Trubadur 3(24)/2002  

Erectile dysfunction is a common problem and is a frequent cause of complaints to the gynaecologist. She has already had three hip replacements, she propranolol tablet price suffered a broken pelvis when she was pregnant with one of her sons, and she has had several knee replacements. It may be used in women with early-stage breast cancer, particularly in women with breast cancer who do not want to or cannot use other methods of treatment.

Fauci, director of the national institute of allergy and infectious diseases at the national institutes of health, told the christian post. It is also prescribed to treat a variety of mifepristone and misoprostol tablets price in uganda Anderson other conditions. Some of our most popular posts are ranked by you, our readers, so tell us what you think.

In the united states, an estimated 200,000 people in all — not just doctors, nurses, pharmacists, and dentists — work, and that population is growing. This medication is often https://descolga2.com/contacto/ prescribed by a doctor or a medical specialist. It is available over the counter, in over-the-counter and prescription-only medicine.

Jubileuszowa Halka

8 i 9 czerwca (kilka dni po 130. rocznicy śmierci Stanisława Moniuszki) Teatr Wielki w Łodzi uroczyście zakończył jubileuszowy 35. sezon premierą Halki. To właśnie narodowe dzieło 19. 01.1967 r. zainaugurowało działalność operowej sceny przy Placu Dąbrowskiego. Przygotował ją wówczas Zygmunt Latoszewski, który pokazał swoją koncepcję opery, udoskonalaną przez lata, począwszy od premiery w Gdańsku w 1956 r., którą podpisał nie tylko jako kierownik muzyczny, lecz także jako inscenizator i reżyser. Spektakl z 1967 r. wyreżyserował Jerzy Zegalski. Tytułową partię śpiewała wtedy niezapomniana Lidia Skowron – (śpiewaczka zmarła w lipcu br.), a w roli Jontka wspaniale prezentował się Tadeusz Kopacki. Później łódzki TW wystawiał jeszcze Halkę dwa razy: w 1972 r. (kier. muz. B. Madey) i w 1985 r. (kier. muz. T. Kozłowski).

Głównym sponsorem aktualnej, czwartej z kolei inscenizacji tej opery na scenie TW, jest Zarząd Miasta Łodzi, który przekazał 300 tys. zł. na rzecz wystawienia Halki. Kierownictwo muzyczne spektaklu powierzono tym razem Antoniemu Wicherkowi, z którego nazwiskiem związanych jest wiele realizacji dzieł Moniuszki. Wystarczy tylko przypomnieć m.in. Halkę w TW w Warszawie (1975 r., 1995 r.), Operze Wrocławskiej, Ankarze (l977 r.), Oberhausen (1990 r.); Straszny dwór w Bukareszcie (l980 r.), Parię w TW w Warszawie w 1980 r. Halkę i Straszny dwór A. Wicherek realizował także w Istambule, Montrealu oraz USA – Nowym Jorku, Detroit, Chicago, gdzie gościł z Operą Śląską. Nagranie na DVD z jego ostatniej realizacji Halki w warszawskim TW z 1998 r. przedstawiła dwukrotnie – z tekstem angielskim – telewizja australijska, wzbudzając duże zainteresowanie dziełem.

Reżyserii i scenografii nowej łódzkiej Halki podjął się Krzysztof Kelm (realizator m.in. nagrodzonych „Złotą Maską” Dialogów karmelitanek). Inscenizacja opery Moniuszki od początku zapowiadana była jako próba nowoczesnego odczytania narodowego dzieła. Uważam, że nowa inscenizacja „Halki” powinna wynikać z nowego, nieskażonego tradycyjnym myśleniem jej odczytania, że powinna odnosić się do współczesności – pisze w programie A. Wicherek. Każda inscenizacja niesie ze sobą ryzyko artystyczne, ale próby nowego odczytania, zwłaszcza opery narodowej, to nasz obowiązek. Przygotowywane współcześnie przedstawienie teatralne trzeba adresować do współczesnego odbiorcy, szczególnie do młodzieży. Zmieniamy się my, zmienia się percepcja, zmienia się teatr. Nowe spojrzenie na tradycję, szczegó1nie w teatrze operowym, to wręcz konieczność (…). Mam nadzieję, że tradycyjna część widowni zaakceptuje naszą realizację, a młodzież dzięki niej pokocha Moniuszkę. Krzysztof Kelm słusznie podkreślał, że Halka jest operą otwartą na różnorodne interpretacje reżyserskie i inscenizacyjne. Nawet przecież samego kompozytora okoliczności kilkakrotnie zmuszały do zmiany libretta, w związku z czym inna była Halka wileńska, inna warszawska, jeszcze inna – praska, której dyrygent – Smetana – przedstawił wersją niezależną od warszawskiej cenzury. Odmienne od znanego nam dziś libretta były losy Halki Schillerowskiej, inne Halki meksykańskiej M. Fołtyn. Wszystko to świadczy o sile dramaturgicznej libretta, o żywych emocjach, które wciąż budzi. Pragnę przedstawić Państwu moją „Halkę”, a właściwie Halkę silną i dumną, prawdziwie romantyczną, zdolną do silnych emocji – miłości i nienawiści. Sięgnijmy za fasadę tradycji – pisze w programie K. Kelm.

Rzeczywiście, łódzka Halka wymyka się cepeliowskim schematom inscenizatorskim. Jest spektaklem odważnym, nowatorskim i wartym uwagi. Zdecydowano się na wizję niepokorną, nieco bardziej uniwersalną w wymowie od poprzednich, a przy tym silniej poruszającą wyobraźnię przynajmniej tych, którzy przyjęli postawę otwarcia się na taką właśnie sceniczną propozycję (J. Janyst Halka inaczej). K. Kelm zrezygnował ze scenografii na rzecz inscenizacyjnej symboliki. Podobnie jak w Dialogach karmelitanek, podzielił scenę na dwie kondygnacje, co pozwoliło prowadzić równolegle dwie akcje sceniczne podczas zabawy na zamku Stolnika. Szczególnie efektownie wyglądał zatańczony „piętrowo” polonez. Górzyste krajobrazy symbolizowały pochyłe płaszczyzny oświetlone niezwykle pomysłowo. Światło zresztą pełniło kreatywną rolę w tworzeniu dyskretnej oprawy dla muzycznych wrażeń (reżyseria światła i współpraca scenograficzna – Justyna Łagowska-Klata). Szczególnie zachwycała imitująca las gra światłocieni, tło dla pełnej emocji arii Jontka Szumią jodły.

Ascetycznym dekoracjom dodawały realizmu statystujące żywe zwierzęta: w scenie zaręczyn Janusza z Zofią orszakowi towarzyszył sokół i psy myśliwskie. Kostiumy również były raczej skromne, zaznaczające miejsce i epokę: kompletne i szczątkowe kontusze panów, pudrowane peruki pań, góralskie stroje przypominały jedynie szerokie pasy młodzieńców i stylizowane na kierpce obuwie. Połączenie aktów pierwszego z drugim („odchodzący świat” – choreograficzna realizacja Henryk Rutkowski) oraz trzeciego z czwartym („świat nowych wartości” – choreograficzna realizacja Janina Niesobska) sprzyjało dramaturgii całości. Ściśle powiązane z akcją dramatu tańce uwypuklały kontrast między ukazaną w pierwszej części spektaklu szlachtą a przedstawionym później światem górali. Zarówno mazur, polonez, jak i tańce góralskie pozbawione zostały dosłowności przy jednoczesnym zachowaniu ich charakteru i temperamentu. Świetna choreografia, pełne porywającej energii brawurowe tempo wykonania, godne uznania zaangażowanie i perfekcja tancerzy sprawiły, że sekwencje baletowe stały się szczególną atrakcją tej inscenizacji. Uwagę zwracała też prezentująca się malowniczo i groźnie scena wyjścia górali na początku drugiej części. Uosabiający siłę i bunt tłum, wyłaniający się z głębi sceny, z mglistego tła, stanowiącego symboliczny zarys skalistych zboczy, zapowiadał zaskakujący (w libretcie zawartym w programie finał jest pominięty), poruszający siłą wyrazu finał: Halka ginie w płomieniach podpalając kościół i dokonując zemsty na swym krzywdzicielu i reszcie szlachty. Duże wrażenie robiła scena z wybuchającymi prawdziwymi płomieniami (efektownie wykorzystano obrotową scenę), którym towarzyszyło nagłe wejście kosynierów, idących zapewne „rżnąć panów”. Zakończenie to można odczytać jako odwołanie się do wypadków 1846 r. – roku krwawych chłopskich powstań, kiedy to Jakub Szela puszcza z dymem 470 dworów szlacheckich, górale z okolic Chochołowa pod przywództwem Jana Andrusikiewicza występują zbrojnie przeciw Austriakom – kilka miesięcy później Moniuszko zaprasza Wolskiego do pracy nad librettem „Halki”. (W. Szulczyński, Płonąca Żagiew).

Nasza „Halka” jest opowieścią o skrajnych emocjach w konkretnej rzeczywistości historycznej – paradoksalnie wciąż powracającej – w której istnieje warstwa niezdolna do przewodzenia narodowi i odpowiedzialności oraz druga grupa – która jeszcze nie okrzepła, nie dojrzała do przyjęcia odpowiedzialności za kraj. W cieniu wielkich emocji odbywa się historiozoficzny kontredans – niemożność sprawowania władzy z jednej strony i niemożność przejęcia jej z drugiej. Myślę, ze sytuacja historyczna 1846 r., służąca jako podstawa libretta – nie w tak okrutnej formie, lecz jako model braku odpowiedzialności klas, chcących sprawować rząd dusz, jest w naszej historii wątkiem bardzo tragicznym i ciągle obecnym. O tym jest ta „Halka”, jak również o niedojrzałości elit, a może także o niedojrzałości społeczeństwa. Ta gorzka prawda powinna być przesłaniem tego spektaklu – pisał w programie M. Krzyżanowski.

Interesujące i niebanalne inscenizacyjnie przedstawienie było także znakomite w swej warstwie muzycznej. Pięknie brzmiała orkiestra pod batutą A. Wicherka, który wydobył z Moniuszkowskiej partytury wiele ciekawych pomysłów muzycznych. Maestrią wokalną (m.in. pieśń w kościółku) błysnął również chór, jak zwykle znakomicie przygotowany przez Marka Jaszczaka. Szkoda, że wśród łódzkich sopranistek nie znaleziono godnej odtwórczyni partii tytułowej. Nie ma śpiewaczek mających „Halkę” w repertuarze – mówił A. Wicherek. – Na przesłuchaniu do tytułowej partii zjawiło się wiele pań, ale miały przygotowaną jedną arię. To bardzo trudne śpiewanie, wymagające doskonalej techniki i dobrej gry aktorskiej. 8 czerwca jako Halka zaprezentowała się Halina Fulara-Duda, młoda sopranistka związana z operą bydgoską, która tę rolę przygotowywała niecały miesiąc. Dysponuje ona dźwięcznym, nośnym, obdarzonym urodą głosem, którym umiejętnie operowała we wszystkich rejestrach tej niełatwej partii. Imienniczka Moniuszkowskiej bohaterki urzekała nastrojem i szlachetną prostotą interpretacji, która okazała się tu bardzo trafna. Do pełnej scenicznej kreacji zabrakło jednak dojrzałego aktorstwa. Znacznie bardziej poruszającą i wyrazistą postać stworzyła moim zdaniem Małgorzata Borowik, która śpiewała Halkę na drugiej premierze. Znakomita łódzka mezzosopranistka, znana z wielu wspaniałych ról, doskonale poradziła sobie wokalnie z partią Halki, imponując pięknym głosem. Jej kreacja była zdecydowanie bliższa uosobieniu antycznej bohaterki (jak pragnął przedstawić Halkę K. Kelm). Widzieliśmy miłość i nadzieję, ból i cierpienie, niepokój i gniew, szaleństwo i śmierć. Tym wszystkim, co było udziałem jej bohaterki, wszystkimi uczuciami targającymi nieszczęsną Halką, Małgorzata Borowik dzieliła się z widzami, dając im wiele niezapomnianych emocji, przeżyć i wzruszeń. Interesująco zaprezentował się Krzysztof Bednarek i to zarówno pod względem formy wokalnej, jak i aktorskiej. Jego Jontek (śpiewał go w obu przedstawieniach) był sporym atutem spektakli. Wielkie brawa artysta zebrał za zaśpiewaną ładnie i z uczuciem dumkę Szumią jodły. Mistrzostwem wokalnym i aktorskim dwukrotnie popisał się Zbigniew Macias jako sprawca tragedii nieszczęsnej dziewczyny, czyli Janusz. Dużą radość sprawiło mi pojawienie się po długiej nieobecności na łódzkiej scenie Piotra Nowackiego, znakomitego w roli Stolnika. Również Tomasz Fitas świetnie poprowadził tę partię podczas drugiej premiery. Pozostali śpiewacy: Dorota Wójcik, Agnieszka Makówka (Zofia), Andrzej Kalinowski (Dziemba), Andrzej Niemierowicz (Dudarz) także wypadli interesująco.

Po obejrzeniu dalekiej od tradycyjnych schematów łódzkiej realizacji Halki nasuwa się refleksja, że stary, choć wiecznie nowy pozostaje Moniuszko (R. Sas, Halka w płomieniach). Halka nadal oddziałuje z ogromną siłą. Jakże trafnie napisał o tej operze Wojciech Szulczyński (Płonąca Żagiew): Jej romantyczna melancholia wsparta żywą, mimo swego melodramatycznego charakteru akcją, autentycznym głębokim liryzmem i dramatyczną wymową, pozostanie na trwale obecna w światowym repertuarze. Zadecydował o tym oczywiście muzyczny geniusz kompozytora, ale także, być może przede wszystkim, gruntowne przemyśleniem przez autora i – co szczególnie istotne – przez kompozytora, takiej kompozycji libretta, by oddziaływało z niezmienioną silą na rozmaitą publiczność i w rozmaitym czasie historycznym i zawsze wywoływało podobny rodzaj skojarzeń i emocji. Zasadnicza okazała się tu decyzja Moniuszki o wyborze poematu Wolskiego i przekształceniu go, wraz z poetą, w nowy, samodzielny utwór. Dalej: włączenie w operę tańców góralskich, ognisty mazur, dramatyczne recytatywy Halki, aria-dumka Jontka, wreszcie pomysł płonącej żagwi – symbolu cierpienia indywidualnego i zbiorowego. Żagwi: płonącego świata i bólu w każdym z nas.

Dorota Pulik

PS. Premierze Halki towarzyszyła ceremonia wręczenia orderów i odznaczeń najbardziej zasłużonym pracownikom teatru. Najwyższe odznaczenia – Kawalerski Krzyż Zasługi – otrzymali: Stanislaw Dyzbardis (wieloletni dyrektor) oraz lubiany bas, Tomasz Fitas. Złoty Krzyż Zasługi otrzymali: Jerzy Wolniak i Kazimierz Kowalski. Wśród odznaczonych Srebrnym Krzyżem Zasługi znalazły się m.in.: primabalerina Edyta Wasłowska, Jolanta Bibel, Krystyna Rorbach, Joanna Woś. Odznaki „Zasłużony dla Kultury” otrzymali m.in.: pierwsza solistka baletu Malwina Poleszak, soliści baletu: Jan Łukasiewicz, Krzysztof Pabjańczyk, tenor Krzysztof Bednarek.

Natomiast 20 czerwca odbyła się, jak zwykle na zakończenie sezonu, ceremonia wręczenia „Zlotych Masek” za kreacje teatralne. Z wielką radością łódzcy operomani przyjęli fakt, że „Złota Maska” dla najlepszej aktorki przypadła w udziale Joannie Woś za kreację Elwiry w Purytanach.