Trubadur 2(31)/2004 (Dodatek Moniuszkowski)  

W Warszawie czuję się doskonale
Rozmowa z Sergio Segalinim

– „Trubadur”: Już po raz trzeci mamy przyjemność rozmawiać z Panem o wrażeniach z Konkursu Moniuszkowskiego, jaka była tegoroczna edycja?

– Sergio Segalini: Moje wrażenia są, jak i poprzednio, bardzo pozytywne. Przede wszystkim chciałbym jeszcze raz podkreślić, że Konkurs Moniuszkowski jest konkursem niezwykle trudnym, wymagającym od uczestników dużo wysiłku i pracy. W II etapie śpiewacy musieli zaprezentować aż cztery utwory – takie utrudnienie nie występuje na żadnym konkursie wokalnym na świecie! Słuchaliśmy więc w większości przypadków śpiewaków naprawdę bardzo dobrze i solidnie przygotowanych. Oczywiście brakowało wśród uczestników wielkich osobowości wokalnych, jednak nie jest to problem konkursu warszawskiego, lecz – zaryzykuję twierdzenie – efekt jakichś zmian genetycznych w gatunku ludzkim! Wiele rodzajów głosów stało się niezwykle rzadkich, zarówno w Polsce i byłym ZSSR, jak i we Włoszech, Hiszpanii czy Ameryce.

Konkurs Moniuszkowski jest dla mnie niezwykle interesujący, i dlatego też po raz trzeci z radością przyjąłem zaproszenie do jury, ponieważ jest to konkurs inny niż pozostałe. Dla mnie jest nadzwyczajny i godny podziwu także i z tego powodu, że jest on wyrazem pięknej walki, jaką toczy Maria Fołtyn w obronie polskiej kultury narodowej, walki toczonej w naprawdę wielkim i pięknym stylu. Z drugiej strony, taka formuła konkursu niesie też pewne niebezpieczeństwa, otóż przy obecnym rozleniwieniu młodzieży, przy zawrotnym i często bezsensownym tempie pogoni za tzw. karierą, wielu młodych śpiewaków z Włoch, Francji czy USA albo odczuwa strach przed nieznanym repertuarem, albo też nie chce im się poświęcać czasu na naukę utworów kompozytorów polskich: Moniuszki, Pendereckiego, Lutosławskiego itd.

Generalnie jest to konkurs bardzo poważny i moje wrażenia są niezmiennie bardzo pozytywne.

– Po obu poprzednich konkursach rozmawialiśmy ze znakomitym krytykiem muzycznym, szefem Opera International, tym razem poprosiliśmy o wypowiedź dyrektora artystycznego jednego z najważniejszych włoskich teatrów operowych, weneckiej La Fenice. Jakie są Pana projekty?

– Sezon w odbudowanej La Fenice otwieramy oficjalnie w listopadzie Traviatą, która została przecież przez Verdiego napisana dla Wenecji. Potem Le roi de Lahore Masseneta, następnie Parsifal – Wagner to przecież postać dla Wenecji ważna; znowu repertuar włoski: Pia de' Tolomei Donizettiego w nowej, specjalnie dla nas przygotowanej edycji krytycznej. Następnie Mahomet II Rossiniego, ale nie w wersji neapolitańskiej, lecz tej przygotowanej specjalnie dla Wenecji. Proponowałem waszej wspaniałej Ewie Podleś udział w tej produkcji, niestety – czego ogromnie żałuję – musiała odmówić z powodu innych zobowiązań artystycznych. Później Dafne Richarda Straussa; dwie opery Goffreda Petrassiego, kompozytora, który umarł dwa lata temu; nigdy nie wystawiana w Wenecji opera Mozarta La finta semplice; sezon zakończymy Wielką księżną Gérolstein Offenbacha. Kolejny sezon otworzymy w październiku 2005 Żydówką Halévy’ego.

– Czy Warszawa zmieniła się przez ostatnie lata?

– Do Warszawy wracam z ogromną przyjemnością, to naprawdę piękne i ciepłe miasto. Czuję się tu doskonale, ponieważ zarówno w architekturze, jak i w ogóle w polskim społeczeństwie, odnajduję wpływy kultury francuskiej, włoskiej, trochę niemieckiej i rosyjskiej. Natomiast niemiłym zaskoczeniem było to ohydztwo, które zasłoniło tył Teatru Wielkiego. Jak mogliście zbudować sobie takie coś w samym sercu miasta? Do tej pory bardzo podziwiałem, jak Polacy potrafili pieczołowicie rekonstruować zniszczone w czasie wojny budowle. Biurowiec Forstera, może sam w sobie nawet przyzwoity, pasowałby w jakiejś dzielnicy biurowej czy przemysłowej, ale tu!?

– Trzy lata temu naszą rozmowę zakończyliśmy nadzieją, że ponow-nie zobaczymy się na kolejnej edycji konkursu…

– Z radością przyjmę kolejne zaproszenie i pojawię się na VI Konkursie Moniuszkowskim. Jak podkreślałem, konkurs ten jest bardzo ważny i pełni istotną rolę w promowaniu polskiej kultury. Mam nadzieję, że rolę tę dostrzegą i docenią polskie władze i pomogą w organizacji następnej edycji.

Liczę, że spotkamy się za trzy lata. Wasze wydawnictwo wspaniale się rozwija, przyjmijcie serdeczne gratulacje za waszą wspaniałą i wielką pracę. Muszę przyznać, że gdybym ponownie na widowni nie widział „Trubadura”, byłby to dla mnie duży brak i sprawiłoby mi to smutek.

– Dziękujemy serdecznie.

rozmawiali Tomasz Pasternak i Krzysztof Skwierczyński