Trubadur 3(44)/2007  

Złote myśli Dyrektor Baletu w subiektywnej ocenie widza
List do redakcji

Szanowna Pani Redaktor,
Pozwalam sobie wysłać do Pani tekst, który mam nadzieję, zostanie zamieszczony w piśmie Trubadur. Chociaż nie jestem członkiem klubu, liczę na przychylność ze strony Pani jako redaktora Dodatku Baletowego. Mam nadzieję, że mój tekst zainteresuje zarówno Panią jak i innych czytelników pisma.
Z poważaniem, Leon Pustkiewicz

Jako miłośnik baletu i stały widz Opery Narodowej, z wielką uwagą śledzę działania jej Dyrekcji. Od lat przysłuchuję się wypowiedziom kolejnych Dyrektorów starając się zrozumieć kierunek zmian zachodzących w Operze Narodowej. Obecnie moje wielkie zainteresowanie wzbudzają słowa Dyrektor Baletu, Pani Jolanty Rybarskiej. Chciałbym, na łamach Trubadura, podzielić się ze wszystkimi swoimi wątpliwościami dotyczącymi pewnych stwierdzeń autorstwa Pani Dyrektor. Poniżej zamieszczam wybór moich ulubionych „złotych myśli” Pani Rybarskiej.

„Ubiegły sezon poświęciłam na wykrycie bolączek tego zespołu”**

Cieszy idea zajęcia się zespołem baletowym i jego bolączkami, lecz nie bardzo rozumiem na czym dokładnie polegało owo wykrywanie, które trwało cały sezon (!). Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że nie było to tylko wykrywanie bolączek, lecz także pozbywanie się tancerzy, gdyż jest to jeden z dwóch widocznych dla mnie efektów ubiegłorocznych działań Dyrekcji. Drugim są zaskakujące eksperymenty obsadowe w postaci powierzenia pierwszoplanowych ról niedojrzałym i nieprzygotowanym do nich tancerzom, że wymienię Natalię Wojciechowską jako Odettę-Odylię (Jezioro łabędzie) i Tatianę (Oniegin) lub Roberta Bondarę jako Leńskiego (Oniegin). Do tego należy dodać obsadzenie uznanych, co prawda, tancerzy, lecz w rolach zupełnie nieodpowiadających ich emploi, jak Jacek Tyski jako tytułowy Dziadek do orzechów, Wojciech Ślęzak jako Czajkowski czy Anna Lipczyk jako Gamzatti (Bajadera). Widocznie wykrywanie bolączek Pani Dyrektor rozumie jako dawanie szansy kotu na szczekanie.

„W tym roku balet skupi się głównie na pracy na sali. „**

W takim razie uważam, że powinno zacząć się sprzedawać bilety na salę baletową, skoro najciekawsze rzeczy dzieją się tam, a nie na scenie. Wciąż bardzo mała ilość wystawień pozostawia mnie w ogromnym niedosycie. Tu odważę się zadać nawet pytanie czy dla Pani Dyrektor najważniejsze rzeczy nie dzieją się tylko i wyłącznie na sali, skoro nam widzom serwuje wystawienia na takim poziomie jak Jezioro łabędzie z Natalią Wojciechowską czy też Oniegina z Siergiejem Basałajewem. Swoją drogą, skoro w ubiegłym sezonie Pani Dyrektor rozpoznawała bolączki, a w tym skupia się na sali to ciekawe, kiedy wreszcie nadejdzie sezon skupienia się na spektaklach. Być może za jakieś pięć lat, po skupieniu się na dobraniu obsad, strojów czy równym robieniu ukłonów.

 „Jedni artyści odchodzą, inni przychodzą.”*

Oczywiście jest rzeczą naturalną, że następują zmiany i artyści nie są przywiązani do jednej sceny, ale niepokoi mnie fakt, iż Dyrektor Baletu zdaje się zupełnie lekceważyć odejścia tancerzy, którzy, w moim odczuciu, byli magnesem przyciągającym publiczność. Popatrzmy na dotychczasowy bilans. Zniknął pierwszy tancerz Sławomir Woźniak, artysta który związany był z warszawską sceną przez 15 lat, obdarzony niezwykłą charyzmą i osobowością sceniczną, jeden z filarów baletu polskiego. Odszedł solista Jacek Tyski, bez wątpienia najlepszy tancerz tańca współczesnego. Z pracy w teatrze zrezygnowała koryfejka Anna Nowak, utalentowana wybijająca się tancerka oraz tancerze zespołowi Robert Kędziński, zapowiadający się na dobrego tancerza klasycznego i Michał Wylot laureat konkursu Eurowizji. Do zespołu warszawskiego w tym sezonie dołączyli natomiast Marcin Krajewski, na stanowisko pierwszego solisty, który jak dotąd niestety nie zatańczył żadnej roli w przedstawieniach baletowych, na co wszyscy czekamy. Pojawił się nieźle rokujący Wladimir Jaroszenko (Rotbart w Jeziorze łabędzim) niestety wraz z gorzej zapowiadającą się żoną Olgą (mało elegancki duży łabędź w Jeziorze). Pozostałe nabytki to Sebastian Solecki, który jak dotąd bardzo nieudanie zadebiutował jako Benno, prezentując duże braki techniczne zupełnie nie uzasadniające jego pozycji jako solisty, oraz kilku innych, którzy nie dali się jeszcze zauważyć na scenie. Mam więc niestety wrażenie, że, parafrazując słowa Pani Dyrektor, dobrzy tancerze odchodzą a przeciętni, lub 'wirtualni', przychodzą.

„Żeby tak wszyscy nie płakali nad tym modernem, staż dla tancerzy poprowadzi członek amerykańskiego zespołu Complexions„**

A co z tego wynika dla widza? Dotychczas żyłem w naiwnym przekonaniu, że widz również się liczy. Miło, iż staż poprowadzi członek zespołu Complexions, ale niestety nie oznacza to, że widzowie będą mogli zobaczyć taniec współczesny na scenie. W repertuarze na obecny sezon nie ma żadnego baletu współczesnego (nie licząc jednego wieczoru Szymanowskiego, który odbył się w październiku). Opera Narodowa serwuje nam obecnie tylko i wyłącznie klasykę. Chwali się to teatrowi, gdyż akurat klasyki nigdy nie powinno zabraknąć, ale każdy widz powinien chyba mieć możliwość zapoznawania się z nowszymi formami tańca. A jeśli nie daje mu takiej szansy Opera Narodowa, to rozumiem, że aby zobaczyć modern ze stolicy należy jechać na przykład do Kielc. Kłóci się to nieco z głoszoną wszem i wobec przez Dyrektora Pietkiewicza funkcją edukacyjną Opery Narodowej. Repertuar na sezon 2007/2008 edukuje widzów niestety tylko w jednym kierunku, uniemożliwiając im poszerzenie horyzontów kulturalnych. A niedawno jeszcze bywało inaczej. Mieliśmy przecież wieczory Balanchine’a oraz Kyliana, balety Eka, choreografie Przybyłowicza. Pracami tego ostatniego interesują się teatry zagraniczne, podczas gdy Opera Narodowa najwyraźniej nie widzi dla niego miejsca na swoich deskach. Tak wygląda promocja polskiej kultury.

 „Wprowadzanie do repertuaru młodych tancerzy jest naturalnym procesem. Nie można tworzyć luki pokoleniowej. „*

Oczywiście zgadzam się z Panią Dyrektor. Ale uważam, że należy tutaj dać jedno zastrzeżenie. Trzeba wprowadzać do ról młodych tancerzy, ale wiek nie może stanowić jedynego kryterium. Przede wszystkim powinny nim być talent oraz możliwości techniczne i interpretacyjne, czego Pani Dyrektor najwyraźniej nie uznaje. W poprzednim sezonie mieliśmy co najmniej kilka wielce niefortunnych obsad. Kreowanie z niezwykłym rozmachem na gwiazdę Natalii Wojciechowskiej jest po prostu zadziwiające. Bardzo przeciętna tancerka, jeszcze sezon wcześniej pojawiająca się na deskach teatru Roma, została w ciągu jednego roku przyjęta do zespołu, powierzono jej najtrudniejszą bodaj partię klasyczną (Odetta-Odylia), w której zupełnie się nie sprawdziła, po czym zatańczyła kolejną pierwszoplanową postać (Tatiana), równie zresztą nieudanie, i została awansowana od razu na solistkę. Natalia Wojciechowska nie posiada ani umiejętności do tańczenia tak trudnych ról, ani zdolności aktorskich, ani nawet kondycji na dotrwanie do końca spektaklu. Poza tym w kryteriach baletowych, mając 26 lat, nie należy też do najmłodszych. Młodym tancerzem, który został obdarzony zaufaniem Pani Dyrektor jest Robert Bondara, wielce nieudany Leński. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż artysta sam źle czuł się w tej roli. Zagubiony na scenie i nie mogący sobie poradzić z zawiłościami tej partii, był po prostu nie na miejscu.

Patrząc na inne debiuty mające miejsce w poprzednim sezonie jakoś nie widzę owych 'młodych' mających zapełnić lukę pokoleniową. Czy Pani Dyrektor miała na myśli nagle wyjątkowo eksploatowanych Siergieja Basałajewa (dyplom 1991) czy Wojciecha Ślęzaka (dyplom 1992)? A może chodziło o Annę Lipczyk, która tańczy na tej scenie od 13 lat? Natomiast niewątpliwe młode talenty, wchodzące obecnie w większe role, czyli Agnieszka Pietyra, Aneta Zbrzeźniak czy Dagmara Dryl, nie zostały bynajmniej odkryte przez obecną Panią Dyrektor, gdyż dostały swoje szanse jeszcze za rządów Emila Wesołowskiego, kiedy to otrzymały swoje pierwsze solowe role.

„Solista – p. Tyski zgłosił się do mnie, gdy tylko podjęłam swoje obowiązki. Stwierdził, że poprzedni dyrektor obiecał mu stanowisko pierwszego solisty i teraz oczekuje tego ode mnie. Ponieważ w jego dorobku na deskach Opery Narodowej nie było żadnej roli, która uzasadniałaby ten awans powiedziałam, że rozważę taką możliwość, jeśli dobrze zatańczy kilka pierwszoplanowych postaci. „*

Zadziwiający w tym momencie jest brak konsekwencji ze strony Pani Dyrektor. Z jej słów wynika, że Jacek Tyski nie otrzymał awansu na pierwszego solistę ponieważ nie zatańczył żadnej ważnej roli na Scenie Narodowej. Jak rozumiem, awansując tancerzy Pani Dyrektor koncentruje się na ich dorobku na tej właśnie scenie nie patrząc na role zatańczone w innych teatrach. W takim razie dlaczego Marcin Krajewski dostał stanowisko pierwszego solisty zanim jeszcze zatańczył jakąkolwiek rolę na Scenie Narodowej? Oczywistym jest, że dorobek tego artysty uzasadnia to stanowisko, ale skoro Pani Dyrektor bierze jednak pod uwagę osiągnięcia artystów na innych scenach, to czemu tak właśnie uzasadniła brak awansu dla Jacka Tyskiego? Czyżby nie miała innych argumentów?

Pozostawiam Państwa ocenie powyższe wypowiedzi Dyrektor Rybarskiej oraz moje na ich temat przemyślenia. Być może, aby zrozumieć linię programową Pani Dyrektor potrzeba tęższego umysłu niż posiada moja skromna osoba. Ja doprawdy nie potrafię pojąć w jakim kierunku zmierza polityka Pani Rybarskiej i do czego doprowadzi ona warszawski zespół baletowy.

Leon Pustkiewicz

* Z listu Jolanty Rybarskiej zamieszczonego w Życiu Warszawy 01.06.2007.

** Z wypowiedzi Jolanty Rybarskiej na konferencjach prasowych.