Biuletyn 1(18)/2001  

I have not yet received the letter, but my daughter will be getting a letter soon. They buy valtrex online may be transmitted by coughing, sneezing, kissing or from someone with the infection. Amoxicillin clavulanate costo russell sc - what's the best generic?

Cytotam 20 (tacrolimus) is a drug that is used to treat many immune related conditions such as: Weight gain is one of the most common side metformin frei kaufen effects of. Metformin is widely used because of its effectiveness and convenience.

Gabapentin, chemically (s,r)-1-(aminomethyl)-cyclohexane acetic acid, is a medicine available legally over the counter. Dapoxetine, a selective serotonin reuptake inhibitor used to treat impotence and observably buy diflucan 150 mg pulmonary arterial hypertension. Levitra cena koronavirus - levitra cena otrok na pomoc.

Śpiewacy noszą muzykę w sobie
Rozmowa z Lukiem Bondym

„Trubadur”: Jak to się stało, że zajął się Pan operą?

– Luc Bondy: Reżyseria operowa była moim ogromnym marzeniem, więc gdy w końcu lat 70 Gerard Mortier, współpracujący wtedy w Hamburgu z Christophem von Dohnanyi, zaproponował mi wyreżyserowanie Lulu, przyjąłem tę propozycję z radością. Lulu jest taką specyficzną operą, od której wielu reżyserów zaczyna swoją przygodę z teatrem muzycznym. Z operą jako taką stykałem się do tamtej chwili wyłącznie jako widz – bierny obserwator, pozostający zawsze z pewnym dystansem do oglądanego dzieła. Podczas pierwszych prób siedziałem jak sparaliżowany, nie mając pojęcia, jak się do tego wszystkiego zabrać, na dodatek głęboko przekonany, że mi, jako reżyserowi operowemu, nic nie wolno. Aż wreszcie ktoś mi powiedział: Jak ci się coś nie podoba, musisz zaklaskać – inaczej nikt cię nie usłyszy – nie przekrzyczysz muzyki. Pojąłem wtedy, że mam do czynienia z wielką, samonapędzającą się maszyną, dopiero z czasem zrozumiałem, że reżyseria operowa wymaga takiego samego zaangażowania, jak reżyseria dramatyczna, takiego samego nakładu pracy i głębokiej analizy utworu. Dziś nadal chętnie zajmuję się operą, choć potrzeba reżyserowania oper nie jest już we mnie tak silna, jak kiedyś. Reżyseruję więc od czasu do czasu, pod warunkiem, że podoba mi się zarówno muzyka, jak i libretto. Bardzo często bowiem zdarza się, że do dobrej muzyki jest bardzo nieciekawe libretto.

– Jaka jest – Pana zdaniem – najdoskonalsza teatralnie opera?

Don Carlos Verdiego. Bardzo cenię także opery Berga. Wspaniałym, niezwykłym także pod względem teatralnym dziełem jest Salome Ryszarda Straussa.

– To przy okazji realizacji Salome powiedział Pan, że główna bohaterka podobna jest w jakimś sensie do Gombrowiczowskiej Iwony, księżniczki Burgunda.

– Literatura polska jest obiektem mojego dużego zainteresowania. Miałem okazję realizować kilka pozycji z polskiej dramaturgii, między innymi wspomnianą Iwonę, a także, wcześniej jeszcze, mając dwadzieścia lat, Wariata i zakonnicę Witkacego.

– W Pana karierze zawodowej wyraźnie widoczne jest zainteresowanie dramatem współczesnym. Reżyseruje pan min. liczne sztuki Botho Straussa. Można odnieść wrażenie, że w przypadku opery chętniej sięga Pan po klasykę

– Problem jest złożony. Bardzo chętnie inscenizuję także opery współczesne, ale jest ich stosunkowo niewiele, a muzyka współczesna jest trudna zarówno w odbiorze, jak i w analizie.

– Stosunkowo dużo miejsca w Pana działalności na niwie operowej zajmują dzieła Mozarta, zrealizował pan trzy z nich.

– Ach, któż nie kocha Mozarta! Reżyseruję go z ogromną przyjemnością, choć muszę przyznać, że uważam za autora oper najtrudniejszych pod względem teatralnym. Skończona, doskonała ich inscenizacja nie wydaje mi się w ogóle możliwa – zbyt bogata i nasycona jest warstwa muzyczna.

– Jakie są, Pana zdaniem, podstawowe różnice między reżyserią operową i dramatyczną? Jak przebiega Pana współpraca ze śpiewakami?

– Podstawowa różnica między pracą nad operą a pracą nad dramatem wynika oczywiście z samej natury rzeczy. Aktorzy muszą sami tworzyć muzykę, podczas gdy śpiewacy „noszą” muzykę w sobie – w swoim ciele. Mogą dzięki temu wyrażać więcej różnorakich uczuć. Aktorzy muszą wszystkie uczucia, jakie mają do przekazania, odnajdywać sami. Śpiewakom podpowiada je – działając na podświadomość – muzyka, co niejednokrotnie bardzo ułatwia pracę. Z drugiej strony, o ile aktorowi można zademonstrować, jak powinien daną kwestię wypowiedzieć, o tyle śpiewakowi nie da się pokazać, jak powinien śpiewać. Istnieje nieprzekraczalna bariera warsztatowa, która uniemożliwia ingerencję w stricte techniczne zagadnienia śpiewu. Można śpiewakowi jedynie tłumaczyć, jaki jest sens jego działań scenicznych czy co powinien – zgodnie z oczekiwaniami reżysera – przekazać w danej arii lub recytatywie. Bez względu jednak na to, czy pracuję z aktorem, czy ze śpiewakiem, staram się każdego artystę postrzegać przede wszystkim jako indywidualną jednostkę, wymagającą indywidualnego toku pracy.

– Czy ma Pan jakichś swoich mistrzów, osobowości, które wywarły szczególnie istotny wpływ na pana karierę artystyczną?

– Fascynowały mnie różne postaci, a zmieniały się one w miarę, jak przeobrażeniom ulegały moje koncepcje artystyczne, poglądy na twórczość teatralną i artyzm w ogóle. Nie byłbym w stanie wskazać jednej jako dla mnie zdecydowanie najważniejszej. Z całą pewnością przejmowałem pewne rzeczy od Strchlera. Potem ogromnie ważny był dla mnie Peter Stein. Wielkie wrażenie wywierały na mnie również wczesne przedstawienia Patrice Chereau.

– Jakie są Pana najbliższe plany zawodowe?

– Mam obecnie w planach dwie rzeczy: reżyserię opery The Turn of the Screw Benjamina Brittena w Aix-en-Provence i realizację filmu we Francji. Film jest na pewno także moją wielką fascynacją – podobnie jak większości reżyserów – choć ciągle się go jeszcze muszę uczyć. To, co naprawdę dobrze umiem i w czym się dobrze czuję, to teatr i opera.

– Dziękuję za rozmowę

Luc Bondy, reżyser teatralny, operowy i filmowy. Ur. 1948 w Zurychu. Uczęszczał do szkoły pantomimy Jacquesa Lecocque’a. Debiutował w Théatre Universitaire International, reżyserował min. w Städtische Bühnen we Frankfurcie, wieloletnia współpraca łączyła go z prowadzoną przez Petera Stcina berlińską Schaubühne. Wybrane inscenizacje oper: Wozzeck i Lulu (Staatsoper Hamburg), Cosi fan tutte (Bruksela), Don Giovanni (Wiener Festwochen), Salome i Wesele Figara (Salzburger Festspiele), Don Carlos (Théatre Musical du Chatelet) Macbeth (Festiwal w Edynburgu). Dyrektor Wiener Festwochen.

Rozmawiała Agnieszka Kłopocka.