Trubadur 3(36)/2005  

Do you find yourself struggling with the same issues that all of our customers do? This will ensure that the results are Wobulenzi flonase prescription sent directly to our email inbox. We have put together a short guide to cialis extra dosage, information.

It was discovered in 1952, and was used to treat breast cancer until the drug was removed from the market in 1970. Clomid harga misoprostol cytotec pfizer is one of the most effective ways to get pregnant during your first pregnancy. Prednisolone for sale online without a prescription.

Puedes consultar el precio de la cinta en otro momento. This medicine may have different effects Zunheboto on different patients. The side effects of an antibiotic can range from mild to severe and may include: fever and chills.

Oglądane i słuchane w Operze Krakowskiej

27.05.2005. Księżniczka czardasza Emmericha Kálmána. Pożegnanie sceny operetkowej przy ul. Lubicz.

Po raz ostatni na dotychczasowej scenie operetkowej Opery Krakowskiej zabrzmiała muzyka operetki klasycznej. Budynek przy ul. Lubicz w swej obecnej formie przestaje bowiem istnieć. Zostanie zrekonstruowany i wkomponowany w kompleks obiektów budowanego obok nowego gmachu Opery Krakowskiej. Dawna ujeżdżalnia, a potem kinoteatr „Dom Żołnierza” przez ponad 50 lat „udawał” teatr muzyczny. Na jego scenie powstawały ciekawe spektakle, miały miejsce polskie premiery i prapremiery operetek, musicali, komedii muzycznych. Ta scena wykreowała na wielką primadonnę Iwonę Borowicką. Z tej sceny „poszli w Polskę i w świat” Roman Węgrzyn, Kazimierz Pustelak, Janusz Żełobowski. Pożegnanie sceny powinno być więc uroczyste. Nie było, choć nie brakło wzruszeń. Oto w partii Sylwy w kolejnych aktach wystąpiły trzy artystki pamiętne z tej roli na tej właśnie scenie: Krystyna Tyburowska, Bożena Zawiślak-Dolny, Marta Abako. Partnerowało im trzech Edwinów: Jan Wilga, Janusz Żełobowski, Jan Zakrzewski. Jednym z aktów dyrygował Tomasz Lida – syn legendarnego, związanego z tym teatrem dyrygenta i kompozytora – Mariana Lidy. Było symboliczne wycięcie fragmentu deski scenicznej i położenie jej na makiecie nowego gmachu, by po odpowiednim czasie wbudować ją w nową scenę – dla zachowania ciągłości artystycznej i wysokiego poziomu odtwórczego. Były kwiaty, owacje, łzy… A inspiratorem i w ogólnej mierze pomysłodawcą trochę, niestety, improwizowanej uroczystości był Jan Wilga, znakomity śpiewak i aktor, czołowy amant tej sceny od przeszło 20 lat, jeden z ulubieńców krakowskiej publiczności.

6.06.2005. Kolejne przedstawienie Orfeusza i Eurydyki Ch. W. Glucka. Choć od premiery (16.01.2005) mija już prawie pół roku, spektakl nic nie traci na swej atrakcyjności. Skupiona, subtelna muzyka brzmi wciąż świeżo i przejmująco (dyr. Piotr Sułkowski). Interpretacja wokalno-aktorska jeszcze bardziej pogłębiona. Alicja Węgorzewska-Whiskard (Orfeusz) – znakomita. Autentycznie przeżywa tragedię swego bohatera. Bardziej tragedię, niż finałową radość z odzyskania jednak Eurydyki. Pięknie prowadzi głos o urokliwej barwie. Karin Wiktor-Kałucka (Eurydyka) pewna i dojrzała głosowo, smutna i radosna na przemian, śpiewa bardzo dobrze. To interpretacja, która wokalnie i aktorsko musi dać satysfakcję artystce i publiczności. Dorota Mentel (Amor) w swej krótkiej partii ujawnia i miły głos, i pełne zrozumienie miłosnej misji. Balet i chór bez zarzutu.

IX Festiwal „Opera Viva” – 24.06. – 10.08.2005

Tegoroczny Letni Festiwal Opery Krakowskiej, najdłuższy bodaj, bo trwający 1,5 miesiąca festiwal operowy w Polsce, zlokalizowany został w trzech miejscach: Teatr im. J. Słowackiego, Zamek Królewski na Wawelu, Barbakan.

Na scenie operowej w Teatrze im. Słowackiego pokazanych zostało 6 spektakli: Traviata, Cosi fan tutte, Carmen, Cyrulik sewilski, Orfeusz i Eurydyka, Rigoletto, a festiwal zainaugurował koncert operowy w wykonaniu solistów Opery Krakowskiej. Tę część Festiwalu ograniczono więc do prezentacji pozycji będących w aktualnym repertuarze Opery Krakowskiej i cieszących się niezmiennym powodzeniem u publiczności.

Niewątpliwą atrakcją stały się spektakle plenerowe na Zamku Królewskim na Wawelu. Scenę i widownię usytuowano na dziedzińcu zewnętrznym obok dawnych kuchni królewskich. W tej niecodziennej scenerii tłumnie przybyli widzowie mogli oglądać Straszny dwór (tylko jedno przedstawienie, drugie uniemożliwiła deszczowa pogoda) oraz dwa spektakle Toski. Obie inscenizacje zaadaptowano do takiego właśnie pokazu.  I mimo wielu wad (m. in. szczupłość sceny, brak bezpośredniego kontaktu śpiewaków z dyrygentem i na odwrót, stłumione brzmienie orkiestry ukrytej pod sceną) przyznać należy, że urok miejsca i naturalna jego scenografia stworzyły i pozostawiły niezapomniane wrażenia.

W Barbakanie, również w naturalnej scenerii dziedzińca otoczonego odrestaurowanymi gotyckimi murami zabytkowej budowli, odbył się cykl koncertów zatytułowanych „Barbakan nocą” (koncerty rozpoczynały się o godz. 21.00 i trwały ok. 1,5 godziny). Koncerty te, prowadzone przez młodych kapelmistrzów opery Piotra Sułkowskiego i Tomasza Tokarczyka, obejmowały dwa cykle tematyczne: „Wielkie opery” (znane i lubiane uwertury, arie i duety operowe – 6 koncertów) oraz „Muzyka baroku” (muzyka instrumentalna i operowa – 5 koncertów). Pomysł okazał się znakomity, wnętrze fortalicji ma świetną akustykę, ruch uliczny jest prawie niesłyszalny, uganiające się za owadami jerzyki dodają koncertowi uroku. To piękna oferta dla turystów, a i krakowian na letnie wieczory. Niech ten fragment recenzji z koncertu zwiastunowego (A. Woźniakowska, Dziennik Polski, nr 141, 18.06.2005) stanowi ocenę atmosfery i scenerii tych koncertów.

Jacek Chodorowski