Ten wasz Rodrigo jest fantastic…

 …usłyszałyśmy od sąsiadujących z nami widzów, kiedy zorientowali się, że jesteśmy z Polski. Było to 11 maja 2013 r. podczas przedstawienia Don Carlosa Verdiego w Royal Opera House nazywanej również Covent Garden od miejsca, w którym się znajduje. Covent Garden to dzielnica przeżywająca obecnie prawdziwy renesans – kiedyś dzielnica podupadających domów i magazynów. Piazza – plac centralny przyciąga i w dzień, i w nocy turystów i mieszkańców, można tu zobaczyć artystów ulicznych z całego świata. W dzielnicy tej znajdują się teatry – najsłynniejszy to Royal Opera House. Pierwszy teatr powstał w tym miejscu w 1732 roku, odbywały się tutaj koncerty i przedstawienia teatralne. Budynek ten płonął dwukrotnie, podczas wielkiego pożaru w Londynie w 1808 i 1856 roku. Odbudowany w 1858 roku, zaprojektowany przez E. M Barry`ego – syna architekta Parlamentu. Fryz w głębi portyku dłuta Johna Flaxmana, przedstawiający Tragedię i Komedię, zachował się jeszcze z budynku pochodzącego z 1809 roku. W tym gmachu operowym w 1892 roku odbyło się pierwsze w Anglii wykonanie Pierścienia Nibelunga Wagnera – orkiestrą dyrygował Gustaw Mahler. Pozostałe teatry to Theatre Royal, który obecnie specjalizuje się w musicalach, Theatre Museum – przedstawienia dają tu młode zespoły teatralne, w podziemiach tego teatru znajduje się Theatre Museum, do których zwiedzających zwabia duży, złoty posąg Ducha Radości, który kiedyś wieńczył dach nieistniejącego już dziś teatru variete.

Widownia Royal Opera House na 2600 miejsc była całkowicie wypełniona, nie było ani jednego wolnego miejsca (chcieliśmy dokupić), ale nic dziwnego, bo to poziom światowy. Na to przedstawienie, kupiliśmy bilety w pierwszym dniu sprzedaży 15 stycznia przez Internet, wybieraliśmy się większą grupą, niestety po 15 minutach sprzedaży biletów już nie było, nam się udało i czteroosobową grupką udaliśmy się do Londynu na weekend. Bilety w cenie 56 funtów, ale jeszcze nie najgorsze, w amfiteatrze, rząd R, więc dosyć wysoko, ale szczęście nasze nie miało granic. Przyjechaliśmy specjalnie na naszych ulubieńców, naszego krakowskiego Mariusza Kwietnia, którego chciałam koniecznie usłyszeć i zobaczyć w partii Rodriga, Markiza Posy (wszak sięgnął do partii Verdiowskiej) i Jonasa Kaufmanna w partii Don Carlosa – obecnie to najlepszy tenor i artysta operowy świata, z czystym sumieniem można tego artystę okrzyknąć następcą Placida Dominga. W roli Filipa Ferruccio Furlanetto, chyba najlepszy w tej chwili odtwórca króla Filipa, na stałe związany z ROH, w roli Elżbiety w zastępstwie za Anję Harteros młodziutka urocza Liana Haroutourian, pochodząca z Armenii studentka konserwatorium w Erewaniu i Francji, w roli Eboli Beatrice Uria-Monzon pochodząca z Francji. Wielkiego Inkwizytora odtwarzał pochodzący z Illinois, a znany na wszystkich scenach operowych świata Eric Halfvarson (obchodził mały jubileusz, było to jego setne wykonanie partii Wielkiego Inkwizytora), partię Carlosa V wykonywał Robert Lloyd, a dyrygował Antonio Pappano od lat związany z ROH, a więc wszyscy najlepsi. Jak wiadomo Verdi kilkakrotnie przerabiał Don Carlosa, pierwsza wersja włoska z 1866 roku wykonana została nie we Włoszech, lecz właśnie w Covent Garden 4.6.1867. Dziś najbardziej popularna jest włoska wersja 4-aktowa z 1884 roku, my oglądaliśmy wersję 5-aktową, z Modeny z roku 1886, tę wersję w następnym roku wydał Ricordi i od pewnego czasu jest wykonywana coraz częściej.

DSC00856Żadne słowa nie oddadzą naszych wrażeń z tego przedstawienia. Para Mariusz Kwiecień i Jonas Kaufmann w duecie Rodriga i Don Carlosa, gdy przyjaciele przysięgają dozgonną wierność, to wykonanie niesamowite, wspaniałe, głosowo nieskazitelne, widownia wprost oszalała. W tym przedstawieniu nie było słabych stron, po ariach Carlosa i Elżbiety, Rodriga i Filipa, duet Eboli i Carlosa, a potem tercet i Posa, aria Filipa, duet Filipa i Inkwizytora, owacjom nie było końca, a kurtyna wiele, wiele razy się podnosiła. Dawno nie byłam światkiem takiego przedstawienia i takiej reakcji publiczności. Scenografia w dobrym stylu, skromna, odpowiadająca treści Don Carlosa, scena autodafe nie jest tak przerażająca, jak widziałam w innych inscenizacjach, tutaj wielkie malowidło przedstawiające portret Chrystusa płonie zamiast tradycyjnego stosu. Potem nastąpiły najprzyjemniejsze chwile. Na zaproszenie „naszego” Mariusza Kwietnia udaliśmy się do jego garderoby, aby uściskać i ucałować naszego ulubieńca, zaprowadził nas też do garderoby Jonasa Kaufmanna, który jest prawie nieosiągalny dla zwykłych śmiertelników, dlatego nasza radość nie miała granic.Image1 Jadąc do Londynu trochę liczyliśmy na to, że uda się nam dotrzeć do naszych idoli, dlatego też przygotowaliśmy drobne upominki, Jonas Kaufmann dostał od nas krakowskiego lajkonika, przyjął nas bardzo serdecznie, aczkolwiek zdumiony, skąd nagle pięć osób znalazło się w jego garderobie, obecność z nami Mariusza Kwietnia wyjaśniła wszystko, spotkanie z gwiazdami zaowocowało wspólnymi zdjęciami i autografami. Wychodząc już z gmachu Opery, przeciskaliśmy się przez tłum melomanów oczekujących na artystów, pełni dumy i szacunku widzieliśmy, jak owacyjnie powitali Mariusza Kwietnia, który zabrał się do „następnej pracy” – rozmów i podpisywania autografów. Mamy naszego barytona od czasu do czasu w Krakowie, ale być naocznym świadkiem jego sukcesów i uwielbienia przez publiczność tak prestiżowej Opery, to są wrażenia pozostające na całe życie. Dziękujemy Mu za to.

Mariusz Kwiecień, Jonas Kaufmann, Don Carlo (fot. C. Ashmore, ROH 2013)

Mariusz Kwiecień, Jonas Kaufmann, Don Carlo (fot. C. Ashmore, ROH 2013)

POLSKI BARYTON ŚPIEWA PO RAZ PIERWSZY RODRIGA – MARKIZA POSĘ W DON CARLOSIE W LONDYNIE

The Magazine Of The Royal Opera House: Znany jest Pan z ról Mozartowskich takich jak Don Giovanni czy Hrabia. Jak się Pan czuje, przechodząc na terytorium Verdiego?

Mariusz Kwiecień: Markiz Posa to rola cięższa. Jest długa. Jest wysoka i stawia większe wymagania zarówno co do śpiewu, jak i umiejętności aktorskich. Jestem trochę podenerwowany, ale i podekscytowany. Uwielbiam tę operę, a Posa jest cudownym bohaterem do grania – doskonały dla mojego głosu. Mam prawie 40 lat, wydaje się, że to odpowiedni czas, aby śpiewać tę większą muzykę.

Jaka to rola?

To prawie rola dla tenora – to ja jestem bohaterem wieczoru. Śpiewam wspaniałe arie i na końcu umieram. Tak więc serca wszystkich są ze mną, a nie koniecznie z Don Carlosem czy Elżbietą. Jeśli zrobię to dobrze, to jest rola zwycięska

Co jest najtrudniejsze w Pana pracy?

Zdrowie mojego głosu, jest dość delikatne i powietrze w podróżach nie sprzyja mojemu głosowi. Także życie może być czasem samotne, nie ma czasu, by cieszyć się życiem z rodziną czy przyjaciółmi. Mam piękny dom w Krakowie z widokiem na góry, otoczony przyrodą. To tam naprawdę należę. Mam też apartament w Nowym Jorku, który daje mi inną energię. Ale to w Polsce odnajduję spokój duszy.

Czy ma Pan ulubioną rolę?

Gdybym został zapytany kilka lat temu, powiedziałbym, że Don Giovanni czy Hrabia. Byłby to też Oniegin. Teraz to Król Roger. Uwielbiam grać tę postać, ponieważ jest prawdopodobnie najbardziej skomplikowana, jaką kiedykolwiek stworzyłem na scenie. I kocham muzykę Szymanowskiego – jako Polak. Słyszę ogromny wpływ folkloru gór w jego utworach. Ale jeśli usłyszę to samo pytanie za rok czy dwa, być może Markiz Posa będzie miał ważną pozycję na tej liście.

 (Mariusz Kwiecień będzie śpiewał w inscenizacji Króla Rogera Szymanowskiego w maju 2015 roku w Royal Opera House.)

Fragmenty wywiadu umieszczonego w The Magazine Of The Royal Opera House przygotowała Małgorzata Rakowska, a tłumaczyła Zofia Włodarczyk.

Podyskutuj na forum