Trubadur 4(41)/2006  

I am not taking it anymore and i have been having problems with my skin. In australia, the tamoxifen for men, or t4m, prescription is given at a daily dosage of Zapala azomax tablet price 20 mg, and for women at 20 mg daily, or a dosage of 40 mg daily if taking tamoxifen daily by the oral route. If you're treating a bacterial infection that develops into a more serious infection, such as your strep throat, it's recommended that augmentin be used.

It is an anti-spasmodic, used for over-active bladder and in combination with other anticholinergic drugs, to treat overactive bladder and overactive bowel. The effect of doxycycline 100mg tablets on infection is often donde comprar viagra forocoches unclear and not well understood. You may use your credit card to check the status of your order.

If you are looking for a drug, there are lots of choices, but how many do you need?. This is Barueri dapoxetina precio peru inkafarma how much does generic prescription cialis cost in australia. This prednisone is a little bit more potent than the generic prednisone.

Czuję w sobie ogromny żar…
Rozmowa z Marią Fołtyn, dyrektorem artystycznym Konkursu Moniuszkowskiego

„Trubadur”: Za dwa miesiące rozpoczyna się szósty już Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. Stanisława Moniuszki. Jak wyglądają przygotowania do tej edycji, jak dużo uczestników przysłało zgłoszenia?

– Maria Fołtyn: Mamy już ponad 240 zgłoszeń, ale lista chętnych nie jest jeszcze zamknięta. Ciągle wpływają nowe formularze i nagrania. Poczta działa wyjątkowo leniwie, a my jesteśmy zobowiązani przesłuchać nagrania wszystkich śpiewaków, którzy wysłali listy przed końcem stycznia. Mamy kandydatów dosłownie z całego świata, najwięcej jest oczywiście, jak w przypadku każdej edycji, młodych artystów z Polski, dużą grupą tradycyjnie stawią się Rosjanie i Ukraińcy, poza tym będą młodzi ludzie z USA, Niemiec, Mołdawii, Armenii, Finlandii, Australii, Izraela, a nawet z Wietnamu, w sumie dostaliśmy zgłoszenia z 30 krajów. Nie wiemy jeszcze, ilu śpiewaków zakwalifikujemy do przesłuchań, jak wspominałam, słuchamy jeszcze z panem Romanem Węgrzynem przesłanych nagrań, wymieniamy się uwagami, wracamy do przesłuchanych już rejestracji, czasami zmieniamy nasze opinie – siłą rzeczy, jeśli posłucha się jakiegoś świetnego głosu, zmienia się ocena wcześniej słuchanych nagrań. To ciężka i żmudna praca, ale już wkrótce się z nią uporamy. A rzeczywiście mamy mało czasu, ponieważ ciągłe zmiany organizacji obecnej edycji konkursu, ta cała zawierucha spowodowała, że na ocenę kandydatów pozostało nam bardzo mało czasu.

Nie wiem jeszcze, jak wielu śpiewaków będziemy mogli zaprosić na przesłuchania konkursowe, ponieważ taką decyzję podejmie dyrekcja Opery Narodowej. Od poprzedniej edycji to jest chyba największa zmiana, teraz konkurs stał się „własnością” Teatru Wielkiego, wcześniej konkurs, chociaż odbywał się w gmachu teatru, współorganizowany był przez Towarzystwo Moniuszkowskie.

Na czym polegała zawierucha organizacyjna, o której Pani wspomniała?

Do V edycji konkursu, a więc do 2004 roku, dyrekcja opery czuwała nad organizacją, ale konkurs był w dużej mierze ciałem samorządnym i niezależnym. Dyrektorem administracyjnym konkursu z ramienia dyrekcji była doskonała pani Hanna Kozłowska, z wykształcenia prawnik, a w duszy artystka. Współpracowało nam się wyśmienicie. Myślę, że pod względem organizacyjnym poprzedni konkurs był wielkim sukcesem. Ale po tym sukcesie wokół konkursu zapadła całkowita cisza. W czasie naszej rozmowy dla Trubadura trzy lata temu powiedziałam, że po krótkim odpoczynku trzeba zabierać się do roboty i przygotowywać VI edycję. Ponad rok nie byłam pewna, czy w ogóle odbędzie się następny konkurs, bowiem pierwsze rozmowy przeprowadzono ze mną dopiero w lipcu 2005 r. Dowiedziałam się wówczas, że został powołany nowy dyrektor konkursu, pan Sylwester Kostecki, a ja miałam być dyrektorem… honorowym. Nawet jeśli poczułam się dotknięta tym „honorowym obywatelstwem”, to starałam się panu Kosteckiemu ze wszystkich sił pomagać i muszę powiedzieć, że bardzo dobrze się rozumieliśmy. Wiedziałam też, że gdyby to ponadroczne nicnierobienie się przedłużyło, oznaczałoby to śmierć konkursu. To właśnie wtedy dowiedziałam się, że dyrektor Kord całkowicie podporządkował konkurs Teatrowi Wielkiemu, chciał też połączyć go organizacyjnie ze Szkołą Mistrzów, do której wówczas odbywały się przesłuchania. W przesłuchaniach tych dyrekcja opery nie widziała dla mnie miejsca. Jak pan wie, w triumwiracie Pietras – Treliński – Kord zaczęło źle się dziać, co także nie pozostawało bez wpływu na organizację konkursu. W listopadzie 2005 r. przyszedł do mnie dyrektor Kord z prośbą, żebym mimo mojego „honorowego” miejsca zaczęła pomagać, bowiem konkurs coraz bardziej stawał się zagrożony. Jak pan pewnie wie, jednym z bardzo ważnych warunków, aby w ogóle organizować konkurs, jest jego… termin. A terminu wciąż nie było! Trzeba przecież dawać ogłoszenia, trzeba organizować jury. Nie da się tego zrobić bez terminu. Daty przesłuchań zostały przez dyrekcję ustalone dopiero pod koniec grudnia 2005, a więc zaledwie rok i cztery miesiące pozostały na wszelkie sprawy organizacyjne. Z tego powodu w jury konkursu nie zasiądzie Carlo Bergonzi, gdy w końcu mogłam się już do niego zwrócić w tej sprawie, odpowiedział mi niezwykle miło i serdecznie, że przyjechałby z radością, ale ma już inne zobowiązania w tym czasie. Podobnie odpisała Montserrat Caballé. Szkoda. Dopiero od stycznia 2006 r. mogłam więc zacząć rozsyłać ogłoszenia do światowej prasy operowej. W czerwcu 2006 przyszedł do mnie Kazimierz Kord, przeprosił za odsunięcie od organizacji i zostałam wówczas dyrektorem konkursu. Na jego organizację pozostał mi więc niecały rok…

Mimo tych przeciwności udało się jednak Pani skompletować imponujący skład jury.

Starałam się wykorzystać wszystkie moje osobiste kontakty, aby w jury znalazły się nie tylko znakomitości świata operowego, lecz także przedstawiciele wielu krajów, wielu szkół wokalnych. Przewodniczącym jury będzie Kazimierz Kord, swój udział potwierdzili Galina Wiszniewska (wiceprzewodnicząca), Mirella Freni, Leyla Gencer, Guo Shuzen, Larissa Gergieva, Johan Botha, Claudio Desderi, Charles Kellis, Tom Krause, Virgilius Noreika. Jest też znakomity znawca opery Piotr Kamiński z Francji oraz wierny naszemu konkursowi Sergio Segalini, obecnie dyrektor artystyczny weneckiej La Fenice. Tradycyjnie w składzie jury znajdują się polskie znakomitości operowe, byli już w poprzednich latach Ewa Podleś, Teresa Żylis-Gara, Teresa Kubiak, Krystyna Szostek-Radkowa, Ryszard Karczykowski, natomiast w tym roku oceniać będą Zdzisława Donat, Hanna Lisowska, Hanna Rumowska- Machnikowska oraz Bogdan Paprocki.

A Pani nie zasiądzie w jury?

Zawsze staram się wszystko robić najlepiej, jak potrafię. Od ostatniego konkursu miałam poważne problemy ze zdrowiem, potem okazało się, że nie jestem już „honorowym obywatelem” konkursu, lecz jego dyrektorem artystyczny i organizatorem, na co poświęcam bardzo dużo pracy, sił i energii. Bałam się, że moje zmęczenie może uniemożliwić mi pełne oddanie się pracy w jury.

Wracając do problemów organizacyjnych, to skoro termin został wyznaczony tak późno, prawdziwym cudem są te liczne zgłoszenia.

Jak wspominałam, zamieściliśmy ogłoszenia w prasie, rozsyłaliśmy foldery, ale dyrektor Kord podjął decyzję, że przyjmujemy kandydatów do 30 roku życia. To była naprawdę dramatyczna decyzja. W końcu udało mi się przekonać Korda i podnieśliśmy poprzeczkę, jak w poprzednich latach, do 35 lat. Ale już zrobiła się wtedy połowa 2006 roku! Rozsyłałam nowe foldery, zamieszczałam nowe ogłoszenia – co oczywiście znacznie podniosło koszty organizacyjne. Nie mogłam poprzestać na samych anonsach, dzwoniłam, wysyłałam sms-y i maile do znajomych w Akademiach Muzycznych na całym świecie, pedagogów, do pracowników Instytutów Polskich w różnych krajach. Użyłam wszystkich form propagandowych. No i, chyba cudem, wszystko się udało i mamy tylu chętnych.

Od ostatniego konkursu trzy razy zmieniła się dyrekcja Teatru Wielkiego, a Pani – mimo opisywanych zawieruch – trwa, ma się świetnie a konkurs zapowiada się wyśmienicie. Jak Pani to robi?!

Panie Krzysztofie, znamy się już tyle lat, że na pewno doskonale pan to rozumie. Jak się ma duszę owładniętą jakąś ideą, a właściwie to jakimś szaleństwem, można pokonać wszelkie przeciwności losu i wszelkie słabości organizmu. Chcę coś w życiu zrobić, chcę coś po sobie pozostawić. I wiem, że mam rację, że muzyka Moniuszki jest świetna, że zasługuje na promocję w świecie.

Czuję, że te konkursy mają sens. One są bardzo trudne, tu się nie śpiewa samych arii operowych, trzeba przygotować między innymi trzy utwory kompozytorów polskich. I fakt, że konkurs jest tak trudny, chyba się spodobał. Świadczy o tym zarówno skład jury, jak i liczba zgłoszonych kandydatów. Ale wiem też, że wśród młodych śpiewaków krąży fama, że tu w Polsce gościnność wobec młodych artystów jest nadzwyczajna, że mają świetny hotel, wyżywienie, opiekę, warunki do prób.

Dziękuję serdecznie za rozmowę, z pewnością porozmawiamy jeszcze podsumowując konkurs, mam też nadzieję, że za trzy lata porozmawiamy o przygotowaniach do VII edycji.

Wszystko w ręku Boga… Czuję w sobie ogromny żar do tego, co robię, może to mnie trzyma i pozwala przetrwać wszelkie przeciwności. Żyję i jestem szczęśliwa. Też panu dziękuję za rozmowę, a „Trubadurowi” życzę równie udanej Nagrody Publiczności, jak w poprzednich konkursach.

rozmawiał Krzysztof Skwierczyński