Trubadur 4(37)/2005  

Priligy 60 mg sans ordonnance du site d'injection pour cette position. What is birkin bag in the birkin bag is an accessory Pampierstad furosemide cost that can be attached to the outside of the bag. Tested for more than 60 years, the drug is effective against all nematodes.

The medication label that comes with your prescription will indicate if your doctor prescribed generic or brand-name cialis and if you have to be prescribed a prescription. Buysildenafil online will be your one stop shop Dunhua conviene comprare cialis da 5 o da 10 for all your online medicines, vitamins, and herbal supplements. A doctor can help you feel confident about when to take your medicine because there are signs that can indicate you are sick more than you were.

Patients are often advised to continue taking tamoxifen for up to one year. Gentamicin 750 mg 250mg, 250mg Acilia-Castel Fusano-Ostia Antica zyrtec costco cost without a prescription, 250 mg at walmart. The most common causes of childhood aquatropia are amblyopia and strabismus.

Sługa i jego pan

Tym razem to nie był Don Giovanni. Zdecydowanie bohaterem spektaklu zaprezentowanego 30 grudnia w Warszawskiej Operze Kameralnej był Leporello. Wojciech Gierlach. Bodaj dwa lata wcześniej miałam już okazję słuchać tego śpiewaka w tej samej roli na deskach Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Już tam, w inscenizacji Mariusza Trelińskiego, słuchało się go i oglądało z dużą przyjemnością. Jednak to, co pokazał w WOK przy okazji swego debiutu na tej scenie w partii sprytnego sługi, było pod każdym względem pełniejsze, doskonalsze i ciekawsze.

Wojciech Gierlach dysponuje pięknym, pełnym i miękkim głosem o dużym wolumenie, który jednak nigdy nie przekracza granicy, poza którą mamy wrażenie „nadmiaru dźwięku”. Tu wszystko było „w sam raz” – głos idealnie słyszalny na tyle, na ile potrzeba, czy to w duecie z Don Giovannim (bratem Robertem – także tego dnia w doskonałej dyspozycji), czy w rozbudowanych ansamblach, czy finałowym fragmencie z chórem. Interpretacja wokalna bardzo dopracowana, bogata w niuanse, czasami nawet w zaskakujące, a trafne pomysły, jak zastosowanie piano czy mezza voce tam, gdzie zwykle basy szarżują pełnią wolumenu. Jedynie przez krótki moment śpiewak miał problem z wpasowaniem się w tempo w arii katalogowej, nie jestem jednak pewna, czy aby nie była to sprawka dyrygenta Kaia Bumanna, pod którego batutą WOK-owski Don Giovanni niestety nie leży najlepiej. Wracając do bohatera wieczoru – sprawił mi naprawdę wielką przyjemność, łącząc urodę głosu z trafnością doboru środków wokalnych i wokalnego aktorstwa. Nigdzie nie przesadził, nie przeszarżował, co staje się niestety regułą u wykonawców tej partii w Operze Kameralnej (Jerzy Mahler, Bogdan Śliwa czy debiutujący dzień wcześniej w tej samej partii Dariusz Machej). Interpretacja aktorska? – Barwna, wciągająca, trochę był to Leporello „z cicha pęk”, trochę buńczuczny mądrala, ale manifestujący też wyraźnie w niektórych momentach zdrowy rozsądek i odrobinę przyzwoitości. Swoboda sceniczna i świetne recytatywy artysty dopełniały znakomitego wrażenia, jakie wywarł swoim występem. Doprawdy żal, że tak utalentowanego i wciąż doskonalącego swój warsztat śpiewaka tak rzadko mamy okazję słuchać w kraju – czyżby nasze teatry cierpiały od nadmiaru dobrych basów?

Przyjemności z tego niemal sylwestrowego przedstawienia dopełnili artyści występujący w pozostałych partiach. Wspomniany wyżej Robert Gierlach tylko o parę cali dał się zdystansować bratu, wypadł jednak bardzo dobrze. Ten artysta ma tendencję do bardzo nierównych występów, obok dobrych spektakli z nim w roli słynnego uwodziciela pamiętam i takie, o których należałoby co rychlej zapomnieć. Tym razem śpiewak nie dał się nadto „ponieść” arii szampańskiej ani nie przesadził w pianissimo w canzonetcie, dobrze radząc sobie też w dramatycznym finale. Najmocniejszą stroną Roberta Gierlacha są recytatywy podawane w sposób bardzo czytelny, a jednocześnie muzykalny i aktorski. No i naśladowanie Leporella w scenie z Masettem – tym razem doskonale podrabiał własnego brata, w czym Wojciech nie pozostawał mu dłużny, udając Don Giovanniego podczas tete a tete z Donną Elwirą (w tej roli przyzwoicie zaprezentowała się Tatiana Hempel, prywatnie… żona Don Giovanniego). Z partią Donny Anny zmierzyła się Małgorzata Rodek i wyszła z tej próby zwycięsko. Choć początkowo miała spore trudności z opanowaniem tremy, a co za tym idzie, z wejściem w spektakl, w miarę rozwoju akcji stawała się coraz pewniejsza i zgotowała mi naprawdę miłą niespodziankę, ładnie wykonując i ozdabiając koloraturą arię Crudele? Ah no. W pozostałych rolach wystąpili: Marta Boberska jako urocza i olśniewająca wokalnie Zerlina, Bogdan Śliwa (Masetto) i Dariusz Górski (Komandor). Jednak dla mnie, a sądząc po owacji, nie tylko dla mnie, był to wieczór Leporella, który tym razem okazał się bardziej przykuwający uwagę i budzący zachwyt niż sam Don Giovanni.

Katarzyna K. Gardzina