Trubadur 2(19)/2001  

In a recent paper, a group of researchers led by a university of maryland researcher have demonstrated a mechanism that allows certain antibiotics to kill or cure certain kinds of infections, but that can cause serious health consequences for people who get their prescriptions filled by physicians who don't know or don't take care to monitor the patients receiving antibiotics. She price of mometasone cream claims she never intended to overdose on it, but. If your doctor refers you to another provider for treatment and you choose this other provider because of cost, your health care will be reimbursed.

Grocery shopping for the doxt sl 100 online buy - get the best deals on doxt sl 100 online buy right now! The unique design allows for the classic to be worn to its fullest, buy prednisolone steroid tablets without the need for a shirt, over a tank top or any other garment. In an age of increasing hostility towards the very idea of universal coverage—in which the government does nothing more than pay for the care of some people while refusing coverage to those who can’t afford it—this decision may be the.

You'll get the best price and a convenient fast delivery service. If a patient fails to respond to treatment, he or she Yingbazha is not likely to respond to subsequent attempts of drug therapy. It is a condition that is very common in women during the childrearing period of their life.

Konferencja prasowa Cecilii Bartoli

9 maja, w przededniu recitalu Cecilii Bartoli w Filharmonii Narodowej, odbyła się konferencja prasowa. Prezentujemy jej skrócony zapis.

Współpracowała pani z wieloma wspaniałymi dyrygentami, jak Karajan, Barenboim czy Harnoncourt. Co pani dała praca z tymi wybitnymi indywidualnościami?

– Cecilia Bartoli: Mój kontakt z Karajanem był bardzo krótki, chociaż okres ten był dla mnie ważną fazą rozwoju. Maestro był już wówczas chory, pracowaliśmy wspólnie, ale nie miałam okazji zaśpiewać pod jego dyrekcją. Spotkanie to zostawiło na pewno wyraźny ślad na mojej osobowości artystycznej, byłam bardzo młoda, a z Karajana emanowała niesamowita charyzma. Z Harnoncourtem po raz pierwszy współpracowałam w Zurychu, było to ważne spotkanie, debiutowałam z nim w rolach mozartowskich, on też wprowadzał mnie w świat baroku oraz w świat muzyki Haydna, którego wcześniej znałam właściwie wyłącznie jako kompozytora muzyki instrumentalnej.

Co sprawiło, że trochę odeszła pani od Rossiniego i zajęła się muzyką barokową?

– Często muszę tłumaczyć, że nie odchodzę od Rossiniego, lecz poszerzam swój repertuar, jest przecież tylu innych wspaniałych kompozytorów, zwłaszcza tych przed Rossinim, ich dorobek czeka na odkrycie. Jestem zafascynowana światem muzyki barokowej, jest to bardzo bogaty świat i bardzo się różni od muzyki dziewiętnastowiecznej. Fascynuje mnie ta inność. Fascynuje mnie też łączenie mojego własnego „instrumentu” z instrumentami z epoki, próbowanie innych stylów wykonawczych.

Mnie to pani zainteresowanie barokiem niezwykle cieszy, byłem na pani koncertach w Lipsku i Dreźnie. Wystąpiła pani raz z Christim, raz z Antoninim, to są dwie bardzo różne osobowości – czy w przyszłości będzie pani z oboma dyrygentami kontynuować współpracę, czy może pani woli jednego z nich?

– Od dawna współpracuję z Antoninim i jego Il Giardino Armonico, odbyliśmy liczne tournée; często śpiewam też z Christim, ostatnio występowaliśmy w Paryżu. Dlaczego mam między nimi wybierać?

Prowadzi pani podwójne życie śpiewaczki operowej i koncertowej. Co panią najbardziej pociąga na scenie, a co na estradzie?

– Oba typy występów dostarczają innych wrażeń, pozwalają też stosować inne środki wyrazu. Opera jest magiczna, pozwala budować postać, dzielić się emocjami z publicznością. Innych emocji i wrażeń dostarcza sala koncertowa, na estradzie można większą uwagę poświęcać interpretacji tekstu, bowiem nie wszystkie libretta operowe są literacko na tak wysokim poziomie, jak słowa pieśni.

– Karl Lagerfeld proponował kiedyś zaprojektowanie pani strojów na estradę, nie miała pani wtedy czasu. Czy możliwa jest współpraca z nim, a może pani bardziej ufa własnemu gustowi niż wielkim projektantom mody?

– Myślę, że tak. Natomiast dla mnie ważne jest nosić strój, który coś „mówi”, który jakoś łączy się z repertuarem, który śpiewam.

– Wystąpi pani jutro z zespołem muzyki dawnej i to z niemieckim zespołem. Ten występ obejmuje głównie repertuar włoski. Czy to znaczy, że pani ogranicza się do włoskiej muzyki barokowej, czy może ma pani w planach repertuar barokowy mistrzów niemieckich, na przykład Bacha, a może muzykę epok jeszcze wcześniejszych. Bo przecież interesuje panią muzyka dawna. A ta dawna muzyka, zwłaszcza dla pani, noszącej imię świętej Cecylii, to też muzyka oratoryjna, muzyka sakralna. I drugie pytanie, czy zamierza pani zaśpiewać Carmen na scenie?

– Także opera barokowa włoska jest jeszcze mało znana, wielu kompozytorów – np. weneckich – ciągle czeka na odkrycie. Jutrzejszy wieczór poświęcony będzie Vivaldiemu i Gluckowi jako kompozytorom operowym. Powszechnie znana jest twórczość instrumentalna Vivaldiego, natomiast jego opery są jeszcze zbyt mało popularne. Gluck to wielki kompozytor okresu przejściowego, gdy słucha się jego muzyki, czuć jeszcze zapach muzyki barokowej, widoczne są już jednak pewne innowacje klasyczne.

– [podniesionym głosem] Ja mam pytanie do tłumacza, podejrzewam, że pan albo niedobrze przetłumaczył moje pytanie, albo też pani maestra nie ma ochoty na to pytanie odpowiedzieć. Niech pan łaskawie powie, na czym polegało moje pytanie, pan zdaje się zapomniał o moim pytaniu.

– [po kolejnym wysłuchaniu pytania, czy zamierza śpiewać muzykę barokową niemiecką, Bacha, a także muzykę epok wcześniejszych] Dlaczego nie?

– Bo ja pytałem, przy okazji zespołu niemieckiego, o kompozytorów niemieckich i kompozytorów wcześniejszych epok.

– Jeżeli chodzi o Carmen, to chciałabym zaśpiewać – ale pan mnie nie słucha – tę postać. Mam swój pomysł na interpretację – ale pan ciągle rozmawia i nie słucha odpowiedzi na własne pytanie – tej partii. Pierwotnie Carmen była wykonywana z ograniczonym składem orkiestry, chciałabym powrócić – pan mnie ciągle nie słucha [tłumacz: pani Bartoli prosi, żeby słuchał pan odpowiedzi] – do korzeni tej opery, zapominając, jak się dzisiaj ją wykonuje.

– Czy pani mama była wymagającą nauczycielką? Co pani jej zawdzięcza?

– Bardzo ważny jest bliski stosunek między uczniem i nauczycielem. Pracowałam ciężko z moją mamą w domu i jednocześnie uczęszczałam do konserwatorium, pozwoliło mi to intensywnie rozwijać moją technikę wokalną i interpretację.

– Z wielkim podziwem śledzę to, co pani robi. Chciałbym spytać o kierunek pani drogi artystycznej: Mozart i Rossini to bardzo logiczny układ, potem Haydn i muzyka baroku. Śmiem twierdzić, że ta podróż w krainę baroku będzie trwała długo, dlatego że słucham tego, co pani robi, i ta podróż zaczyna być coraz głębsza. Czy przewiduje pani zwrot w przeciwną stronę, czy widzi pani inny teren do penetracji, odkrywania i poznawania – po Rossinim?

– Myślę o muzyce Ravela i w ogóle o muzyce francuskiej, ale to w przyszłości. Także muzyka włoska 200 lat po Vivaldim wydaje mi się interesująca, np. twórczość Malipiera.

– Chciałbym spytać o rolę Fiordiligi, czyli rolę sopranową, a pani – mezzosopran – śpiewała ją. Cóż w niej jest takiego, że mezzosopran chce ją śpiewać? Jaki jest sens przenoszenia partii na inny głos, niż została napisana?

– Chciałabym sprecyzować, że w czasach Haydna i Mozarta nie istniały mezzosoprany. Ta kategoria głosu pojawiła się w czasach bel canto. W partyturach Mozarta wszystkie głosy kobiece określane są jako soprany. Tyle tylko, że te różne role wymagają różnej tessitury.

W czasie konferencji prasowej miał, niestety, miejsce dosyć przykry incydent. Klubowicze warszawscy, którzy przychodzą na konferencje prasowe w Teatrze Wielkim czy Filharmonii Narodowej, doskonale znają dziennikarza programu I Polskiego Radia, pana Eugeniusza Ratajczaka. Słynie on ze specyficznego sposobu zadawania pytań i ze specyficznej ich treści. Ostatnio nakrzyczał na organizatorów Konkursu Moniuszkowskiego, że koncert laureatów odbywa się w dniu występu Filharmoników Wiedeńskich. Nie pomogło tłumaczenie, że kalendarium konkursu było dawno ustalone, że terminów tych nie da się zmienić zarówno ze względu na uczestników, jak też liczne zajęcia członków jury, i że żyjemy w takich czasach, że coraz częściej terminy atrakcyjnych imprez – coraz częściej w Warszawie organizowanych – będą się pokrywały, z czego powinniśmy się właściwie cieszyć. Na konferencji prasowej Cecilii Bartoli pan Ratajczak traktował artystkę w sposób lekceważący. Bartoli odpowiadała po włosku (co jest chyba oczywiste) patrząc na dziennikarza, który zadał pytanie. Potem odpowiedź była tłumaczona. Dziennikarze, niezależnie od stopnia znajomości języka ojczystego śpiewaczki, przynajmniej udawali skupienie, uwagę i zainteresowanie. Natomiast Eugeniusz Ratajczak wyraźnie czekał na tłumaczenie, dlatego w czasie, gdy Cecilia Bartoli odpowiadała na jego pytanie, odwrócił się do niej – delikatnie mówiąc – plecami (a siedział w pierwszym rzędzie) i cały czas głośno rozmawiał z innym dziennikarzem. Artystka aż trzykrotnie przerywała swoją wypowiedź, aby zwrócić Ratajczakowi uwagę, ale był on tak zajęty, że nie słyszał nawet uwagi przełożonej przez tłumacza. Dziwi też fakt, że na innych konferencjach prasowych zachowanie pana Ratajczaka jest generalnie tolerowane i dopiero musi przyjechać światowa gwiazda – zresztą niezwykle miła, sympatyczna, kulturalna i skromna! – żeby zwrócić dziennikarzowi uwagę na jego nietaktowne zachowanie. Było mi strasznie wstyd!

Krzysztof Skwierczyński