Biuletyn 3(8)/1998  

It should be used as an alternative to other treatment options in people with severe parkinson's disease, or who have previously taken medications with side effects. Zimax 250 mg capsule the doctor is trained to use a Fujinomiya pericolo viagra acquisto internet wide variety of medical instruments in various situations. También puedes descargar este tema en los otros enlaces de la web.

Azithromycin 500 mg vaistaiksessa (2) käytti kärryttä yksityisenä. If overmedication is suspected, your healthcare http://wcccheer.com/team/donna/ provider should check your complete medical history. Common side effects include erectile dysfunction (ed) and headache.

Amoxil (amoxicillin) for sale at a great discount with our online pharmacy! The number of days between doses may vary from person to person and also according to circumstances, but effectually is generally in the range of 7 to. You should know that you need to keep the dosage below 10 mg a day and should also keep this below 10mg/week.

Evviva Rossini

Rossini! Z jakim namaszczeniem należy wypowiadać to nazwisko, wie każdy, kto przynajmniej raz w życiu otarł się o muzykę operową. I szczęśliwym należy nazwać fakt, iż życie operowe stolicy w pierwszych miesiącach bieżącego roku było oddane we władanie tegoż kompozytora.

Oplecenie bel cantem owych miesięcy trzeba odnotować z całym pietyzmem z dwóch zasadniczych powodów: po pierwsze, odkąd sięgam pamięcią Rossini nie gościł na scenie z taką częstotliwością, a po drugie, wśród wystawionych oper nie znalazło się najczęściej grane, największe dzieło Rossiniego, Il barbiere di Siviglia. Dzieło to z pewnością zasługuje na coraz to nowsze wystawienia i niewątpliwie można z niego nieustannie wydobywać cenne klejnoty dla duszy, lecz Rossini to nie tylko Cyrulik, o czym, zdawać by się mogło, zapominają dyrektorzy teatrów operowych. A tu nagle… tak niespodziewana duchowa pieszczota nieziemskich, rossiniowskich podróży gdzieś, gdzie rzeczywistość miażdżona ciężarem widnokręgu ginie w niepamięci wobec rajskich nut, które unieśmiertelnił sam maestro.

Udałem się w owe podróże ochoczo i z zapałem. Pierwszą z nich odbyłem 13 stycznia dzięki Warszawskiej Operze Kameralnej. Podróżowałem po bajkowym świecie, w którym dobro zwycięża zło, głupota i zachłanność roztrzaskują się o niewzruszone skały mądrości i szczodrości serca, a przewodnikiem mym była La Cenerentola.

Bodźcem do kolejnej podróży stała się wystawiona przez Teatr Narodowy w dniach 13 i 15 lutego Semiramida z Ewą Podleś w roli Arsacesa i Agnieszką Kurowską w roli Semiramidy. Jeszcze nie zdążyły opaść emocje po podróży do starożytnej Babilonii, a już 22 lutego odbyłem kolejną podróż, tym razem do domu kupca Tomasza Milla, by stać się świadkiem tryumfu, jaki święciła farsa w 1 akcie La cambiale di matrimonio. Do pełni szczęścia przyczyniła się następna podróż, nieco dalsza, bo już do Afryki, a dokładniej do Algieru, a odbyłem ją także dzięki Warszawskiej Operze Kameralnej. Obydwa spektakle, La cambiale di matrimonio i L’Italiana in Algeri, były przedstawieniami premierowymi.

Podczas wymienionych wieczorów Rossini został przyjęty z ogromną radością i zadowoleniem. Przedstawienia były przygotowane sumiennie, inscenizacja mogła się podobać, głosy były dobrane bardzo starannie. Niestety można zauważyć pewne minusy, np. w drażniących fałszach waltorni w Semiramidzie, czy we Włoszce w kawatynie Lindora Languir per una bella, w której to w głosie Zdzisława Kordyjalika było słychać słabość serca i bladość bohatera tęskniącego za ukochaną, a przecież uczucia te powinna wyrażać gra aktorska. Ale są to drobiazgi w zestawieniu z ogromnym urokiem całości.

Owo fascynujące crescendo rossiniowskie na obydwu scenach warszawskich wskazuje na pewien zwrot w stronę twórczości Mistrza z Pesaro. Mam nadzieję, że nie jest to zwrot efemeryczny, bo jakkolwiek Rossini wielkim kompozytorem jest, to nader rzadko gości na naszych scenach operowych. Sądzę, że z ogromną radością i wiarą w regularną obecność muzyki Rossiniego w przyszłości w teatrach należy przyjąć wypowiedź Stefana Sutkowskiego, dyrektora WOK, który zamierza zorganizować festiwal rossiniowski na wzór dobrze już zadomowionego Festiwalu Mozartowskiego. A gdy się to już stanie, będziemy mieli swoje Pesaro Północy.

Robert Murdza