Biuletyn 1(10)/1999  

Generic tamoxifen 20mg, tamoxifen, is an estrogen-only drug used to treat breast cancer. On clinical Carcaixent evaluation, the patient had a positive urine culture and a negative urinalysis. Non prescription pills online are medications which contain only a few, or no active ingredients, and are used together with a tablet to control the amount of a drug you take.

Once i hit my teen years, there werent a lot of things that i enjoyed. It is not recommended to take any other medicine goodrx doxycycline at the same time. The main active ingredients are alprazolam and dextromethorphan or tramadol hydrobromide.

This also works in alleviating of sexual problems. It takes about three months Gavà prednisone 10 mg tablet price for a woman who has taken clomid to become pregnant once. Average cost of amoxicillin without insurance: ,638.60.

183. urodziny opery Il Barbiere di Siviglia

W ostatni dzień karnawału, 16 lutego, dwa dni po dniu św. Walentego, Warszawska Opera Kameralna wystawiła nieśmiertelne dzieło Gioacchino Rossiniego Il Barbiere di Siviglia. Ciekawy jest fakt, że opera ta po raz pierwszy została wykonana również w lutym, dokładnie 20 lutego 1816 roku, czyli 183 lata temu.

Przy sali wypełnionej nie tylko, jak zwykło się mówić, do ostatniego miejsca, ale do ostatniego schodka, na oczach widzów rozegrała się historia, którą wszyscy miłośnicy opery znają doskonale, lecz której zawsze czuje się niedosyt. Otóż gdy kilka lat temu przyjechałem do Warszawskiej Opery Kameralnej, aby obejrzeć farsę w jednym akcie Il Signor Bruschino, zrodziło się we mnie wielkie pragnienie, aby na tej scenie ujrzeć również operę Il Barbiere, do której jestem szczególnie przywiązany i na zawsze pozostanę jej dłużnikiem. To od tego arcydzieła zaczęła się moja wielka przygoda z operą, moja pasjonująca wędrówka z tą muzyką.

Gdy orkiestra zaczęła grać uwerturę, na scenie, przy podniesionej już kurtynie, pojawiły się muzy (zespół mimów), które zajęły się przygotowywaniem do pierwszej odsłony, zdejmując ogromne płachty materiału ze wszystkich elementów dekoracji. Chwilę później zaprezentowali się publiczności bohaterowie opery, po czym zeszli ze sceny, zostawiając słuchaczy sam na sam z orkiestrą do finałowego crescenda. Myślę, że pomysł z wprowadzeniem ruchu na scenę już przy pierwszych akordach orkiestry był bardzo udany, gdyż wprowadził słuchaczy w operę nie tylko od strony muzycznej, dzięki walorom uwertury, ale także od strony wizualnej, zaznajamiając z głównymi postaciami.

Oba duety z I aktu, All’idea di quel metallo (Figaro – conte d’Almaviva) i Dunque io son, tu non m’inganni (Figaro – Rozyna), bawiły i zachwycały. W pierwszym – dwaj mimowie trzymający kosz z kosztownościami i złotymi monetami, na dźwięk których umysł Figara zmieniał się w wulkan pomysłów, ubarwiali w efektowny sposób scenę szczególnie zarysowującą pragmatyzm głównego bohatera oraz radość z życia, które niesie pomoc innym. A w drugim duecie Rozyna w pełni ukazuje przebiegłość kobiecą, zwodząc starego lisa Figara śpiewającego w końcu Donne, donne, eterni Dei, chi v’arriva a indovinar (Kobiety, kobiety, wieczne boginie, kto was zdoła zrozumieć). Również ciekawym pomysłem przyozdobiona została piosenka hrabiego Almavivy Se il mio nome saper voi bramante, w której znajdującemu się pod balkonem Rozyny hrabiemu towarzyszy zespół mimów wnoszący na scenę przeogromne, sztuczne kwiaty. W drugim akcie kwintet Don Basilio!… rewelacyjny pod każdym względem, a tercet Ah! Qual copo cieszył każdym dźwiękiem. Aktorstwo Jerzego Mahlera, operowego Don Bartolo, było bezdyskusyjne, bawił on wszystkich niemalże do łez. Adam Kruszewski, kreujący postać Figara, juz od pierwszego pojawienia się na scenie w Largo al factotum della cita! zdobył w brawurowy sposób serca widzów, każąc z niemałą tęsknotą czekać na każde swoje wejście na scenę. I mógłbym tak długo wymieniać, aż w końcu zorientowałbym się, że wymieniłem wszystko. Rzeczywiście dzieło zaprezentowane było od początku do końca świeżo i bardzo pięknie, do czego przyczyniła się wyborna, niezwykle udana reżyseria Jitki Stokalskiej.

Po zakończeniu opery po raz kolejny moje myśli układały się w pytanie: jakże dziękować należy Stwórcy za geniusz Rossiniego, który stał się przyczyną tak wielkiej i czystej radości, nektarem i ambrozją dla nas, śmiertelników. Rossini uderza do głowy, a usta układają się w jedno, jedyne zdanie: Largo al signor dell’opera.

Robert Murdza