Biuletyn 4(9)/1998  

Dapoxetine is used to treat sexual problems and as a treatment for sexual disorders such as premature ejaculation and premature vaginal arousal. The pill is made from Remchi synthetic hormones and can take 4 to 6 months to start working. Clomid is used to treat infertile women and causes weight gain in men, and for women who are on the pill or trying to conceive.

The results indicate how blood pressure can affect outcomes for heart patients, who are especially vulnerable to dying from heart problems because of the disease itself as well as its risks, like a stroke. It is much safer hydroxyzine 25 mg coupon Rio Bonito than other oral medications and causes little or no side effects. It was always hard to get them to work for me, but i was happy with it.

The pharmacy can also make it a point of difference, because many patients who visit their doctors to purchase nolvadex and lexapro online are not going to be as satisfied with a retail pharmacy experience that makes them feel rushed, or they are just looking for a place where they feel comfortable to shop and that they have a real connection to the people they’re working with. One of the great things promethazine codeine goodrx Tulsīpur about working out without hormones is that you don't have to worry about getting blood clots. But it is important to get the drug as soon as your doctor approves its use.

Fotografie, fotografie

14 czerwca ubiegłego roku będąc na spotkaniu klubowym, miałem okazję poznać nowych przyjaciół. Za ich pośrednictwem odnalazłem w magazynie International Opera Collector kilka adresów firm w USA: wysyłka pirackich nagrań spektakli z teatrów całego świata, zdjęcia artystów z autografami, pamiątki po wielkich śpiewakach, dyrygentach, kompozytorach. Postanowiłem napisać. Szybko otrzymałem odpowiedź w formie bezpłatnych katalogów od dwóch amerykańskich firm. Nie wiem, czego dokładnie się spodziewałem, ale bogata oferta i wysokie ceny były dla mnie dużym zaskoczeniem. Miłą niespodzianką był – przysłany chyba dla zachęty – autograf Jana Kiepury. Koniec końców, machnąłem zrezygnowany ręką – i katalogi powędrowały do szuflady na kilka tygodni.

Wiedząc o planowanym wyjeździe Klubowiczów z Warszawy do Soldy (Włochy, spotkanie z Magdą Olivero), poprosiłem ich o przywiezienie mi podpisanego zdjęcia wielkiej śpiewaczki. W październiku ubiegłego roku otrzymałem zdjęcie z dedykacją – A Mateusz – fervidi pensieri – Magda Olivero, 1997. To był początek, pierwsze zdjęcie artysty sceny operowej.

Trzy lata wcześniej otrzymałem 4 identyczne zdjęcia – pocztówki, znanego aktora japońskiego Toshiro Mifune. Postanowiłem wymienić jedno z nich na fotografię włoskiego tenora, Carlo Bergonziego. Napisałem więc i zaproponowałem tę zamianę. Rychło nadeszła odpowiedź, w której poproszono mnie o przysłanie zdjęcia i zapewniono: We send Bergonzi as soon as we receive Mifune. Dokładnie 1 grudnia 1997 – w moje 19. urodziny – odebrałem na poczcie wielką tekturową kopertę, zawierającą fotografię mego ulubionego tenora w kostiumie Pinkertona.

Przekonawszy się, że ten system pozyskiwania zdjęć działa, od razu wysłałem drugie ze zdjęć Mifune innej firmie, prosząc o Mirellę Freni lub Nicolaia Geddę. Tym razem odpowiedzi nie było przez jakiś czas. Za złością mówiłem sobie: No tak, przyjąć przyjęli, ale nic już nie przyślą. Moje obawy wzrosły, gdy 24 grudnia ub. roku Mifune zmarł. Postanowiłem wówczas, że pozostałych dwóch zdjęć nikomu nie oddam. Tymczasem jego śmierć ułatwiła komuś w USA podjęcie decyzji i niedługo potem otrzymałem fotografię Freni.

W liście do pani Gillian Bryant w Londynie poprosiłem o pomoc w uzyskaniu zdjęć Pavarottiego, odpowiedzią był list i plakat firmowy Dekki, podpisany przez znakomitego śpiewaka w październiku 1996 roku w Nowym Jorku. W marcu 1998 roku odbyło się spotkanie klubowe z udziałem Ryszarda Karczykowskiego, Klubowicze warszawscy przysłali mi jego fotografię.

Największą radość sprawiły mi zdjęcia mojej ukochanej śpiewaczki, Renaty Tebaldi. Jesienią zeszłego roku udało mi się – znów za pośrednictwem Klubowiczów – zdobyć Jej adres. Odpowiedzi na list wysłany z początkiem listopada nie otrzymałem. Kolejny list wysłałem wraz z życzeniami świąteczno-noworocznymi, ciągle bez rezultatu. Nowojorski śpiewak, z którym koresponduję, ostudził mój entuzjazm, pisząc: Tebaldi usually does not take time to answer her mail. I called Her on her birthday, but letters are another thing (Tebaldi zwykle nie ma czasu na odpisywanie na listy. Dzwoniłem do Niej w dniu jej urodzin, ale listy to inna sprawa). Mimo wszystko ponowiłem listownie swą prośbę przed tegoroczną Wielkanocą. Wreszcie, zupełnie pozbawiony wiary i nadziei w sens i powodzenie tego, co robię, na ozdobnym arkuszu papieru pisząc swą fantastyczną kaligrafią, zwróciłem się (w założeniu po raz ostatni) do znakomitej artystki z uprzejmą prośbą o dwa podpisane zdjęcia. I wówczas stał się maleńki cud: Tebaldi odpisała, tzn. przysłała 3 zdjęcia, w tym jedno w roli Toski z Met. Najpierw oniemiałem z wrażenia, a potem, gdy już doszedłem do siebie, oszalałem ze szczęścia. Święto trwało 3 dni i 3 noce. Następnego dnia telefonowałem do Mediolanu, chcąc pospieszyć z gorącymi, płynącymi z głębi serca, podziękowaniami. Od tamtej pory postać signory Tebaldi stała mi się bliższa, utwierdziłem się w swoim zachwycie dla jej kunsztu śpiewaczego i wielkiej kultury muzycznej.

Obecnie na ścianie w moim pokoju w Kłodzku wiszą zdjęcia Mifune, Olivero i 2 fotografie Tebaldi. Pozostałe, ze względu na większy format i brak miejsca na ścianie, przechowywane są bardzo pieczołowicie, ale i te kiedyś ujrzą światło dzienne.

Zaś na półce w moim pokoju na poznańskiej stancji, oprawione w ramki, stoi zdjęcie tej jednej, jedynej – o głosie anielskim – Renaty Tebaldi.

Mateusz Tarnawski