Od Bacha do Chopina

Chopin i jego Europa 2018

XIII Festiwal Chopin i jego Europa jak zwykle zgromadził wielu znakomitych artystów. Oczywiście przeważają wśród nich pianiści, ale miłośnicy innych instrumentów, zwłaszcza smyczkowych, także nie mogli narzekać. Dyrektor i pomysłodawca Festiwalu, Stanisław Leszczyński, od początku dba o jego najwyższy poziom, co sprawia, że stał się on rozpoznawalny, nie tylko w Polsce. Coraz więcej zagranicznych turystów, przyjeżdżających w sierpniu do Warszawy uwzględnia w programie swego pobytu co najmniej jeden lub kilka koncertów. Obecna edycja potwierdza tę renomę.

Wśród zaproszonych gości znaleźli się tradycyjnie laureaci Konkursów Chopinowskich, zarówno dawniejszych, jak i ostatniego, z 2015 roku. Philippe Giusiano zagrał jak zwykle elegancko, acz dynamicznie – gdzie trzeba. Rewelacyjnie zabrzmiały w jego wykonaniu utwory Dobrzyńskiego, a Fantazja A-dur na tematy z opery Don Giovanni Mozarta znowu okazała się lepsza, niż wariacja (La ci darem la mano) samego Chopina. „Ciężkoręki” Garrick Ohlsson pojawił się aż cztery razy, tym razem również z Bachem. Eric Lu rozgrywał się w miarę koncertu, a bisy (Beethoven i Chopin) były już świetne. Nie poruszył mnie natomiast swoją interpretacją Beethovena Seong-Jin Cho, dużo bardziej podobały mi się w jego wykonaniu ballady Chopina. Ślicznie, lirycznie i nostalgicznie wzruszał swoją prostą grą wspaniały Nelson Freire – to nieodmiennie balsam dla uszu i umysłu. Publiczność najwyraźniej podzielała tę opinię i artysta dał się namówić na trzy bisy.

Tytuł Festiwalu narzucił słuchaczom (i wykonawcom?) swoistą konfrontację obu Mistrzów. Jak wiadomo, Chopin wielce sobie Bacha cenił. Pojedynek oczywiście pozostał nierozstrzygnięty, a chwilami szala zwycięstwa przechylała się na korzyść naszego Rodaka. „Końska” dawka Bacha, to jest wszystkie koncerty brandenburskie, wykonane podczas jednego wieczoru przez bardzo dobry zespół Il Giardio Armonico pod dyrekcją Giovanniego Antoniniego, mogła skutkować „obrzydzeniem” Bacha, co mniej odpornym, nie obeznanym z muzyką klasyczną słuchaczom. W dodatku muzycy grali coraz szybciej i szybciej… i ten „zagoniony” Bach był jednym z nielicznych – na szczęście – rozczarowań tej edycji.

Diametralnie inne wrażenie wywarł na mnie inny koncert. 28 sierpnia o 23-ciej w Zamku Królewskim (co nie jest bez znaczenia dla percepcji) Angela Hewitt wręcz zahipnotyzowała słuchaczy swoją interpretacją Wariacji Golbergowskich. Ten dzień na Festiwalu obfitował w świetne wykonania. Odbyły się aż trzy koncerty, w tym recital rzadko u nas goszczącej Gabrieli Montero.

Innym wydarzeniem wartym zapamiętania stał się też występ Piotra Anderszewskiego, kolejnego pianisty nieporównywalnego z innymi. Tym razem towarzyszył mu kwartet Apollon Musagète, którego rozwój z dużym ukontentowaniem śledzę od kilku już lat. Pianista jak zwykle zmodyfikował zapowiedziany program; zostawił Janáčka, ale zamiast Fantazji Mozarta zagrał jego Koncert A-dur w wersji kameralnej, „wyrzucił” mazurki Chopina (szkoda), a wykonał tylko Poloneza – Fantazję As-dur, który wypadł słabiej. Gwoździem wieczoru okazał się II kwartet smyczkowy Messages Andrzeja Panufnika z 1980 roku, oszałamiająco pięknie wykonany przez muzyków Apollon Musagète.

Nie wyobrażam sobie Festiwalu bez  Nelsona Goernera. W 2016 roku Artysta wykonał z polskimi muzykami kwintet fortepianowy Józefa Nowakowskiego, wcześniej utrwalając go z oktetem Rogulskiego na płycie wydanej przez NIFC. Wystąpił dwukrotnie, wykonując oba koncerty Patrona Festiwalu z zespołem Europa Galante Fabio Biondiego oraz z urozmaiconym recitalem. Innym pianistą, chętnie zapraszanym przez Dyrektora Leszczyńskiego, jest Andreas Staier, który wystąpił trzykrotnie. Obok recitalu (Bach, Mozart, Chopin, Schubert) i kameralnego koncertu z klarnecistą Lorenzo Coppolą (Brahms, Schönberg, Schumann, Berg) – oba na Zamku i oba znakomite, zaprezentował w Filharmonii Narodowej IV Koncert Beethovena z Orkiestrą XVIII Wieku.

Ten ostatni koncert spowodował, że nie udało mi się usłyszeć jednego z moich ulubionych uczestników Festiwalu – solisty, kameralisty, a także showmana – wszechstronnie uzdolnionego Tobiasa Kocha, który towarzyszył mezzosopranistce Ewie Leszczyńskiej w Bazylice Św. Krzyża. Już po raz drugi występ Kocha koliduje z innym ciekawym koncertem. Nie tracę nadziei, że Dyrektor Leszczyński weźmie sobie to do serca i ten błąd naprawi.

Bardzo mnie zawsze cieszą polskie akcenty na Festiwalu, szczególnie, jeśli są to wykonania artystów zagranicznych. Ku mojemu zdumieniu darzą oni dzieła polskich kompozytorów większą estymą, niż niektórzy nasi Rodacy. Dzięki takim wykonaniom melomani na całym świecie mogli zapoznać się z muzyką Dobrzyńskiego, Kurpińskiego, Stojowskiego, Noskowskiego, Nowakowskiego, Rogulskiego, Zarębskiego i wielu innych. W końcu przynoszą efekty wieloletnie starania takich osób jak zmarły niedawno, długoletni Dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej, Stefan Sutkowski, czy wiolonczelista Andrzej Wróbel. Chwała temu ostatniemu za partyturę Sekstetu Smyczkowego Es-dur Dobrzyńskiego, który zabrzmiał na tegorocznym Festiwalu. Na tym samym koncercie czwórka młodych, acz już znanych i utytułowanych muzyków (Paweł Wakarecy, Jakub Jakowicz, Piotr Szumieł i Marcin Zdunik), zagrała kwartet fortepianowy Władysława Żeleńskiego, dając tym samym niezbity dowód, że polska muzyka warta jest poznania i propagowania. Prawykonanie tego utworu, w nieco innym składzie, odbyło się w ubiegłym roku w TW-ON w ramach Preludiów Przedpremierowych, wspaniałego, trwającego do dziś cyklu, wymyślonego przez Stanisława Leszczyńskiego – i był to najlepszy pomysł, jaki „przydarzył” się temu teatrowi.

Na koniec po raz kolejny ponarzekam na niewielki udział wokalistyki – no, ale przecież to festiwal pianistów. „Na pocieszenie” dostaliśmy dwa warte odnotowania spektakle: koncertowe wykonanie Makbeta pod dyrekcją Fabia Biondiego, z nietrafioną niestety obsadowo Nadją Michael oraz – w 450-tą rocznicę urodzin Claudia Monteverdiego – nadzwyczajny koncert oratoryjny Vespro della  Beata Vergine. A rok 2018 zapowiada się bardzo ciekawie, bo tuż po Festiwalu odbędzie się I Konkurs Chopinowski na Instrumentach Historycznych. NIFC od wielu lat przygotowuje grunt; temu między innymi posłużyło wprowadzenie do repertuaru festiwali Chopin i Jego Europa recitali kandydatów na konkurs na historycznych fortepianach. Miało to oswoić i muzyków i słuchaczy z dawnymi, cichszymi i delikatniejszymi instrumentami, wymagającymi innego uderzenia w klawisze. Pomysłodawcą tego przedsięwzięcia był oczywiście niestrudzony Stanisław Leszczyński.

Podyskutuj na facebooku