Biuletyn 1(6)/1998  

***

Czwarty operowy numer Sellesa. Tytuł: Plácido Domingo. Podtytuł: Wymarzony amant; tytuł CD: Ulubieniec seniorit (sic!). I tak, po Tenore assoluto (Caruso) i Il tenore Grande (Pavarotti), Domingo został zaszufladkowany jako „mężczyzna ozdobny”, tak jakby jedynym wyróżnikiem tego niezwykłego, ambitnego i wszechstronnego artysty było to, że… podoba się paniom. Wpadka w stylu gazet brukowych, równa głupocie i niezręczności, jaką byłoby np. zaopatrzenie rzetelnie napisanej notki biograficznej p. Janusza Ekierta, zasłużonego muzykologa i krytyka, tytułem Chluba polskiego fryzjerstwa. Sam tekst zupełnie sensowny, choć Autor nie ustrzegł się kilku rażących błędów merytorycznych, a dane dotyczące repertuaru Dominga, zupełnie nieaktualne, odnoszą się do wczesnych lat osiemdziesiątych.

Początkującym melomanom przyda się być może uzupełnienie tradycyjnie ubogiego opisu płyty kompaktowej.

1. Che gelida manina (Cyganeria, akt I), live, New York City Opera, 21.04.1968 r., dyr. Franco Patané;

2. E lucevan le stelle (Tosca, akt III), live, NYCO, 5.10.1967 r., dyr. Emerson Buckley

3. Hai ben raggione (Płaszcz), live, NYCO, 25.09.1968 r., dyr. Julius Rudel

4. Recondita armonia (Tosca, akt I), live NYCO, 5.10.1967 r., dyr. Emerson Buckley

5. O soave fanciulla (Cyganeria, akt I), RCA 1974, dyr. Georg Solti

(Mimi: Montserrat Caballé)

6. Questa é Mimi (j.w., akt II)

7. Ebbene, no, non lo son (j.w., akt III)

8. O Mimi, tu piú non torni (j.w., akt IV; Marcello: Sherrill Milnes)

9. Viva il vino (Rycerskość wieśniacza), live, NYCO, 21.04.1968, dyr. Franco Patané

10. O Lola (j.w.)

11. Von Jugend auf in dem Kampfgefild (Oberon, akt I), Deutsche Grammophon 1971r., dyr. Rafael Kubelik

12. O mia vita (Francesca da Rimini, akt IV), live, wykonanie koncertowe,

Carnegie Hall 1973 r., dyr. Eve Queler; Francesca: Raina Kabaivanska

13. Ingemisco (Requiem, Verdi), live, NYCO 1967 r., dyr. Fausto Cleva

14. De' miei bollenti… (Traviata, akt II), live, NYCO 4.11.1967 r., dyr. David Effron

15. Un dí felice, eterea (Traviata, j.w.); Violetta: Maralin Niska

16. [Scena] Oh, madre mia…, [cavatina] La mia letizia infondere, (Lombardczycy, akt II), Philips 1972 r., (Sofia: Montserrat Aparici)

17. [Scena] Giselda…, [aria] Infelice, é un voto orrendo (j.w., akt III),

(Giselda: Cristina Deutekom)

18. Libiamo, libiamo… (Traviata, akt I, NYCO 4.11.1967 r., dyr. David Effron)

( J.P.)

***

Grudniowy numer Magazynu Muzycznego Selles OPERA, zatytułowany Brunetki, Blondynki poświęcono sylwetce Jana Kiepury. Możemy przeczytać m. in. artykuł Janusza Ekierta Brunetki, blondynki Kiepury oraz Jerzego Chomickiego Lektura z lamusa omawiający poświęconą śpiewakowi książkę Mózg i krtań, wydaną nakładem Gazety Wileńskiej w Wiedniu w 1931 roku. Na płycie kompaktowej umieszczono 23 utwory, zarówno arie operowe (m.in. La donna é mobile i Questa o quella z Rigoletta, Di quella pira z Trubadura, Celeste Aida z Aidy, Recondita armonia z Toski, Keiner Schlafe (Nessun dorma) z Turandot), jak i pieśni i filmowe przeboje Kiepury (Brunetki, blondynki, Ninon, Signorina, Tell me tonight, Manuela).

Z rubryki Kalendarium Operowe możemy dowiedzieć się, co w tym miesiącu na przestrzeni stuleci działo się w świecie opery, kto się urodził, kto umarł, jakie opery miały swoje prapremiery, itp. W numerze zamieszczono również artykuł Jerzego Lipki Początki opery. Powrót do źródeł.

Na ostatniej stronie znajduje się informacja, że bohaterką kolejnego MM Selles Opera będzie Montserrat Caballé, ale, co już było zasygnalizowane w poprzednim, listopadowym numerze, artyści do kolejnych wydań magazynu wybierani będą poprzez uruchomioną linię audiotele. Jak napisano, do styczniowego wydania można wybrać Teresę Żylis-Garę oraz José Carrerasa. Przypuszczamy, że tę rywalizację wygra… Montserrat Caballé.

(T.P.)

***

Ukazał się polski przekład książki Marcii Lewis, Prywatne życie trzech tenorów (recenzowanej przez nas w poprzednim numerze Biuletynu). Autorką tłumaczenia jest Bożenna Stokłosa. Książka wydana została przez Świat Książki, dostępna jest w sprzedaży wysyłkowej w cenie 22,80 zł. (red.)

***

W styczniu ukazał się pierwszy numer zapowiadanego od kilku miesięcy magazynu muzycznego Klasyka – magazynu o popularnym i zarazem komercyjnym charakterze. Tematyką przypomina Studio – wywiad, kilka artykułów z wybranych dziedzin muzyki, recenzje płyt i dział poświęcony zagadnieniom technicznym. Są i różnice. Nowe pismo ma większą objętość, zawiera przeto więcej recenzji, a także spis nowości płytowych – nie wiem jednak wedle jakich kryteriów sporządzony. Pojawiają się informacje na temat Internetu. Ciekawym pomysłem jest dział „Galeria”, w którym krytycy prezentują szczególnie im bliskie nagrania. Dołączona do pisma płyta pełni dwie funkcje: stanowi ilustrację muzyczną artykułów i prezentuje fragmenty omawianych płyt, wprawdzie nie tych najlepszych, ale i nie najgorszych. Ciekawa byłam, jakie nadzieje z nowym miesięcznikiem może wiązać miłośnik opery. W pierwszym numerze nie jest tak źle, gdyż cykl poświęcony wybitnym dziełom i ich fonograficznym losom rozpoczął Ryszard Daniel Golianek artykułem o Czarodziejskim flecie. (Tu miła niespodzianka – w krótkich charakterystykach 17 nagrań tej opery zamiast wszędobylskich klasyfikacji punktowych pojawiły się zestawienia plusów i minusów poszczególnych interpretacji.) W przyszłości może być gorzej, bo nie wydaje się, żeby współpracujący z pismem recenzenci byli szczególnie zainteresowani operą: na 50 omówionych płyt jest tylko 5 operowych, w tym recital Kasarowej i Cztery ostatnie pieśni Straussa uzupełnione suitą Der Rosenkavalier.

Jeszcze zanim ukazał się pierwszy numer, redaktor naczelny zapewniał, że z Klasyką będą współpracować wszyscy znakomici recenzenci, znani z Ruchu Muzycznego i Studia. Nie jestem pewna, czy jest to zaleta – wolałabym, żeby na rynku było kilka pism traktujących o tym samym, a wyrażających różne sądy. Moje wątpliwości wzrosły przy lekturze zamieszczonej w dziale „Nowości' recenzji Don Carlosa pod dyrekcją Antonia Pappano. Miałam wrażenie, że gdzieś już czytałam coś podobnego. Zajrzałam do starych numerów Ruchu Muzycznego. W nr. z 3 XI 1996 jest relacja z festiwalu Verdiego w Covent Garden – między innymi z Don Carlosa, przygotowanego w koprodukcji z operami w Paryżu, Brukseli, Nicei i Lyonie i podczas paryskich przedstawień zarejestrowanego. Oba teksty są autorstwa Tomasza Koniny. Oto kilka fragmentów zestawionych parami – najpierw cytat z Ruchu Muzycznego, następnie z Klasyki: 1) Przede wszystkim Thomas Hampson jako markiz Posa, żarliwy i dramatyczny w duecie z królem w II akcie, wstrząsający w scenie śmierci. Hampson ma to, co w śpiewak operowym cenię najwyżej – absolutną prawdę sceniczną.[.]Jego Posa jest nie tylko człowiekiem idei, jest przede wszystkim człowiekiem z krwi i kości, zapalczywym, gwałtownym, ale i nie wahającym się przed oddaniem życia dla swego przyjaciela. – Markiza Posę śpiewa Thomas Hampson, jeden z najbardziej cenionych dziś barytonów, który prócz wspaniałego głosu posiada jeszcze jedną ważną zaletę – zdolność ukazywania absolutnej prawdy scenicznej. Jego Posa to nie tylko człowiek idei, ale także osoba zapalczywa i gwałtowna. Śmierć markiza – scena, która najmocniej utkwiła mi w pamięci, kiedy oglądałem spektakl Bondy’ego, jest w nagraniu równie wstrząsająca. 2) Równie złożona jest postać królowej Elżbiety, znakomicie zaśpiewana przez Karitę Mattilę. Ta rola świetnie się rozwija: od młodej dziewczyny zakochanej w Carlosie, zrozpaczonej, że musi wyjść za króla, aż do majestatycznego wizerunku królowej, targanej jednak namiętnościami i niepewnością. Wielka aria w V akcie stała się przejmującą modlitwą i krzykiem rozpaczy. – W partii królowej Elżbiety wystąpiła Karita Mattila, młoda fińska śpiewaczka, która od kilku lat odnosi już zasłużone triumfy na świecie. Ta rola pięknie się rozwija: od młodej dziewczyny zakochanej w Carlosie, aż po targaną namiętnościami majestatyczną królową. Po wysłuchaniu wielkiej arii z V aktu i finałowego duetu z Carlosem, nie możemy mieć już żadnych wątpliwości, że to wspaniała niezwykle szlachetna kreacja. 3) O José Van Damie trudno pisać inaczej jak tylko w superlatywach, jest to bowiem dziś jeden z najświetniejszych odtwórców roli króla Filipa. W rozmowach z Posą zawsze opanowany i chłodny, gdy zostaje sam, jest bezbronny i samotny. W rozmowach z Posą opanowany i chłodny, a gdy jest sam – melancholijny i bezbronny, król Filip jest kolejną ze wszech miar udaną rolą José Van Dama. To zresztą jeden z najwybitniejszych dziś odtwórców tej partii. 4) I wreszcie Don Carlos w interpretacji Roberta Alagni.[.]Jego Carlos jest słaby i bezbronny, stąd tak ważna jest dla niego przyjaźń z Posą, w którym ma oparcie.. – I wreszcie Don Carlos w interpretacji Roberta Alagni pełen pasji, energii i wdzięku, a przy tym świetny wokalnie (zwłaszcza w duetach z Mattilą). Wobec tylu stałych cech spektaklu intrygująca jest różnica w interpretacji tytułowej roli. Ale nie to jest w tej chwili najważniejsze. Po co umieszczać wśród nowości płytę recenzowaną przez Józefa Kańskiego w Ruchu Muzycznym na początku lutego 1997 i po co powtarzać – w skrócie – to, co już zostało raz powiedziane? I – ponieważ tekst pisany jeszcze w ’97 roku ukazał się już w ’98 – dodawać do tego nieścisłą informację, że mowa o jednym z najważniejszych spektakli ubiegłego roku?

Rubrykę Listy do redakcji zainaugurowali sami redaktorzy. W krótkich, nieco swobodnych w formie notatkach przedstawiają się przede wszystkim jako partnerzy w dialogu z czytelnikami. Oto najciekawsze autoportrety. Ryszard Daniel Golianek:.Zacząłem też zajmować się krytyką muzyczną; w tej dziedzinie uważany bywam za osobę o raczej wygórowanych wymaganiach. W pracy staram się unikać nudy. Dotyczy to tak zajęć ze studentami, jak i pisanych przeze mnie tekstów. Bywam prowokacyjny i złośliwy, walczę z konformizmem i rutyną; w zamian potrafię docenić u innych oryginalność i niezależność. Najchętniej słucham Bacha i Mozarta. Jarosław Mianowski: Realizuję się w kontaktach z ludźmi. [.]W niewielkim stopniu interesuje mnie hermetyczny język dyskusji, rozpowszechniony w wąskim kręgu muzykologów; szukam natomiast sposobów na to, by własne odczucie muzyki i rozumienie jej dziejów przekazać wrażliwemu odbiorcy. Dlatego najchętniej tworzę własne interpretacje, co jedni przyjmują z aplauzem, gdyż odnajdują ze mną „wspólną falę”, inni zaś tępią za nadmierny – ich zdaniem – ton osobisty. Moimi głównymi idolami muzycznymi pozostaną chyba na zawsze Mozart, Schubert i Mahler; przejawiam też jednak wielką słabość do żywiołu opery, głównie włoskiego belcanta. A więc jest jeszcze dla operomanów nadzieja.

Agata Durda

***

Ukazało się nowe nagranie opery Haendla Ariodante. Płytę firmuje ARCHIVPRODUKTION (oddział DEUTSCHEGRAMMOPHON). Partię tytułową wykonuje Anne Sofie von Otter, a w roli „czarnego charakteru”, albańskiego księcia Polinessa wystąpiła Ewa Podleś. Ponadto śpiewają Lynne Dawson (Ginewra), Verónica Cangemi (Dalinda), Richard Croft (Lurcanio), Denis Sedov (Król Szkocji), Luc Coadou (Oduardo). Nagranie opery dokonane zostało na żywo w Téâtre de Poissy. Chórem i orkiestrą Les Musiciens du Louvre dyryguje Marc Minkowski. (red.)