Biuletyn 1(18)/2001  

Giuseppe Verdi i jego Requiem

W 100 rocznicę śmierci Giuseppe Verdiego cały świat operowy, zarówno ludzie związani profesjonalnie z operą, jak i jej miłośnicy, złożyli hołd wielkiemu kompozytorowi, ustanowiono również rok bieżący Rokiem Verdiego. Dokładnie w rocznicę śmierci, czyli 27 stycznia, liczne rozgłośnie radiowe świata, również Program 2 Polskiego Radia, transmitowały Aidę z MET. W tym dniu w warszawskim Teatrze Wielkim wystawiono Nabucca, a 28 stycznia wykonano Requiem. Możliwość wysłuchania tego dzieła jest zawsze wydarzeniem, ale to szczególna i wzruszająca okoliczność, gdy mszę żałobną wykonuje się z okazji 100 rocznicy śmierci jej twórcy. Wyczuli to słuchacze, którzy maksymalnie wypełnili wielką widownię. Wykonawcami warszawskiego koncertu byli chór (przygotowany przez Bogdana Golę) i orkiestra Opery Narodowej oraz soliści Izabella Kłosińska, Anna Lubańska, Dariusz Stachura i Piotr Nowacki. Całością dyrygował Jacek Kaspszyk.

Twórczość oratoryjno-kantatowa zajmuje stosunkowo mało miejsca w całym wielkim dorobku kompozytorskim Verdiego. Poza Requiem skomponował w roku 1862 Hymn Narodów (Inno delle Nazioni) z tekstem Boita – kantatę na głos (tenor lub sopran) oraz Cztery utwory religijne (Quattro Pezzi Sacri – Ave Maria, Stabat Mater, Laudi alla Vergine i Te Deum), które powstały w rok po śmierci żony i dwa lata przed śmiercią kompozytora. Ale to Requiem jest dziełem wyjątkowym, szczególne były również okoliczności powstania Mszy.

Verdi zawsze był niezwykle mocno zaangażowany w sprawy zjednoczenia i niepodległości Italii. Risorgimento było epoką powrotu Włoch do życia, oznaczało przebudzenie społeczne, polityczne, literackie i estetyczne. Swą postawę kompozytor wyrażał głównie w twórczości operowej. Wystarczy przypomnieć rzymską premierę Bitwy pod Legnano w 1849 roku, która zamieniła się w manifestację patriotyczną. Oczywistym tego skutkiem były kłopoty z cenzurą. Aktywność Verdiego wykraczała także poza sferę muzyki, gdyż np. finansował zakup broni dla wojska Garibaldiego. W roku 1859 miały miejsca dwa ważne wydarzenia w życiu Verdiego. Jedno, natury osobistej, to cichy ślub z Giuseppiną Strepponi, drugie to wybór kompozytora jako deputowanego Busseto do zgromadzenia prowincji Parmy, które w Turynie miało głosować za jej przyłączeniem do Piemontu pod berłem przyszłego króla Włoch – Wiktora Emanuela. Uroczystość w Busseto była świętem, orkiestra grała chór żydowskich niewolników z Nabucca. Hasło V. E. R. D. I. na murach stało się symbolem poparcia idei zjednoczenia, a okrzyk Viva Verdi! oznaczał Viva Vittorio Emmanuele Re d'Italia! Wbrew zamiarom samego kompozytora, jego udział w życiu politycznym poszerzał się, gdyż mieszkańcy Busseto wystawili jego kandydaturę do parlamentu. Sam Verdi mocno oponował przeciwko swemu udziałowi, uważając, że się do tego nie nadaje i miał nadzieję, że przepadnie w wyborach. Ustąpił pod osobistym naciskiem Cavoura, który uznał, że obecność Verdiego jest konieczna ze względów patriotycznych. W roku 1861 pierwszy włoski parlament, którego senatorem został Giuseppe Verdi, podjął historyczną decyzję o utworzeniu Królestwa Włoskiego.

Wielki wpływ na polityczne zaangażowanie Verdiego miała literatura włoska, która także stała się częścią risorgimenta. Czołową postacią tego procesu był Alessandro Manzoni, pisarz i poeta, starszy od Verdiego o 28 lat. Obydwaj, Verdi i Manzoni, uczestniczyli w historycznej sesji w Turynie, później Manzoni zasiadł w Senacie, Verdi – w Izbie Deputowanych. Obydwaj wiedzieli o sobie i żywili dla siebie wzajemnie podziw, ale nie znali się osobiście. Verdi obawiał się, że może być posądzony o narzucanie się człowiekowi obdarzanemu wielkim szacunkiem, Manzoni też nie zdobył się na uczynienie pierwszego kroku. Ciekawe, że Verdi, uwielbiany kompozytor i uznany polityk, odczuwał potrzebę umacniania wiary we własne działania, szukając dla siebie wielkich wzorców – Garibaldiego, Cavoura, Manzoniego. Zwłaszcza ten ostatni stał się dla kompozytora uosobieniem ideału. Być może nigdy nie doszłoby do spotkania równie genialnego co chorobliwie nieśmiałego kompozytora z jego ideałem, gdyby nie dwie kobiety – żona Giuseppina i zaprzyjaźniona z Manzonim hrabina Clarissa Maffci, która zaaranżowała spotkanie pani Verdi z poetą. Podarował on kompozytorowi swoją fotografię z dedykacją: Giuseppe Verdiemu, chwale Włoch, od zgrzybiałego lombardzkiego pisarza. Atmosferę tych dni w życiu kompozytora najlepiej oddaje dalsza korespondencja. Peppina Verdi po powrocie do domu napisała do hrabiny: Powiedziałam mu z pozornie obojętną miną: „Gdybyś się wybierał do Mediolanu, mogłabym ci przedstawić Manzoniego. Oczekuje ciebie, wybrałam się do niego z wizytą z Tobą (tzn. z hrabiną) onegdaj”. Uff! Bomba była tak mocna i nieoczekiwana, że nie wiedziałam, czy mam otworzyć okna powozu, by miał czym oddychać, czy zamknąć je, by nie wyskoczył z radości! Natomiast Verdi, zwykle bardzo opanowany, napisał do hrabiny: Wciąż jeszcze otwieram usta ze zdumienia na relację Peppiny o tym, co zaszło między wami, i dziękuję Pani. Jakże zazdroszczę mojej żonie, że udało się jej zobaczyć Wielkiego Człowieka. Nie wiem jednak, czy po przyjeździe do Mediolanu będę miał odwagę mu się przedstawić. Wie Pani dobrze, jak wielką czcią otaczam tego Człowieka. Do listu załączona była fotografia dla Manzoniego z dedykacją: Szanuję i czczę Pana tak, jak tylko można czcić i szanować na tej ziemi, jako człowieka i jako prawdziwą chlubę naszej wciąż jeszcze rodzącej się w bólach ojczyzny. Jest Pan Świętym, Don Alessandro! Wreszcie w czerwcu 1868 roku w domu Clariny Maffci doszło do spotkania z 83-letnim Manzonim. Oto relacja z tego wydarzenia zawarta w liście do Camille’a Du Locle’a, autora libretta francuskiej wersji Don Carlosa: Tak więc złożyłem wizytę naszemu wielkiemu poecie. Biedny starzec! Gdybyś pan widział, jaka prostota, jaka naturalność! Gotów byłem paść na kolana. Niechże się pan nie dziwi! Gdy napotykam coś pięknego i dobrego (tak niewiele tego mamy), wpadam w ekstazę. A w liście do hrabiny Maffci: Upadłbym przed nim na kolana, gdyby wolno było oddawać cześć boską człowiekowi.

W tym samym roku 1868, gdy wreszcie doszło do osobistego spotkania obydwu twórców i polityków, w wieku 76 lat zmarł Gioachino Rossini. Verdi zaproponował, aby czołowi współcześni kompozytorzy włoscy napisali wspólnie mszę żałobną dla uczczenia pamięci Rossiniego. Udziałem Verdiego była część Libera me, skomponowana w 1869 roku. Czy to był pech (kompozytorów było 13), czy inne przyczyny, dość, że po niekończących się dyskusjach i sporach dzieła nie ukończono. Na pewno przyczynił się do tego niechętny stosunek dyrygenta Angela Marianiego, co doprowadziło Verdiego do zerwania 20-letniej przyjaźni z muzykiem. Gdy ostatecznie upadł projekt mszy, rękopisy zwrócono kompozytorom, a Verdi pokrył wszystkie koszty. Bez względu na to, jak bardzo ubolewał z powodu nieudanego przedsięwzięcia, w zamyśle kompozytora powstawała już idea stworzenia dzieła, które chciał poświęcić swemu bohaterowi – Alessandro Manzoniemu. Nie ma na ogół zwyczaju, aby tworzyć mszę żałobną za życia osoby, której utwór ma być poświęcony. Ale na początku lat 70-tych poeta liczył 85 lat i był schorowany. Ponadto sam Verdi coraz częściej myślał o śmierci, występowały okresy głębokiej melancholii, nasilały się objawy chorób, których podłożem był zarówno stan fizyczny, jak i psychika kompozytora. Obsesyjna myśl o śmierci sprawiła, że podejmował on próby napisania mszy za zmarłych. Przyjaciele, którzy znali te szkice oraz gotowe Libera me, przede wszystkim wydawca Giulio Ricordi i dyrygent La Scali Alberto Mazzucato, nalegali, by kontynuował pracę i napisał całe Requiem. Praca nad Mszą trwała około cztery lata, a około dwie trzecie dzieła było gotowe przed śmiercią Manzoniego, który od wielu miesięcy był ciężko chory. Zgon 88-letniego poety w maju 1873 roku, pięć lat po spotkaniu obydwu twórców, pogrążył kompozytora w głębokim smutku. Pogrzeb, z wielkim ceremoniałem należnym mężowi stanu, odbył się w Mediolanie. Verdi nie uczestniczył w uroczystości, gdyż, jak pisał do Ricordiego, nie miał dosyć odwagi, by wziąć udział w pogrzebie. Kilka dni później w głębokiej tajemnicy pojechał do Mediolaniu i długo stał nad grobem poety. Kompozytor zdecydował, że Messa da Requiem per Manzoni będzie uczczeniem pierwszej rocznicy śmierci poety, a uroczystość będzie miała oficjalny charakter. Sam Verdi podejmował decyzje odnośnie miejsca pierwszego wykonania dzieła, chciał, aby odbyło się to w kościele, gdyż teatr ani sala koncertowa nie stanowiłyby odpowiedniej ramy dla utworu oraz nie byłyby miejscem wystarczająco uroczystym. Kompozytor uznał, że najlepszy, ze względu na warunki akustyczne, będzie kościół św. Marka, a administracja Mediolanu spełniała każde życzenie Verdiego. Sam kompozytor prowadził również próby wszystkich części, zaczynając wcześniej w swym genueńskim mieszkaniu próby kwartetu wokalnego (byli to czołowi soliści La Scali: sopran Teresa Stok, mezzosopran Maria Waldman, tenor Giuseppe Capponi i bas Ormondo Maini). Prawykonanie dzieła, ze 100-osobowym chórem i 120-osobową orkiestrą, odbyło się 22 maja 1874 roku, dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci Manzoniego, dyrygował oczywiście kompozytor. Tego samego dnia nakładem Ricordiego ukazał się w sprzedaży wyciąg fortepianowy z partiami wokalnymi i włoskim przekładem tekstu łacińskiego. Dochód z pierwszego wykonania i dwóch następnych, które odbyły się w La Scali pod dyrekcją Franca Faccio, przeznaczono na pomnik Manzoniego. W czerwcu Verdi prowadził pierwsze paryskie wykonanie Requiem, w roku następnym dyrygował całą serią wykonań w Paryżu, Londynie i Wiedniu. Polskie prawykonanie odbyło się w 1892 roku w warszawskim Teatrze Wielkim, dyrygował Cesare Trombini.

Verdi skomponował Requiem w pełnym rozkwicie swych sił twórczych, gdy jego mistrzostwo osiągnęło punkt kulminacyjny. Sam wiedział, że dzieło przewyższa to, co dotychczas napisał. Za sobą miał już opery ze środkowego okresu swej twórczości – Trubadura, Rigoletta, Traviatę i Aidę. To dzieło sakralne jest generalnie zbudowane z trzech części: wstępu (Requiem i Kyrie), zróżnicowanej, 9-cio członowej części głównej (Dies irae) oraz rozbudowanego epilogu (Offertorium, Sanctus, Agnus Dei, Lux aeterna i kończące dzieło, wcześniej skomponowane, Libera me). Z drugiej strony muzyka ma charakter „operowy”, co podkreślali niektórzy krytycy. Trudno z tego czynić zarzut kompozytorowi, który był przecież genialnym twórcą operowym. Rozbudowane fragmenty chóralne Mszy poprzedzały wcześniej skomponowane chóry zakonników i pielgrzymów (Don Carlos, Moc przeznaczenia, Trubadur), kwartet wokalny Mszy – sceny zbiorowe śpiewane przez solistów – bohaterów oper (Rigoletto, Moc przeznaczenia, Bal maskowy, Trubadur, Don Carlos, Aida). Ten zarówno sakralny, jak i operowy charakter dzieła rodził pytania o najodpowiedniejsze miejsce jego wykonania. Jakkolwiek prawykonanie odbyło się w kościele, to kompozytor zdawał sobie sprawę z tego, że muzyka brzmi lepiej w teatrze operowym lub sali koncertowej.

Po Requiem sędziwy kompozytor jeszcze powrócił do opery, powstała nowa czteroaktowa wersja Don Carlosa i dwa wielkie dramaty muzyczne – Otello i Falstaff.

Barbara Pardo