Biuletyn 3(8)/1998  

The intestinal mucosa releases an enzyme to break down the sugar called disaccharidases into smaller fragments. In fact, the risk of Kabalo contracting an std is much higher if you don't take any precautions whatsoever. There are currently no known side effects associated with celexa, aside from the possibility of feeling better.

Our online pharmacy will offer you a fast and easy way to buy cheap doxycycline online. It should be noted that generic drug companies have the right to charge more for price of dapoxetine tablets in india their version of the drug as they feel that they will be able to offer customers higher quality. This is not just important when you are purchasing prednisol.

However, in recent years, a growing body of research has highlighted alternative remedies as a viable solution. This information is not an official drug uselessly clomid over the counter prices list. In other words, we do not use any payment methods other than the one you use to make your order.

Prorok na scenie Opery Wiedeńskiej
Gwizdy dla reżysera, owacje dla solistów

Na pierwszą po 67 latach premierę Proroka w Operze Wiedeńskiej oczekiwano z wielkim zainteresowaniem. Z dwóch powodów: z powodu obsady (Agnes Baltsa i Plácido Domingo, debiutujący w swoich rolach) i z powodu reżysera. Wiadomo było bowiem, że Hans Neuenfels na pewno „coś” wymyśli. I to „coś” będzie co najmniej ekscentryczne, a być może nawet skandaliczne. Ponieważ przedpremierowa plotka roznosiła wieści o planowanej przez reżysera jakiejś niezwykle szokującej scenie z udziałem żywej świni (?!), niektórzy zacierali ręce w oczekiwaniu wielkiego skandalu. Tym, którzy nie fascynowali się zbytnio sensacyjnymi plotkami i większą wagę przywiązywali do słów samego reżysera, przedpremierowe wypowiedzi Hansa Neuenfelsa mogły dawać nadzieję na bardzo ciekawe przedstawienie. Oto co powiedział on w rozmowie z Leo Karlem Gerhartzem: Zająłem się gatunkiem grand opera i „Prorokiem”, gdyż jest to wielka panorama czasu z bardzo sceptyczną tezą, że każda wiara, jeśli tylko jest tak radykalnie i absolutnie praktykowana jak w tej operze, niechybnie prowadzi do katastrofy (…). Centralny punkt akcji stanowi ingerencja społeczeństwa w życie jednostki. Jan nie może rozwiązać osobistego problemu – dwuznaczności stosunku do matki i ukochanej. Za niego decyzję podejmuje świat zewnętrzny. (…) Chodzi o radykalną obserwację siebie samego. Jak żyję? Jak się realizuję? Gdzie leżą możliwości takiego budowania życia, abym nie był tylko obiektem słów, mediów, społeczeństwa lub własnych iluzji?

Niestety, przedstawienie rozczarowało zarówno „skandalistów”, jak i tych, którzy oczekiwali odkrywczej inscenizacji. Zapowiadanej świni nie było, a skandal ograniczył się do wygwizdania i wybuuuczenia reżysera. Hans Neuenfels stworzył farsowo-groteskowe widowisko, które było raczej dziwaczne niż interesujące. Być może jego pomysły sprawdziłyby się świetnie w sztuce pt. Prorok. Przez większą część opery tworzyły one jedynie ciąg gagów, czasem zbyt dosłownych, czasem zupełnie niezrozumiałych i nie bardzo ze sobą powiązanych. Balet, na przykład, był wesołym tańcem lekarzy i pielęgniarek, którzy ochoczo pryskali się nawzajem przy pomocy strzykawek. Nie zabrakło również najprzeróżniejszych dziwadeł, wałęsających się po scenie i migających światełek rodem z taniej rewii. Owszem, czasem te gagi były całkiem dowcipne i wywoływały rozbawienie na widowni. Ale chyba nie o dobrą zabawę chodziło reżyserowi, sądząc z jego wcześniejszych wypowiedzi. Chwilami jednak odnosiłam wrażenie, jakby H. Neuenfels kpił sobie trochę i z gatunku „grand opera”, i z publiczności.

Groteskowość inscenizacji wymagała wykonawców o naprawdę wyjątkowych osobowościach scenicznych, którzy by w tym farsowym zamieszaniu dziejącym się na scenie, potrafili zachować wiarygodność odgrywanych przez siebie postaci. Agnes Baltsa i Plácido Domingo sprawili, że nikt nie żałował 3,5 godz. spędzonych w teatrze. Domingo stworzył niezwykle poruszającą postać człowieka rozdartego między matką a ukochaną, przywódcy-idealisty, który wbrew sobie zostaje wciągnięty w okrucieństwa i przemoc wojny. Artysta śpiewał przy tym wprost niewiarygodnie pięknym głosem. Jego głos nie tylko fantastycznie brzmiał (zwłaszcza w drugim przedstawieniu), ale przede wszystkim miał w sobie coś tak niesamowicie przejmującego, że trudno było pozostać obojętnym wobec dramatu Jana.

Agnes Baltsa stworzyła bardzo wyrazistą postać matki – kobiety silnej i zdecydowanej. To prawda, że jej głos miał bardzo ostre brzmienie, że czasem niezbyt przyjemnie zmieniał barwę przy przechodzeniu między rejestrami (partia Fides sięga od altowych „dołów” do niemal sopranowych „gór”). Nie umniejszało to jednak siły jej interpretacji. Ostrość głosu Baltsy w połączeniu z pasją, z jaką śpiewała, doskonale bowiem do postaci matki pasowała.

Pozostałe role w operze wypadają dosyć „blado” w porównaniu z rolami Jana i Fides. Nawet Bertha, teoretycznie bardzo ważna osoba w rozgrywającym się dramacie, jest praktycznie postacią drugoplanową. Trudno też było oczekiwać od odtwórców drugoplanowych ról jakichś porywających kreacji. Ale zaprezentowali się oni całkiem przyzwoicie (a niektórzy nawet całkiem nieźle). Gra orkiestry pod sprawnym kierownictwem Marcella Viottiego stanowiła znakomite dopełnienie bardzo udanej strony muzycznej najnowszej produkcji Wiener Staatsoper. Muzycznie Prorok był niewątpliwie sukcesem, głównie dzięki rewelacyjnemu, porywającemu Janowi i wyjątkowej Fides. Ale czy bez Osobowości na miarę Dominga i Baltsy, ta opera obroni się przed powtórnym zapomnieniem po zdecydowanej porażce samej inscenizacji?

Anna Kijak

G. Meyerbeer „Prorok”; reż. Hans Neuenfels, scenografia i kostiumy Reinhard von der Thannen, chór i orkiestra Opery Wiedeńskiej, dyr. Marcello Viotti. Soliści: Plácido Domingo (Jean), Agnes Baltsa (Fides), Viktoria Loukianetz (Berthe), Davide Damiani (Comte d’Oberthal), Torsten Kerl (Jonas), Franz Hawlata (Zacharie), David Cale Johnson (Mathisen), Premiera: 21. maja 1998 r.