz martwych głazów, nieba i morza. Jest noc. Na niebie jasno jarzą się gwiazdy. Blady księżyc oświeca niepewnym, mdłym blaskiem wnętrze ruin, rzucając długie cienie, tworząc czarne przepaście głębin w załomach murów. Cisza i spokój, tylko morze, niestrudzone, niespokojne, tłucze się ciężko o nadbrzeżne skały.
Z prawej strony wychodzą na scenę Król Roger i Edrisi. Król w zniszczonej, zakurzonej tunice, z rozwianym włosem, znużony, siada ciężko na jednym z głazów. Kryje twarz w dłoniach. Po chwili podnosi głowę i rozgląda się wokół.

 

Król Roger
Wokół martwota głazów,
Sina nieskończoność mórz,
I srebrna tajemnica gwiazd!
do Edrisiego
Gdzie mnie przywiodłeś druhu?
Tutajże błąkań naszych kres?
Wśród głazów, gdzie wieczyście czuwa
Zgasłych uniesień trwożny wid!
Może się echem na nasz zew odezwie
Zaczarowany śmiech?

Edrisi
Zawołaj, zawołaj, zbudź!

Król Roger
Do snu mię kołysze świtanie,
Niepokój usypia jak dziecię,
Ach, gdzież jest moje kochanie?

Edrisi
Zawołaj, zawołaj, zbudź!

Król Roger
Włóczęgą dzisiaj jest Król,
Żebrakiem, co rąk tęsknotę
Wyciąga po jałmużn dar,
Kryjąc swe puste serce
W zniszczony łachman snów!
Nienawiść, miłość… puste słowa!
Spłonie w ogniu władcza moc!
Kogóż dzisiaj szuka Król?
Czyjej pieśni łaknie ech?

Edrisi
Zawołaj, zawołaj, zbudź!

Król Roger
W pustce drzemie siny lęk,
Widm korowód płynie w tan.
Zbudzić widma? Zakląć sny?
Woła.
Roksano! Roksano!
Nasłuchuje.

Roksana
w oddali
Rogerze! Rogerze!

Edrisi
Zbudzony! Zbudzony czar!

Król Roger
Edrisi! Słysz!
Z oddali mórz płynie jej głos!

Edrisi
Zbudzony czar!

Król Roger
Woła.
Roksano!
Nasłuchuje.

Pasterz
z oddali
Rogerze!

Król Roger
To on!
Nienawiść, miłość!
Edrisi, gdzież jest zwątpień kres?

Chór
za sceną, z oddali
A…!
Król strzaskał swój spiżowy miecz,
Na sąd się stawił wielki Król!
A…!

Roksana
bliżej
Płonące jak pochodnia serce,
Bogu w ofiarny rzuci stos.

Chór
A…!
Na sąd, na sąd staw się Królu!

Król Roger
W ciemności śpiewa siny lęk!

Pasterz
z oddali
Rogerze, tam swój zostaw lęk,
Gdzieś miecz rzucił swój:
W minionej grozie burz…

Księżyc nagle wychodzi zza chmur, oświetlając tajemniczym blaskiem ruiny. Roger ogląda się wokół w cichym zachwycie.

Król Roger
Nadziemski wokół świta brzask!

Z głębi sceny zbliża się powoli Roksana, owinięta w długi szary płaszcz.

Edrisi
Światło wid, srebrny czar,
Snów przywoła błędny rój…
Widzi nagle Roksanę.
Rogerze, spójrz!

Król Roger
Widzi Roksanę.
Roksano!

Roksana
Oto jestem Rogerze,
Wołałeś mię?

Król Roger
Przygląda się jej gorączkowo.
Tyżeś to, Roksano!
Usta kraśne tymże uśmiechem słodkim kwitną,
Teżsame włosów złoto żywe
Oblicze cudne blaskiem poi.
Lecz w oczach twych tajemnica,
Głębsza niż w gwiazd połyskach!
Roksano! Tyźeś to?
Czy jeno widmo blade,
W obłędnej poczęte tęsknocie?

Roksana
Jestem przy tobie, Królu Panie!
Idę do ciebie w rannem świtaniu!
Daj mi swą rękę, Rogerze!
Wwiodę cię w bramy mego pałacu,
Tam spoczniesz na mojem łożu.
Daj mi swą rękę, Rogerze!

Król Roger
A on?
Gdzie jest on? Pasterz?

Roksana
Odszedł, znikł,
Rozwiał się w mroku,
Stopił się z mgłą…
W oddali dziwna muzyka, jakby zawodzących głosów kobiecych i fujarki.
Słyszysz! Jeno cichy fletni śpiew,
Jak dalekie echo łka…

Król Roger
Nie wierzę ci! Nie wierzę!
Jego zew daleki,
Jak tęsknot tajnych echo
Wciąż wokół brzmi!
Gdzie jest Pasterz?

Roksana
Jest w gwiazd uśmiechu,
I w gromie burz.
W wielkim kręgu ław kamiennych,
Jako złote krąży widmo.
Wokół ognia, co radosny
Pląsa na ołtarzach.
I żałobnym dymem wzlata
Ku niebiosom milczącym!
Wskazuje ręką ku skenie.
Tam, wśród rumowisk,
Gdzie żyje wieczysta tęsknota,
Z szczęśliwym się błąka uśmiechem!
I stamtąd woła
Ku otchłaniom twego serca,
I zakląć chce twą moc samotną
W wiekuisty kształt!

Pasterz
z oddali
Rogerze! Rogerze!

Roksana
Słyszysz go?

Król Roger
To on! To on!
Wpatruje się uporczywie w skenę. Roksana budzi go z zadumy.

Roksana
Syć ofiarny, wartki płomień!
Niech się wzbija ku niebiosom!

Król Roger
W popieliskach żywe iskry!
W ogniu zniszczą się tęsknoty!

Roger i Roksana rzucają gorączkowo stosy kwiatów i wieńców leżących u stóp ołtarza w ognisko, które wybucha nagle jaskrawym płomieniem. W tej chwili, wśród zwalisk skeny pojawia się Pasterz pod postacią Dionizosa. W zjawisku tym jest coś nieziemskiego. Bije od niego blask, w nim jakby źródło mający; poza nim wszystko tonie w tym większej ciemności. Liczne postacie, które za chwilę zaczną się pojawiać na ławach amfiteatru, są ledwie widoczne, wyczuwa się raczej ich ruch tłumny, niż się je widzi. Odgłosy fletu i głosy ludzkie trwają przez cały czas następnej sceny, wzmagając się z każdą chwilą, przechodząc w oddzielne okrzyki i wołania.

Pasterz
na skenie
Rogerze! Rogerze!
Czy słyszysz głos mój?
Co wieczyście z głębin twego serca
Śpiewa pieśń radosną?

Chór
z oddali za sceną
Czy słyszysz pieśń?

Pasterz
Bije płomień ku niebiosom,
Blask nadziemski, szał radosny!
Uśmiecha się tajemnica,
Głębie stają się przejrzyste.
Na dnie serca samotnego,
Sen twój nieprześniony,
Wielkiej mocy sen!

Chór
Czy słyszysz zew, tajemny zew?
Tajemny głębin zew!
Ku tobie!

Przez cały ciąg powyższej sceny Król stoi wpatrzony gorączkowymi oczami w widmo Pasterza, z wzniesionymi ku górze rękami. Pierwszy brzask, gwiazdy powoli gasną.

Pasterz
Woła w głąb sceny.
Ku mnie! Ku mnie! Wzywam was!
Na błękitne morza,
Na bezbrzeżne oceany,
Wzywam was w bezkresną wędrówkę,
W radosny tan!
Ku mnie! Wzywam was!

Roksana
Ku tobie! Ku tobie!
W szale pieśni! W szale tańca!
W upojeń kraj!

Chór
Ku tobie!
W szale pieśni!
Ku sobie wzywa nas!
Wzywa nas,
W upojeń wiecznych kraj!

W niepewnym blasku świtania widać nagle postacie pojawiające się na szczycie amfiteatru, na razie pojedynczo, coraz ich więcej, tłumią się, zbiegają po olbrzymich stopniach ław, przebiegają w głąb przez scenę do miejsca, w kierunku skeny, na której wciąż stoi Pasterz, otaczają go ciasnym kołem. Blask bijący od Pasterza mierzchnie tak, iż wreszcie znika on z oczu widza. W chwili największego napięcia ruchów i okrzyków, Roksana, w której już od pewnej chwili czuło się budzącą tajemną siłę, zrzuca nagle swój długi płaszcz i ukazuje się w stroju greckiej menady. Chwyta leżący na ziemi obok ołtarza tyrs owity kwiatami i łączy się w okrzyku z resztą chóru. Potrząsając tyrsem biegnie ku skenie ginąc w tłumie postaci. Król zdaje się tego nie widzieć, pogrążony w odrętwieniu. Okrzyki trwają długą chwilę, powoli milknąc w oddali. Tłum postaci znika również. W pewnej chwili scena jest zupełnie pusta, oprócz Króla stojącego w odrętwieniu i bezruchu oraz Edrisiego. Ogień na ołtarzu przygasa. Natomiast natęża się powoli światło poranka. Niebawem wyczuwa się poza obrębem teatru pierwszy, miedzianozłoty promień słońca. Wnętrze teatru pozostaje nadal w ciemności.

Edrisi
odzyskując jakby świadomość
Prześniony sen!
Stargany łańcuch złud!

Król Roger
Ogląda się wokół, z radością.
Edrisi, już świt!
Jakby tajemną siłą wiedziony, idzie ku głębi sceny, poczyna się lekko wspinać na piętrzące się stopnie ław. Edrisi patrzy nań ze zdumieniem. Wreszcie Król staje na szczycie teatru pogrążonego jeszcze w sinym mroku, sam jaskrawo oświetlony porannym słońcem.
Słońce! Słońce!
Edrisi!
Jak białe skrzydła mew
Na modrej mórz roztoczy
Żagle!
W bezkresy płyną, w dal!
Jak lekkie, zwinne,
Jak białe piany fal!
Edrisi!
Skrzydła rosną!
Obejmą cały świat!
A z głębi samotności,
Z otchłani mocy mej
Przejrzyste wyrwę serce,
W ofierze słońcu dam!
Wyciąga ku słońcu złożone dłonie, jakby unosząc w nich bezcenny dar.