Trubadur 2(19)/2001  

It may be used to manage symptoms of an acute illness, including an infection of the adrenal glands, such as bacterial infection, sepsis or adrenal crisis. You can ask your doctor or pharmacist for instructions if you cetirizine 10 mg coupon newly need help with taking it. In rare cases, men may experience a loss of their libido, testicular atrophy, and loss of potency as a result of clomid.

What if you are having to take the sat and act before you can graduate from high school? Get all the generic drugs Tekeli flovent inhaler prices from the official drugstore. The way he squeezes her hand and whispers something into her ear.

If you do need a nolvadex prescription, the only way to get the generic equivalent is by visiting a pharmacy and purchasing a prescription. Amoxicillin is used to treat various infections fermentation caused by various bacteria. What are the common questions asked by patients during the buying of oral contraceptive?

Profesjonalistka
Recital Barbary Hendricks w Operze Narodowej

Jako piąta z kolei w cyklu Wielkie Damy Światowej Sceny Operowej wystąpiła w warszawskim Teatrze Wielkim amerykańsko-szwedzka sopranistka Barbara Hendricks. Kilka dni wcześniej śpiewała w Teatrze Wielkim w Łodzi, pamiętamy też ją z niedawnego recitalu w operze warszawskiej (zob. Trubadur 4(5)/1997). Wydrukowany na afiszach program nie nastrajał mnie optymistycznie, pieśni Brahmsa nie lubię, pieśni Wolfa nie lubię jeszcze bardziej; cieszyłem się natomiast na utwory Francisa Poulenca i Richarda Straussa.

Artystka przygotowała imponujący program: po 11 (!) pieśni Wolfa i Brahmsa, kilka pieśni Poulenca oraz słynne Cztery pieśni Straussa – łącznie z czterema bisami Hendricks śpiewała prawie dwie i pół godziny (nie licząc przerwy)! I przez cały ten czas głos śpiewaczki zachowywał tę samą jakość, brak było jakichkolwiek oznak zmęczenia – Barbara Hendricks jest widocznie pewna swoich możliwości i na koniec zachowała niezwykle trudne utwory Straussa. Mój podziw dla artystki rósł z utworu na utwór, Brahms nie był nudny, nawet Wolfa słuchałem z uwagą i w napięciu. Śpiewaczka zna doskonale walory i ograniczenia swojego głosu, którego nigdy nie forsuje, ale też nie oszczędza. Na estradzie jest skupiona i skoncentrowana (nie wytrąciły jej z równowagi ani czterokrotnie odzywające się telefony komórkowe, ani dosyć głośno dobiegające dźwięki – próba orkiestry?, premiera odbywającego się na Sali Młynarskiego warsztatu choreograficznego Tylko raz w życiu?), zachowuje się bezpretensjonalnie, bez cienia minoderii i gwiazdorstwa. Jestem też pełen szacunku dla repertuaru, jaki opracowała, był on konsekwentny i logiczny, nie usiłowała rozruszać publiczności jakimiś ariami operowymi czy popularnymi pieśniami. Repertuar ten nie okazał się nużący, a publiczność zmusiła śpiewaczkę do czterech bisów. Z recitalu szczególnie zapamiętałem zaśpiewaną pięknym, skupionym głosem pieśń Hugo Wolfa Schlafendes Jesuskind; prawdziwą żarliwą modlitwę w Ave Maria Schuberta, w której artystka zaprezentowała subtelne pianissima docierające bez najmniejszego problemu do całej widowni; wykonany w sposób niezwykle intensywny cykl Straussa, w którym Hendricks imponowała nie tylko wciąż świetną formą wokalną, lecz przede wszystkim wzruszającą interpretacją.

Barbara Hendricks udowodniła w Warszawie, że jest prawdziwą profesjonalistką, która nie uznaje w sztuce kompromisów, która oferuje publiczności trudny repertuar i nie usiłuje jej kupić tanimi chwytami, która zna doskonale swój głos i swoje możliwości, która pewne zmiany w urodzie głosu, spowodowane dość długą karierą, potrafi zrekompensować niezwykłą muzykalnością, która wreszcie potrafi śpiewać – trudna (?) akustyka widowni Teatru Wielkiego zupełnie jej nie przeszkadzała. Koncert Barbary Hendricks dostarczył mi o wiele więcej wrażeń i wzruszeń, niż się spodziewałem, artystka potrafiła także przekonać mnie do repertuaru, za którym po prostu nie przepadam.

Krzysztof Skwierczyński