Trubadur 3(28)/2003  

Nagroda werystyczna 2003. Komitet Letniego Festiwalu Umberta Giordano w Baveno przyznał swą doroczną nagrodę za wyróżniające się kreacje w operach tego kompozytora – otrzymali ją Giuseppe di Stefano i Plácido Domingo. Podczas zamykającej festiwal uroczystości wręczenia nagród przewodniczący komitetu Nandi Ostali zaprosił na scenę obu artystów, podkreślając ich olśniewające kreacje szczególnie w partii Andrei Cheniera oraz Lorisa w Fedorze. Domingo, który w tych dniach występował w Salzburgu (śpiewając Samsona), z trudem zdążył dotrzeć do Baveno, gdyż najbliższe lotnisko (w Mediolanie) zamknięto czasowo z powodu gwałtownej burzy, w końcu jednak wszystko skończyło się szczęśliwie. Festiwal w Baveno poświęcony jest zapomnianym, niedocenianym dziełom kompozytorów werystycznych, więc w jego finale melomani, zebrani w ogrodach należącej niegdyś do Umberta Giordana willi Fedora nad jeziorem Maggiore, wysłuchali pierwszej opery kompozytora, Mala vita. Wystąpili młodzi śpiewacy: Paola Di Gregorio (sopran), Chiarastella Onorati (mezzosopran), Maurizio Graziani (tenor) i Massimo Simeoli (baryton), a orkiestrą Pomeriggi Musicali di Milano dyrygował Mauro Trombetta. (JB)


Strajk w operze. Czy reforma systemu zasiłków może mieć coś wspólnego z operą? Okazuje się, że tak, i nie chodzi tu bynajmniej o dzieło poruszające ten ważny społecznie problem. Jak pokazał tegoroczny lipiec, reforma systemu emerytalnego może mieć zasadniczy wpływ na życie operowe, przynajmniej we Francji. W kraju tym ogłoszenie wstępnych planów reform wywołało falę strajków, która doprowadziła do odwołania większości festiwali teatralnych i operowych, którymi zwykle można się cieszyć we Francji w lecie, po zakończeniu normalnego sezonu. Wydawało się, że ocaleje festiwal w Orange. Przedstawienia wprawdzie się odbyły, ale nie obyło się bez awantur. Transmitowany na żywo w telewizji Otello został przerwany po II akcie przez strajkujących. Realizatorzy transmisji chyba wyczuli, że coś się święci, bo mieli w pogotowiu nagranie III i IV aktu z wcześniejszego przedstawienia. Z kolei przerwano również przedstawienie Traviaty kilka dni później, ponieważ ktoś uruchomił… przeraźliwie głośny alarm samochodowy. Na szczęście w czasie przerwy urządzenie znaleziono i przedstawienie mogło być kontynuowane. Po spektaklu wściekła publiczność omal nie zlinczowała pracowników technicznych, którzy pojawili się na scenie. Dopiero po kilkunastu minutach dyrygent, Pinchas Steinberg, i Rolando Villazon (Alfredo) zdołali na tyle uspokoić publiczność, by można było jej wyjaśnić, iż to nie obecni w teatrze pracownicy podłożyli alarm, ale radykalni związkowcy. I kto mówi, że opera to martwa dziedzina sztuki, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i aktualnymi problemami? (AK)


Salzburg zawrzał. Premiera nowej produkcji Uprowadzenia z seraju na tegorocznym Festiwalu w Salzburgu wywołała skandal, jakich mało. Głośne protesty wykwintnej publiczności i fatalne (łagodnie rzecz ujmując) recenzje, które zgodnie nie zostawiły suchej nitki na reżyserze, sprawiły, że dyrekcja festiwalu podjęła bezprecedensową decyzję. Reżyser Stefan Herheim został poproszony o wzięcie udziału w spotkaniu z publicznością na temat kontrowersyjnej produkcji, a następnie o wzięcie pod uwagę krytycznych opinii i… wprowadzenie odpowiednich zmian. Zdumienie w świecie operowym nie miało granic – zwykle przecież dyrektorzy teatrów czy festiwali po cichu pozbywają się inscenizacyjnych niewypałów albo ignorują negatywne opinie, ciesząc się z reklamy, którą zapewniają wszelkie polemiki. Czas pokaże, jakie rezultaty przyniesie nowa taktyka dyrekcji Salzburger Festspiele. (AK)


Czarne chmury nad MET. Już dawno złe wieści nie nadchodziły z Met z taką częstotliwością. W czerwcu nowojorska opera chyba oficjalnie zerwała ze swoim najhojniejszym sponsorem, biznesmenem Alberto Vilarem, usuwając jego imię z jednego z balkonów w teatrze (a imię tworzyły przybite do balustrady wielkie, doskonale widoczne litery). Vilar, który od kilku lat wspierał Met (i wiele innych instytucji) milionami dolarów, od kilkunastu miesięcy jest w poważnych tarapatach finansowych, co zmusiło go do wycofania się z wielu sponsorskich zobowiązań. Z jakiegoś powodu konfliktu z Met na tym tle nie udało się rozwiązać po cichu – oprócz usunięcia imienia Vilara z teatru doszło również do upublicznienia listu wysłanego kilka miesięcy wcześniej przez Placida Dominga do Vilara, w którym hiszpański tenor nalega na wyjaśnienie sprawy niezapłaconych, a obiecanych 2 milionów dolarów (pieniądze założył Domingo, ale jego list pozostał bez odpowiedzi).

Jakby tego było mało, Met straciła również sponsora swoich cotygodniowych transmisji radiowych. Transmisje te były sponsorowane przez kilkadziesiąt lat przez firmę Texaco, której obecny właściciel, koncern Chevron (do połączenia firm doszło kilka lat temu) ogłosił, że od następnego sezonu żadnego sponsorowania już nie będzie. Teatr gorączkowo szuka następcy Texaco, a fani opery zastanawiają się, czy omijać szerokim łukiem stacje benzynowe Texaco, czy też jednak dziękować firmie za tyle wspaniałych transmisji.

Jakby i tego było mało, Met czeka najprawdopodobniej bardzo kosztowny spór sądowy z zarządcami majątku Sybil Harrington. Powód? Nierespektowanie życzeń zmarłej milionerki. Sybil Harrington zostawiła teatrowi w spadku miliony dolarów na nowe produkcje, pod warunkiem, że owe produkcje będą tradycyjne (czyli kostiumy z epoki i żadnych pseudonowoczesnych udziwnień). Zarządcy majątku pani Harrington pozwali Met do sądu, ponieważ, według nich, obecna inscenizacja Tristana i Izoldy wystawiona za pieniądze hojnej sponsorki jest niezgodna z warunkami testamentu (jest minimalistyczna, bez wspaniałych kostiumów i scenografii, czyli nowocześnie udziwniona). Dziennikarze z lubością zaczęli pisać o reżyserii zza grobu, choć raczej powinni się dziwić, dlaczego stronie skarżącej trzeba było aż dwóch lat na wystąpienie z pozwem. Premiera obecnej inscenizacji Tristan i Izoldy w Met odbyła się bowiem w 2001 r. (AK)


Sądna Zemsta nietoperza. Podczas jednego z przedstawień Zemsty nietoperza w Operze Waszyngtońskiej na balu u księcia Orłowskiego pojawiło się troje sędziów Sądu Najwyższego USA. Szacowni goście nie śpiewali i ponoć jedynym powodem ich wizyty była miłość do opery i chęć wzięcia udziału w przedstawieniu. Może to i prawda, ale mający sporo na sumieniu Gabriel von Eisenstein nie czuł się chyba zbyt pewnie w ich bliskości… (AK)


Spotkanie przy ognisku. Napięte plany koncertowe, teatralne i wakacyjne Klubowiczów spowodowały, że tradycyjne, trzecie już trubadurowe ognisko u Kasi Gardziny odbyło się nie jak dotychczas po zakończeniu Festiwalu Mozartowskiego, lecz tuż przed jego rozpoczęciem, 14 czerwca. Spotkaliśmy się w pięknym, pełnym zieleni ogrodzie, przy ognisku, pysznych kiełbaskach (jak poprzednio przywiezionych przez Zuzannę Zacharewicz) oraz innych smakołykach przygotowanych przez gospodynię i Klubowiczów. Jak to zwykle bywa na klubowych spotkaniach, tematy operowe mieszały się z bardziej przyziemnymi, wspominaliśmy miniony sezon i planowaliśmy spotkania w WOK na nadchodzącym XIII Festiwalu Mozartowskim. Czas płynął bardzo miło, ale o wiele za szybko. Pozostaje nadzieja – do zobaczenia za rok! (KW)