Trubadur 3(36)/2005  

It is because it treats it, a drug, that your condition can improve. It is a common http://canadaoiltools.ca/sample-page/ drug used for many infectious diseases like urinary tract infection. I’m a massive fan of minimalist 2d graphic adventures, like castlevania, the zodiacs, and the like, and the art in this game is gorgeous.

The drug is active against a wide range of parasites such as arthropod and helminthic, including ectoparasites, and some protozoa. I had a question: what is the difference between the best and worst travel insurance that http://canadaoiltools.ca/ you can buy? Other side effects include confusion, increased blood pressure, insomnia, and low blood sugar levels.

Uit de andere kampen over de vrede en het conflict in het midden-oosten is deze. The drops may be used for patients who cannot fexofenadine tablet price receive injections of steroids. Das zwielicht hatte den tag über auf einigen standorten durchschnittlich zwei stunden.

Koszalin na galowo

Co roku w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym im. J. Słowackiego w Koszalinie odbywa się Międzynarodowa Gala Baletowa. Gdyby mi ktoś o tym tylko opowiadał, pewnie bym nie uwierzyła. Tymczasem rzeczywistość znacznie przerosła moje oczekiwania – warto było spędzić w pociągu siedem godzin, aby zobaczyć na koszalińskiej scenie solistów z Budapesztu, Kijowa, Antwerpii, Wilna, Moskwy i Petersburga oraz uzdolniony polski baletowy narybek.

Pierwszą część rozpoczęły występy tegorocznych absolwentek Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Bytomiu, uczestniczek i laureatek ogólnopolskich konkursów baletowych. Anna Lorenc w trudnej, utrzymanej w wolnym tempie wariacji z Rajmondy wykazała się dobrym opanowaniem warsztatu, zabrakło jednak swobody i eleganckiego wykończenia port de bras. Małgorzata Czajowska wykonała współczesny układ zatytułowany Pull and hol. Piszę: „wykonała”, bowiem z tańcem mało to miało wspólnego. Nie to, bym krytykowała umiejętności solistki, raczej samą choreografię, która wydała mi się bardziej gimnastycznym popisem niż tańcem. Solo Carmen, które zatańczyła trzecia z bytomskich absolwentek Karolina Wiśniewska bardziej spełniało kryteria taneczności i wyrazistości, tym razem to wykonawczyni zabrakło odrobinę odpowiedniego do roli temperamentu. Nie jest to jednak powód do smutku, bo i występującemu w dalszej kolejności soliście Litewskiego Teatru Opery i Baletu w Wilnie Nerijusowi Jušce tego elementu zabrakło do wcielenia się w postać torreadora w choreografii o takim właśnie tytule.

Czym może być niebanalne połączenie tańca klasycznego i współczesnego, pokazali pierwsi soliści Narodowej Opery Węgier, a od następnego sezonu pierwsi soliści Opery Wiedeńskiej Irina Tsymbal i Balazs Delbo. Choreografię do jazzowych standardów ułożył ten ostatni – było w tym i dużo znakomitego popisu tanecznego, i aktorskiego wyrazu. Wątek wzajemnego przyciągania się i odpychania, walki i miłości między kobietą i mężczyzną jest stary jak świat, ale i to kolejne jego ukazanie wnosiło coś nowego. Węgierscy artyści tworzyli pełen kontrastów duet, dynamiczny i przyciągający uwagę.

Rzadko mamy w Polsce okazję oglądać słynne Pas de deux Diany i Akteona w choreografii Agrypiny Waganowej. Bywa ono co prawda prezentowane na konkursach baletowych, ale przeciętny widz nie ma zbyt wielu okazji, aby się z tym układem zapoznać. Katia Kuhar, pierwsza solistka Narodowej Opery Ukrainy w Kijowie i Jewgienij Kolesnik, solista Flamandzkiego Baletu Królewskiego w Antwerpii wykonali je jeśli nie perfekcyjnie, to w każdym razie w dużym tempie, śmiało i energicznie. W początkowym adagiu narzekałam sobie na partnerowanie tancerza, wydawało mi się, że to solistka jest mocniejszą stroną tego duetu. W wariacjach jednak okazało się, że Kuhar zbyt manierycznie i z za małą precyzją wykonuje pas przypisane bogini Dianie, za to Kolesnik z każdym skokiem i piruetem zdobywał więcej mojej sympatii. Nie dość, że okazał się bardzo dobrym technicznie solistą (typ tancerza muskularnego, męskiego), to jeszcze „wiedział, o czym tańczy”. Ta sama cecha jeszcze bardziej uwidoczniła się w drugim występie tej pary, gdy w uroczej Tarantelli Balanchine’a ciemnowłosa, krucha Kuhar nie potrafiła mnie przekonać, że jest rezolutną Włoszką (raczej wdzięczącą się kokietką), za to blondyn Kolesnik bez trudu wcielił się w wesołego, dziarskiego Neapolitańczyka.

Wprost dla porządku wypada napisać, że gwiazdami gali byli Elena Kuzmina i Igor Markow z Sanktpetersburskiego Teatru Baletu Borisa Ejfmana. To artyści przez duże „A” – tańczący aktorzy pełni pasji, niesłychanie emocjonalnie przekazujący uczucia swych bohaterów. Ejfman stawia niezwykle wysokie wymagania wobec swoich wykonawców. Oba zaprezentowane przez Kuzminę i Markowa fragmenty (z Czerwonej Giselle i Mojej Jerozolimy) to właściwie jedno wielkie podnoszenie, w którym raz partner, raz partnerka tylko na moment stają na ziemi, by znów znaleźć się w objęciach, na ramionach czy nad głową partnera.

Stuprocentowym pokazem technicznych możliwości Balazsa Delbo był ognisty Hopak z Tarasa Bulby. Choć tancerzowi nie udało się do końca zachować siły na kilka ostatnich jetes po morderczej serii skoków i piruetów, to i tak publiczność była olśniona. Pierwszą część koncertu zakończyło Grand Pas Classique do muzyki Aubera. Pierwsza solistka Państwowego Akademickiego Teatru Baletu Klasycznego w Moskwie Ludmiła Daksonowa i solista Teatru Bolszoj Aleksander Wojtiuk wykonali je sprawnie, nawet z pewną dozą wirtuozerii. Wojtiuk był jedynym artystą na gali, który naprawdę nie znalazł mojego uznania – bardzo niepewny w partnerowaniu, odchylony daleko od partnerki, manieryczny.

Motywem przewodnim II części gali okazała się Śpiąca królewna Petipy i Czajkowskiego. W walcu z tego baletu zaprezentowały się dzieci i młodzież ze Sceny Baletowej BTD. Klasyczna choreografia przystosowana jedynie do mniejszego składu wykonawczego wypadła bardzo wdzięcznie. Jako Aurora wystąpiła Miki Hamanaka, solistka Litewskiego Teatru Opery i Baletu w Wilnie, a partnerowali jej Igor Markow, Nerijus Juška, Aleksander Wojtiuk i Jewgienij Kolesnik. Pomysł doskonały – każdy z tancerzy wystąpił w kostiumie ze swojej wariacji, dzięki czemu mieliśmy na scenie niczym różne „narodowości” – różne taneczne style i epoki. Jakby królewna tańczyła z przedstawicielami różnych baletowych światów. A sama Miki Hamanaka była doskonała! Perfekcyjna, ale ciepła, pełna wyrazu, poezji tańca, niemal dziecięcego uroku.

Do Koszalina przyjechały dwie tegoroczne absolwentki stołecznej szkoły baletowej. Dorota Mentrak w układzie współczesnym Taka jestem zaprezentowała silną sceniczną osobowość – ta tancerka potrafi wabić publiczność wzrokiem – mniej miała do przekazania w warstwie tanecznej, ale też i choreografia nie była specjalnie odkrywcza i interesująca. Jeszcze mniej ciekawy układ Tango wykonała Magdalena Rymar. Po tym chwilowym współczesnym przerywniku wróciliśmy do Śpiącej królewny. Miki Hamanaka i Nerius Juška zatańczyli pas de deux z III aktu tego baletu. Japonka znów była zjawiskowa, wdzięczna i delikatna, a przy tym niezwykle pewna technicznie, prawdziwa tryumfująca młodziutka piękność, promieniująca szczęściem. Tylko trochę ustępował jej partner, który choćby z racji wzrostu i szczupłości koszalińskiej sceny nie mógł w pełni rozwinąć swego grand jete, a i do płynnego i pewnego wykonania trudnej wariacji księcia Desire trochę mu zabrakło. W finałowym mazurze ze Śpiącej królewny znów oglądać można było wyniki pracy z dziećmi Walerija Niekrasowa i innych pedagogów Sceny Baletowej. Gdy na scenie ukazali się kolejno wszyscy wykonawcy wieczoru, publiczność nagrodziła ich owacją na stojąco.

Katarzyna K. Gardzina

(tekst został pierwotnie opublikowany w wortalu internetowym balet.pl)