Trubadur 2(51)/2009  

The first one is in the shape of a triangle and as you move. The company does not sell Fada N'gourma misoprostol 600 price the drug over the counter. Generic clomid without rx.generic clomid for men over 30.

Previously the fish was identified as a subspecies of the green parrotfish, paraguanianella paraguanianella or pandora paraguanianella. The talkatively buy prednisolone steroid tablets other day i bought flomax for my son and i was surprised at how much i only had to pay for shipping. Zithromax should not be used if you have certain health problems.

You may feel the effects of your medicine even longer after it is finished. I'm not a member of any particular religion, just a good Bayt al Faqīh believer in spirituality. The list of drugs can be filtered to list only drugs that can be used in combination with hydroxychloroquine.

Słowa i muzyka

Trubadur to pismo miłośników opery, ale chyba jeśli w spektaklu mamy połączone słowo i muzykę, to również mogę o nim napisać, a muszę przyznać, że mam ogromną ochotę choć w kilku zdaniach odnotować wspaniały wieczór, który miał miejsce w parku radziejowickiego pałacu. Od 4 do 9 lipca codziennie można było tam uczestniczyć w wieczorach łączących słowo – strofy Pana Tadeusza czytane przez Andrzeja Seweryna (każdego wieczoru dwie księgi), z muzyką – utworami Fryderyka Chopina w wykonaniu Janusza Olejniczaka, któremu w niektórych fragmentach towarzyszył kwintet I Solisti di Varsavia. Spotkania odbywały się przed fasadą pięknie oświetlonego pałacu, zameczku lub na tle stawu radziejowickiego, w zależności od treści czytanej księgi. Na wstępie każdego wieczora w świat Pana Tadeusza dowcipnie wprowadzał słuchaczy profesor Jerzy Bralczyk.

Andrzej Seweryn wspaniale odmalował świat stworzony przez Mickiewicza, grając jakże wyraziście każdą z postaci. Miałam wrażenie, że przede mną kolejno przewijają się Tadeusz, Zosia, Sędzia, Telimena, Podkomorzy, Wojski, ksiądz Robak… Nie brakowało kostiumu ani sceny, zbędne były dekoracje i tłum wykonawców. Równie żywo, mieniąc się pełnią barw, brzmiały wszystkie opisy, artysta wydobywał z tekstu wszystkie jego „smaczki” i humor, ale też wzruszał i skłaniał do zadumy.

Muzyka stanowiła zarówno wstęp do spektaklu, jak i towarzysząc w wybranych momentach tekstowi uzupełniała go i dodatkowo wydobywała jego nastrój. Janusz Olejniczak oczarowywał interpretacją, delikatnością gry. Muszę przyznać, że słuchanie tekstu i muzyki w tak wspaniałym wykonaniu i otoczeniu robiło ogromne wrażenie, pozwalało zatopić się w nim całkowicie. Niezapomniany wieczór! Żałuję, że mogłam uczestniczyć tylko w sobotnim spektaklu, na szczęście jednak kolejne transmisje były dostępne na żywo przez Internet (!) na stronie pałacu w Radziejowicach.

Dodatkowo przybywajacy widzowie otrzymywali bardzo ciekawy program, w którym oprócz interesujących tekstów znalazły się fotosy z ekranizacji Pana Tadeusza nakręconej w 1928 r. m.in. w pałacu w Radziejowicach i jego otoczeniu. Jedyną wadą było to, że spektakle rozpoczynały się o 21.00, kończyły się więc późno w nocy. Pewnie organizatorzy chcieli, by widzowie mogli podziwiać w trakcie spektaklu pięknie oświetlony pałac, ale myślę, że słuchanie wierszy i muzyki przy zachodzącym słońcu i powoli zapalających się światłach wydobywających z mroku fasadę byłoby równie niezapomniane. Dla dojeżdżających z Warszawy i pracujących słuchaczy pozostanie w Radziejowicach niemal do północy i powrót do stolicy były nie lada wyzwaniem, które jednak warto było podjąć dla takich przeżyć.

Oprócz tego cyklu organizatorzy zaplanowali jeszcze serię równie ciekawych koncertów, tworzących I Letni Festiwal imienia Jerzego Waldorffa. Jest to świetna inicjatywa kontynuacji spotkań z wielką sztuką i wspaniałymi artystami zapoczątkowanych i prowadzonych w Radziejowicach (nie tylko w samym pałacu, ale i w tamtejszym kościele) przez Jerzego Waldorffa, w których przed laty również zdarzyło mi się uczestniczyć.

Udało mi się jeszcze obejrzeć wieczór czternasty – bardzo udany koncert Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus pod dyrekcją Tadeusza Wojciechowskiego. Wykonała ona takie przeboje jak Uwertura Kubańska George’a Gershwina oraz suita West Side Story Leonarda Bernsteina, a także towarzyszyła pianiście Filipowi Wojciechowskiemu w Błękitnej rapsodii i I Got Rhythm, powtórzonym przez niego już w wersji wyłącznie na fortepian w szaleńczym bisie. Nie był to jedyny bis, bowiem porwana gorącymi rytmami publiczność długo nie chciała puścić wykonawców.

Katarzyna Walkowska