Trubadur 4(25)/2002  

I took them every single night, even though i am taking a very low dose (250mg) because of the side effects. The drug has been https://confessionsofabrandaholic.com/contact-us/?shared=email&msg=fail used for over thirty years to treat paraxodids syndrome patients. To make sure that the patients receive the drug in the most efficient way, the aetas has decided to increase the price of the drugs up to $ 600.

Nolvadex side effects may occur and they are usually mild in nature. After that, he asked me about my work and that i could also use dreamweaver for editing the website but i told him i would start Nagykanizsa dapoxetine tablets price in india using ps. The most important factor which influences the success of a therapy is the duration of treatment with the antibiotic (the duration of treatment is the time during which the infection is eradicated), the dosage of the antibiotic, and the dosage of the drug and the duration of the therapy, the drug and the duration of the therapy.

Generic clomid works in the same way as original clomid. The clinical relevance of tramadol for pain and opioid-tolerant patients has been assessed using a price metformin 500 mg Faratsiho variety of formulations. You may be happy to get away from your busy work schedule or you might enjoy a trip with your kids.

Księżniczka czardasza w Gliwickim Teatrze Muzycznym

Już prawie 90 lat Księżniczka czardasza Emmericha Kalmana jest żelazną pozycją teatrów muzycznych Europy. Znakomite połączenie atmosfery wiedeńskich salonów z węgierskimi rytmami czardasza w zbiór niezwykle popularnych, melodyjnych i lubianych operetkowych przebojów gwarantuje sukcesy tej pozycji u publiczności. Nic więc dziwnego, że sięgnął po nią także i Gliwicki Teatr Muzyczny (obecna nazwa gliwickiej operetki).

Spektakl przygotował Wojciech Adamczyk (aktualny dziekan Wydziału Reżyserii warszawskiej PWST), reżyser doświadczony w widowiskach muzycznych, inteligentny i konsekwentny. Jego koncepcja prezentacji tej operetki jako utworu sentymentalnego, wzruszającego, choć nie pozbawionego dowcipu i lekkości właściwej gatunkowi – całkowicie się powiodła. Oglądamy przedstawienie o zwartej fabule, wciągające subtelnie podaną intrygą. Postaci zarysowane wyraziście są zabawne, ale i melodramatyczne. Wojciechowi Adamczykowi sekundują pozostali realizatorzy: scenograf Wojciech Jankowiak, autorka kostiumów Marta Hubka, choreograf – Zofia Rudnicka. Można oczywiście znaleźć i wytknąć różne braki, ale stanowią one drobne, niemal incydentalne elementy i nie psują wrażenia całości.

Wojciech Adamczyk znakomicie również dobrał dwoje głównych wykonawców: Małgorzatę Długosz (Sylva) i Witolda Wronę (Edwin). To na nich spoczywa cały prawie wokalny ciężar tej operetki. Małgorzata Długosz śpiewała już tę partię z dużym powodzeniem w warszawskiej Romie (1999). Do swej obecnej interpretacji wnosi autentyczny młodzieńczy urok, sceniczną urodę i ładny, sugestywny śpiew. Może chwilami jej niewielki stosunkowo wolumen głosu rozpływa się w nie najlepszej akustyce sali, może czasem fraza wydaje się zbyt krótka, ale to raczej drobiazgi w całokształcie dobrego wrażenia wokalnego. Myślę, że artystka ta rozwija swój wielki talent w sposób prawidłowy i konsekwentny. Gliwicka Czardaszka jest jej kolejnym sukcesem na tej scenie (po Księżnej w Ptaszniku z Tyrolu). Partnerem scenicznym, i to bardzo dobrym, Małgorzaty Długosz okazał się Witold Wrona. To czołowy dziś tenor zespołu gliwickiego, obdarzony nie tylko ładnym głosem, ale i aparycją godną amanta sceny muzycznej. Artysta ten szczególnie lubi role właśnie raczej smutne, melancholijne (jest m. in. bardzo dobrym Księciem Su Czongiem w Krainie uśmiechu). W nich jego aktorstwo, nerw i temperament sceniczny ujawniają się najwyraźniej. A śpiewa głosem pełnym żaru, blasku, może czasami zbyt napiętym. Z Małgorzatą Długosz stanowili parę nie tylko dobraną scenicznie, ale i wyjątkowo zgraną wokalnie. Nic więc dziwnego, że zbierali najwięcej oklasków przy otwartej kurtynie.

Pozostali wykonawcy, a zwłaszcza druga para (Monika Rajewska – Stasi i Arkadiusz Dołęga – Boni) – również mogła zadowolić. Muzycznie premierę przygotowali na zupełnie przyzwoitym poziomie Ruben Silva (dyrygent) i Henryk Wicherek (kierownictwo chóru). Omawiana premiera odbyła się 6 października 2002 roku.

Jacek Chodorowski