Trubadur 4(25)/2002  

This is because of the high success that the company can have. It is important to provide caplets that provide a sufficient contact force during the encapsulation process to ensure that alli tablets for sale the caplets are sufficiently adhered to the mold. Most people who suffer from depression don’t have a family history of depression or have not been diagnosed with depression in their family.

Generic viagra can also be prescribed for women who have been diagnosed as being infertile, or who have an infection caused by hiv or hepatitis b. However, even https://makantalk.com/category/iklan/ a short delay in treatment may cause further complications. There are different reasons for this including: side effects may be different.

In addition, if the online drugstore offers the medicine at a cheaper price, the pharmacy can also send you the information you will need to make a credit card payment. Find out ciprobay 500mg price how the best online pharmacies compare with high street pharmacy. The use of corticosteroids is not only recommended in the treatment of acute allergic reactions, but also for treating chronic inflammatory processes in patients with immune diseases.

Artur Ruciński

Artura Rucińskiego usłyszałyśmy po raz pierwszy podczas IV Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki. Studiował wtedy na V roku Wydziału Wokalnego Akademii Muzycznej im. Chopina w Warszawie, w klasie prof. Jerzego Knetiga. W I etapie młody śpiewak wykonał recytatyw i arię Almavivy z III aktu Wesela Figara, Tren VI Moniuszki i Serenadę Don Juana Czajkowskiego. Pisząc ten tekst sięgnęłyśmy do swoich notatek robionych na bieżąco podczas przesłuchań konkursowych. Przy nazwisku Rucińskiego napisałam: PIĘKNIE! i w mojej prywatnej opinii zakwalifikowałam go do dalszych etapów (B. Pardo). A w mojej książce programowej widnieje zapis: śpiewa nastrojowo, wyraziście (K. Gardzina). W etapie II artysta zaśpiewał arię Walentego z II aktu Fausta, pieśń Szymanowskiego Jestem i płaczę oraz jedną z pieśni z cyklu Don Quichotte á Dulcinée Ravela. Uznałyśmy Rucińskiego za jednego z najlepszych śpiewaków wśród wszystkich uczestników konkursu. Bardzo podobał nam się jego czysty, nośny baryton o pięknej barwie, którym artysta operuje bez wysiłku. Zarówno wykonanie repertuaru operowego, jak i pieśniarskiego kwalifikuje Artura Rucińskiego jako śpiewaka wszechstronnego. Po raz kolejny usłyszałyśmy go wiosną bieżącego roku w Akademii Muzycznej. Podczas uroczystego koncertu dyplomantów wykonał arię Posy z IV aktu Don Carlosa, towarzyszyła Orkiestra Symfoniczna Akademii Muzycznej, którą dyrygował Jerzy Kosek. Ruciński zaśpiewał znakomicie i oceniamy, że mógłby zmierzyć się z całą trudną partią Pozy. Stanie się to niebawem w Warnie, gdzie Artur Ruciński wystąpi u boku swego obecnego opiekuna wokalnego Kałudi Kałudowa. Obecnie artysta rozpoczął pracę na scenach obydwu stołecznych teatrów operowych. Wielu Klubowiczów widziało Artura Rucińskiego w Teatrze Wielkim i w Operze Kameralnej, pozostali z pewnością go zobaczą i o nim usłyszą. Dlatego warto przybliżyć sylwetkę młodego śpiewaka, który ma szansę na wielką karierę wokalną i sceniczną.

Artur Ruciński mówi, że właściwie muzykę ma we krwi, cała jego rodzina muzykuje lub jest z muzyką związana (rozmowy z Arturem Rucińskim można było wysłuchać jakiś czas temu w I Programie Polskiego Radia w cyklu Sekrety – konkrety). Oboje rodzice śpiewaka byli artystami Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze, sam młody artysta uczył się m.in. gry na skrzypcach, oboju oraz uczęszczał przez krótki czas do szkoły baletowej. Naukę śpiewu rozpoczął w 1995 roku, w wieku 18 lat, w Państwowej Szkole Muzycznej im. Chopina w Warszawie pod kierunkiem prof. Knetiga. W następnym roku zdobył II nagrodę na Ogólnopolskim Konkursie Wokalnym Szkół Średnich w Łodzi i po zdaniu egzaminów został przyjęty na Wydział Wokalny warszawskiej Akademii Muzycznej. W 1997 roku zadebiutował na scenie stołecznego Teatru Wielkiego jako Guglielmo w Cosi fan tutte. Po dwóch latach otrzymał stypendium Niemieckiej Fundacji Hans und Eugenia Jutting i na jej zaproszenie dał recital w mieście Stendal. Artur Ruciński jest laureatem wielu konkursów wokalnych: wyróżnienie na I Ogólnopolskim Konkursie Wokalnym im. I. J. Paderewskiego w Bydgoszczy (1999 r.), III nagroda w kategorii oratoryjno-pieśniarskiej na VI Ogólnopolskim Konkursie Wokalnym w Dusznikach-Zdroju (2000 r.), II nagroda (I nie przyznano) na VI Ogólnopolskim Konkursie Operowym im. A. Didura w Bytomiu, III nagroda na XVI Międzynarodowym Międzyuczelnianym Konkursie Muzyki Kameralnej im. Bacewicza w Łodzi (2001 r.). Artysta uczestniczył w festiwalach, ostatnio występował na Festiwalu im. J. Kiepury w Krynicy Górskiej, w Cieszynie i Zielonej Górze, gdzie wziął udział w wykonaniu kantaty Orffa Carmina Burana. W Paryżu śpiewał w Mesjaszu Händla i IX Symfonii Beethovena.

W ramach działalności operowej artysta śpiewał partię Ricarda Forth’a w koncertowym wykonaniu Purytanów Belliniego na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi. W maju 2001 roku wraz z zespołem Warszawskiej Opery Kameralnej odbył tournée po Hiszpanii, występując w Czarodziejskim flecie jako Papageno, którą to partią debiutował na scenie WOK. W tej roli podziwiać go było można podczas poprzedniego i ostatniego, XII Festiwalu Mozartowskiego. Artysta był znakomity wokalnie i aktorsko. Rola Papagena wymaga lekkości w głosie i ruchach, Ruciński w kostiumie pokrytym niebiesko-czerwonymi piórkami był idealnym ptasznikiem. W kolejnej charakterystycznej partii operowej, tym razem na scenie Teatru Wielkiego, zaprezentował się Artur Ruciński w Turandot, gdy tytułową bohaterkę śpiewała Eva Martón, a w roli Calafa wystąpił Janez Lotrič. Młody śpiewak kreował rolę Pinga i jego piękny, dźwięczny baryton zdecydowanie wyróżniał się w trójce „panów P” (Ping-Pang-Pong). I choć to postać drugoplanowa, artysta był prawdziwym partnerem dla głównych bohaterów opery. (Artur Ruciński zadebiutował w roli Pinga już wcześniej, 14 czerwca 2002, w przedstawieniu tym debiutował również Tomasz Kuk w roli Kalafa i Lada Biriucov jako Turandot). Szczęściem to właśnie Ping ma z trójki mandarynów najwięcej do śpiewania (m.in. monolog rozpoczynający II akt) i do grania. I w tej roli Artur Ruciński wypadł świetnie, tak w scenach komicznych, jak i dramatycznych (przesłuchanie Liu) – co bardzo ważne, z dużą swobodą, ale bez zbytniego zgrywania się zachowywał się na scenie.

Partię Oniegina w tym sezonie Artur Ruciński wykonał na obu warszawskich scenach operowych. W Warszawskiej Operze Kameralnej można go było podziwiać już w kwietniu b. r., kiedy śpiewał Oniegina podczas premiery trzeciej obsady w WOK (patrz: Trubadur nr 2/2002). W spektaklu tym Artur Ruciński wystąpił ponownie na początku października. Teraz młody artysta jeszcze udoskonalił swoją interpretację, nadał jej więcej mocy i dramatyzmu. Również wokalnie artysta wypadł świetnie – dźwięczny głos, piękna kantylena w arii z I aktu i bardzo udany finał. Także na scenie Teatru Wielkiego Ruciński doskonale sprawdził się jako Oniegin w zupełnie przecież innej inscenizacji. Więcej – mimo dość sztywno poprowadzonych przez reżysera ruchów postaci odmalował bardzo przekonujący portret Eugeniusza – dandysa, dał mu wiele własnej młodości i… wdzięku. Ruciński doskonale poradził sobie także z wielką przestrzenią sceny Opery Narodowej, jego dźwięczny głos przybierający czasami wręcz tenorowe brzmienie (śpiewak bardzo swobodnie posługuje się głosem w wysokich rejestrach) był doskonale słyszalny również z kulisy i głębi sceny.

Dzięki temu, że od czasu do czasu Telewizja Polska jednak przypomina sobie o swojej kulturotwórczej misji, można było również zobaczyć Artura Rucińskiego na ekranie telewizora. Co prawda wymagało to koczowania przed odbiornikiem do późnych godzin nocnych (początek o 23.30), ale w końcu wytrwali mogli obejrzeć spektakl drugiej części tryptyku operowego Ziemia Urlo skomponowanej przez Balakauskasa dla Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień. Właściwie jedynie dla kreacji wokalnych Rucińskiego (rola Świadka) i Anny Karasińskiej warto było tę – przyznajmy – nudnawą rejestrację zobaczyć, czy raczej usłyszeć.

Piękny głos o charakterystycznej barwie i sporym wolumenie, dobra szkoła, naturalne aktorstwo, znakomita prezencja sceniczna, mądre (jak na razie) planowanie kolejnych kroków na drodze kariery… Artur Ruciński ma wszelkie dane, by w przyszłości stać się jednym z najlepszych barytonów na scenach polskich, a wierzymy, że i zagranicznych. Jako miłośniczki tego rodzaju głosu będziemy mocno trzymać kciuki.

Katarzyna K. Gardzina, Barbara Pardo