Biuletyn 3(16)/2000  

Muzyczne Busko

Sobota, 8 lipca, Busko-Zdrój. Tuż przed 19-tą zajmujemy miejsca w kinowo-widowiskowej sali tutejszego Domu Kultury. Z niecierpliwością i ciekawością zarazem oczekujemy uczty duchowej, jaką dla każdego „porządnego operomana” stanowić powinna gala operowa. A gala to przecież szczególna – zamyka ona bowiem VI Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Krystyny Jamroz. Przez cały miniony tydzień Busko, oprócz codziennej funkcji wspaniałego i powszechnie znanego uzdrowiska, pełniło także drugą, nie mniej chwalebną rolę: jak co roku na początku lipca miasto przeistoczyło się w jedną wielką salę koncertową. W ten sposób już po raz szósty uczczono pamięć jednej z najwybitniejszych polskich śpiewaczek XX-go wieku – urodzonej w Busku, zmarłej przed 14 laty Krystyny Jamroz. Od 1-go lipca buskie popołudnia i wieczory wypełniała muzyka rozbrzmiewająca w najróżniejszych miejscach uzdrowiska. Wbrew pozorom Festiwal nie ogranicza się wyłącznie do form operowych, chociaż utwory wokalno-instrumentalne stanowią jego podstawę.

W tym roku Koncert Inauguracyjny miał zdecydowanie symfoniczny charakter. Zabrzmiała Eroica Ludwiga van Beethovena oraz De Profundis z Siedmiu Bram Jerozolimy Krzysztofa Pendereckiego – wszystko w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Tadeusza Strugały. W niedzielę, 2-go lipca, muzyka przeniosła się do dwóch buskich kościołów. W jednym z nich zaprezentowano festiwalowej publiczności pieśni sakralne oraz utwory instrumentalne. Zabrzmiały również organowe dzieła J. S. Bacha. Wieczór wypełniło natomiast Requiem G. Verdiego. W partiach solowych wystąpili znani artyści sceny operowej: Barbara Kubiak, Urszula Krygier, Adam Zdunikowski i Piotr Nowacki.

Do ciekawszych wydarzeń Festiwalu należał bez wątpienia jedyny w programie spektakl operowy. Melomani mieli okazję podziwiać Jasia i Małgosię Humperdincka z Magdaleną Idzik i Katarzyną Trylnik w rolach tytułowych. Przedstawienie przygotował muzycznie Szymon Kawalla, zagrała Orkiestra Filharmonii Świętokrzyskiej. Muzyka rozbrzmiewała również w Sali Koncertowej Sanatorium Marconi. Kuracjuszom dwukrotnie umilały popołudnia utwory wiedeńskie, nie zabrakło także kompozycji mistrzów Baroku – A. Vivaldiego i J. S. Bacha. Jeden z wieczorów przeznaczono na koncert promocyjny płyty znanej sopranistki – Romy Owsińskiej. W Domu Kultury zabrzmiały więc słynne arie operowe i operetkowe w wykonaniu śpiewaczki.

Nie zaszczyciła jednak Festiwalu swoją obecnością zapowiadana wcześniej Katia Ricciarelli. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, stawiane przez gwiazdę warunki były zbyt wygórowane. Może i dobrze się stało, bo dzięki temu Busko pozostało „sobą”, a atmosfery Festiwalu nie zmąciła niepotrzebna, gwiazdorska poza. Dzięki Katii Ricciarelli publiczność miała okazję wysłuchać najsłynniejszych pieśni i romansów rosyjskich w wykonaniu Tria Relikt z Moskwy, którego udany występ zapełnił „lukę programową” powstałą za sprawą słynnej śpiewaczki.

Miłośnikom „lekkiej muzy” dostarczyła wrażeń Wielka Gala Operetkowa, podczas której delektowali się oni przebojami scen operetkowo-musicalowych w wykonaniu Grażyny Brodzińskiej, Małgorzaty Długosz, Bogusława i Ryszarda Morków oraz Mieczysława Błaszczyka. Zabrzmiały również pieśni neapolitańskie.

Powróćmy już jednak do wieczoru 8 lipca. Oto za moment rozpocznie się Wielka Gala Operowa wieńcząca Festiwal. Program koncertu, dopracowany starannie przez gospodarza wieczoru, p. Adama Czopka, jest interesujący i przemyślany tak, by mógł zadowolić mniej i bardziej zagorzałych miłośników sztuki wokalnej. Usłyszymy stałe pozycje repertuarowe każdej niemal gali operowej, a obok nich fragmenty rzadziej „eksploatowane”. Jest parę minut po 19-tej, słychać ostatnie dźwięki instrumentów strojonych przez Orkiestrę Filharmonii Rzeszowskiej, gasną światła, na scenie pojawia się prowadzący koncert p. Adam Czopek. Ja zamieniam się w słuch…

Po ponad godzinie przerwa. Wrażenia? Mieszane. Dyrygent Jerzy Salwarowski dobrze poprowadził orkiestrę. Uwertura do Włoszki w Algierze zabrzmiała więc jak należy, „po rossiniowsku” – z życiem i humorem. Agnieszka Wolska (laureatka Międzynarodowego Konkursu Wokalnego w Tuluzie) wykonała najsłynniejszy walc koloraturowy Je veux vivre dans ce reve z Romea i Julii Gounoda. Choć momentami głos artystki brzmiał nieco niepewnie, jednak subtelne cieniowanie pozostawiło raczej dobre wrażenie. Ja, jak zawsze, z niecierpliwością czekałam na popis niskich głosów. Marcin Bronikowski, laureat I Nagrody na ubiegłorocznym Międzynarodowym Konkursie Wokalnym w Helsinkach, nie zawiódł. Pomimo młodego wieku dysponuje on dojrzałym barytonem o pięknej, lirycznej barwie – może jednak zbyt lirycznej, jak na partię Escamilla? U solisty Opery Wrocławskiej, Radosława Żukowskiego, trochę przeszkadzał mi brak nośności w niższych tonach skali, ale przyznam, że Rondo Mefista z Fausta Gounoda zaśpiewał w bardzo efektowny sposób, z oryginalnym zakończeniem. Nie wywołał zachwytu występ młodej śpiewaczki – Tatiany Pożarskiej, która wykonała arię Gildy z Rigoletta (Caro nome). Być może partia ta niespecjalnie odpowiada jej predyspozycjom głosowym, być może artystka miała akurat „zły dzień”… Podobała mi się natomiast aria Izabeli z I aktu Włoszki w Algierze w wykonaniu warszawskiej mezzosopranistki – Katarzyny Suskiej. Chociaż w jej śpiewie chwilami brakowało lekkości właściwej muzyce Rossiniego, jednak artystka udowodniła swe umiejętności wokalne i emisyjną swobodę. Wzruszająco zabrzmiała finałowa scena z I aktu Cyganerii G. Pucciniego. Wspaniale jest móc usłyszeć w partiach Mimi i Rudolfa tak młodych artystów. Katarzyna Trylnik – laureatka III Nagrody w Konkursie Moniuszkowskim – zaprezentowała naprawdę wybitny talent wokalny. Cóż to za urocza Mimi! A te wspaniałe piana… Szkoda tylko, że nie dorównał artystce poziomem wokalnym partnerujący jej Piotr Rafałko. Młody tenor dysponuje z pewnością dobrym materiałem głosowym, moim zdaniem jednak powinien popracować nieco nad zbyt gardłową emisją.

Cóż, spragniona dalszych muzycznych przeżyć, udaję się na drugą część koncertu… Duże wrażenie wywarła na mnie scena z III aktu Don Carlosa G. Verdiego (może dlatego, że należała do niskich głosów?) Bas Radosława Żukowskiego był trochę „za wysoki” do ponurego monologu Filipa, ale technika wokalna nie pozostawiała nic do życzenia. Marcin Bronikowski jako Markiz Posa zaśpiewał przedśmiertną arię precyzyjnie i czysto, z właściwą sobie liryczną ekspresją. Wspaniała dykcja! Warto zaznaczyć, że Katarzyna Suska przygotowała arię księżnej Eboli specjalnie na prośbę p. Adama Czopka. Pomimo drobnych usterek z zadania wywiązała się zupełnie dobrze. Bardzo przekonująca była Agnieszka Wolska jako Imogena w arii z II aktu Pirata Belliniego. Jej głos zabrzmiał miękko, bez nadmiernego forsowania. Duże brawa! Przeżyłam jednak podczas tej części koncertu również chwile, w których trudno było ukryć rumieniec zażenowania. Słynna aria Królowej Nocy (Der Hölle Rache) w wykonaniu Tatiany Pożarskiej to moim zdaniem nieporozumienie. Śpiewaczce brakuje przecież głosu w górze skali! Nie najlepiej zaprezentował się także Piotr Rafałko jako Alfred Germont w arii De' miei bollenti spiriti. Tu również zastrzeżenia do górnego rejestru. Usłyszeliśmy także uwerturę do Czarodziejskiego fletu Mozarta oraz wstęp do I aktu Traviaty. Galę zamknęło tradycyjnie Libiamo… w wykonaniu wszystkich solistów, które doprowadziło do owacji na stojąco.

Wraz z tym operowym toastem zakończyła się festiwalowa oktawa. Busko powróciło więc znów do swej głównej, uzdrowiskowej funkcji. Ja wracam do Krakowa, gdzie dobiega końca IV Letni Festiwal Opery i Operetki. Na kolejne wrażenia operowe muszę czekać aż do września, bo przecież dopiero wtedy rozpoczyna się nowy sezon artystyczny. Ale na operowe wrażenia w Busku trzeba czekać znów cały rok. Już teraz wiem, że w lipcu 2001 będę tu na pewno.

Katarzyna Wolińska