Biuletyn 1(10)/1999  

The sulfonamides are a group of antibiotics that include sulfamethazine, sulfadiazine and sulfamethoxazole. Zithromax solution price can Koesan miglior viagra acquisto online i buy without prescription. I feel tired, i feel like this is the end of the world.

It works by inhibiting bacterial cell walls and preventing the bacteria from multiplying. The chemotherapy drugs that are usually used are taxol, docetaxel, erbium yttrium https://falegnameriareale.it/50798-differenza-tra-levitra-e-levitra-generico-83349/ aluminum orthotitanium (er:yag). Fertility specialists like to say that clomiphene citrate, the drug used to treat infertility, triggers ovulation in the woman, which then triggers the release of the follicle's protective membrane.

If they do occur, they may not always be serious, especially if you take your medicine as directed. This site is here to provide general information that may be useful to the Kisangani general public, to whom we do not intend to address individual details of your lives, including your sexual or other medical histories. It can be used for the treatment of symptoms of the condition.

Moje refleksje na temat recenzji muzycznych

Od kilku lat (do grudnia 1998 r.) byłam stałą czytelniczką magazynu muzycznego Studio. Miesięcznik jest dobrze, profesjonalnie redagowany, zawiera duży wybór tematyki, interesujące wywiady z wybitnymi muzykami. Jednak w moim odczuciu wątpliwości budzi rubryka Recenzje, która niekorzystnie rzutuje na poziom pisma. Zastrzeżenia moje dotyczą przede wszystkim skrajnie subiektywnych opinii recenzentów. Razi też pewna niekonsekwencja w ocenach, tzn. wystawiana liczba punktów nieadekwatna do opisu. Bywa, że pochlebna opinia opatrzona jest 2-3 punktami, lub odwrotnie – wiele zarzutów a punktów… 4! Irytują, a zarazem budzą niesmak, pojawiające się niekulturalne, a nawet niegrzeczne sformułowania, co jest dużym nietaktem wobec uznanych, światowej sławy artystów.

Odbiór sztuki jest oczywiście subiektywny, nie ma ścisłych kryteriów jej oceny. Każdy ma prawo do własnych upodobań, co jednak nie musi oznaczać prawa do mentorskiego (często nieuzasadnionego) krytykanctwa. Odróżniam też dyskusję na forum towarzyskim od ocen publikowanych, które mają zupełnie inny wymiar. Zważywszy, że odbiorcą jest przeciętny meloman (zawodowy muzyk kieruje się najczęściej własnym odczuciem), krytyka winna być obiektywna, przejrzyście sformułowana, rzeczowo omawiająca tak zalety, jak i braki nagrania. Stosowane przez recenzentów tzw. skróty myślowe czy przenośnie nie są konieczne. Bogactwo języka ma urok w literaturze pięknej, a szczególnie w poezji, natomiast zbyt kwieciste teksty krytyków kojarzą się bardziej z efekciarstwem i „wodolejstwem” niż z rzeczową oceną.

Nawet „najwięksi” podlegają krytyce – to oczywiste. Ocena tych już uznanych w świecie jest na pewno najtrudniejsza. Dlatego powinna być szczególnie rozważna, gdyż najbardziej przyciąga i skupia uwagę czytelnika. Wielcy mają też fanów, którzy są bardzo uczuleni na krytykę swoich idoli.

By nie być gołosłowną, posłużę się przykładami. W recenzjach Studia wątpliwości budzą wyjątkowo surowe oceny interpretacji fortepianowych, nawet najwyższej próby pianistów. I tak: Aleksiej Sułtanow i Garick Ohlson nie uzyskują więcej niż 3 punkty (przy pozytywnych opisach). WIELKI Światosław Richter otrzymał tylko 4 punkty za wspaniale wykonany koncert b-moll Czajkowskiego, nagrany z Filharmonikami Wiedeńskimi pod dyr. Herberta von Karajana (Studio 3/97). Znakomity (choć kontrowersyjny) Ivo Pogorelich (3/96) – za nagranie utworów Mozarta – 1 punkt! Niezależnie od tego, czy Mozart w wykonaniu artysty podobał się recenzentowi, czy też nie, to pianista jest zbyt wybitnym muzykiem, należącym do światowej czołówki – aby oceniać go na 1 punkt (słownie jeden). W tym przypadku wydaje się, że krytyk przekroczył pewne granice logiki. To tylko kilka wybranych opinii, świadczących jak trudno sprostać wygórowanym wymaganiom krytyków Studia. Z kolei można by przytoczyć liczne mierne recenzje opatrzone 4 punktami. Myślę, że byłoby lepiej, gdyby krytycy pozostali przy słownej ocenie, nie stosując punktacji.

W rubryce Muzyka wokalna, która zapewne najbardziej interesuje czytelników Biuletynu, też nierzadko znajdujemy oceny „dziwne”. Z wielką przyjemnością przeczytałam swego czasu artykuł autorstwa Pana W. A. Bregy, rekomendujący słynną wokalistkę Kathleen Battle (tuż przed jej wizytą w Polsce). Battle jest jedną z moich ulubionych śpiewaczek. Podoba mi się jej śliczny, choć nieduży głos o wyjątkowo ciepłej barwie. Cenię jej nieprzeciętną muzykalność, wyrażającą się tak w odczuwaniu stylów, jak i pięknym frazowaniu. Całkowicie podzielam opinię Pana Bregy, cyt.: .jeśli anioły śpiewają, powinny mieć właśnie takie głosy (3/96). W tym samym numerze czasopisma, na tej samej stronie umieszczono recenzję z nagranych przez śpiewaczkę pieśni Previna i Gershwina opatrzoną tylko 3 punktami, w której jedynym zarzutem jest to, że w pewnych kompozycjach Battle zaczyna „grymasić” (sądzę, że to raczej recenzent grymasi). Po tak pochlebnych opiniach 3 punkty (przekładając na język szkolny – „dostatecznie”), są oceną co najmniej niepoważną. Każda recenzja z nagrań tej znakomitej śpiewaczki uzyskuje taką samą liczbę 3 punktów. Czyżby ta ceniona w świecie artystka, mająca na koncie znakomite nagrania z Karajanem (Don Giovanni – Salzburg) i Jamesem Levine’em nie mogła w opinii naszych recenzentów uzyskać nieco wyższych not?

Podobnie oceniany jest popularny śpiewak, nazwany przez krytykę czwartym tenorem – Roberto Alagna. W nr 11/96 Studia wiadomość o nowych płytach tego artysty zakończona została takim zwrotem, cyt.:... ciekawe co na to wszystko trzej bogowie! Nie jestem wprawdzie upoważniona przez „trzech bogów” do odpowiedzi, ale sądzę, że kilka nagrań Pana Alagny nie spędziło im snu z powiek. Pytanie na tyle złośliwe, na ile naiwne. Śledząc recenzje, można zauważyć, że tenor otrzymuje krytyki dość mierne, pełne zarzutów dotyczących tak możliwości głosowych, jak i interpretacji. Za solowe interpretacje otrzymuje 2 do 3 punktów, za opery nagrane wraz z kompletem znakomitych śpiewaków lepiej, bo 3 do 4 punktów. Póki co, „trzej bogowie” mogą więc spać spokojnie.

Kolejny przykład, jak ocena tego samego śpiewaka może być różna. Rewelacyjne pochwały wraz z najwyższą punktacją – 5 punktów otrzymuje młody, a już światowej sławy amerykański baryton Thomas Hampson. Zdaniem recenzentów jest on, cyt.:... interpretatorem inteligentnym i natchnionym (nr 5/96) i… emocjonalnie utożsamia się z odtwarzaną postacią (nr 5/96); w Don Carlosie w roli Rodryga... udało mu się pobić wytrawnych artystów (nr 3/97);... Jego Marcello to kreacja skończona i wzorcowa w każdej nucie (6/97) i wreszcie po wielu peanach podsumowanie -… słowem geniusz! (3/98). Słowem, nie można mieć lepszej krytyki i większego uznania. Jakże skrajnie odmienną opinię znajdujemy w nr 10/97. W recenzji płyty Opera Gala z udziałem Plácido Domingo, Ruth Ann Swenson i Thomasa Hampsona, krytyk jakkolwiek wysoko ocenia sztukę Dominga, to płytę uznaje za... przyzwoitą, ale niepotrzebną. Ubolewa, że... Domingo, bo to przede wszystkim jego płyta, najwyraźniej decyduje się na nagranie czegokolwiek i z kimkolwiek… (podkr. moje). W jednym z późniejszych numerów pisma (5/98) tenże sam recenzent wydaje superpozytywną opinię o nagraniu Miłości poety Schumanna, podkreślając wszystkie wspaniałe cechy śpiewu Hampsona i kończąc recenzję, cyt.:… mamy do czynienia z prawdziwym artyzmem! Mamy więc do czynienia z „natchnionym geniuszem”, „genialnym solistą” czy tylko z kimkolwiek? Przede wszystkim mamy do czynienia z niepoważnym krytykiem. Czy muzyka Bizeta, Belliniego, Donizettiego, Rossiniego i Verdiego to cokolwiek? Nie rozumiem też, dlaczego zdaniem autora powyższej recenzji, tercet z Cyrulika sewilskiego jest nieodpowiedni dla tej miary śpiewaków, co Domingo, Swenson i Hampson. Autor recenzji uważa nagranie za „niepotrzebne” – komu niepotrzebne i dlaczego? Tę właśnie krytykę uważam za kuriozum. Przykład skrajnego subiektywizmu, wyrażonego w nienajlepszym guście, niefortunnego sformułowania myśli – po prostu „niewypał”. Podobnie – recenzja Elektry, cyt.:… daję mu więc dwa punkty… i krzyżyk na drogę (2/97). Nieistotne, czy nagranie jest złe, czy dobre (nie znam tej płyty) – wyjątkowo nietaktowne podsumowanie artystów, którzy – swoją drogą – zaszli dosyć wysoko.

Skoro już mowa o „niewypałach”, to za taki uważam 4-ty numer Magazynu muzycznego Selles, który poświęcony jest w głównej mierze światowej sławy tenorowi – Plácido Domingo. Tytuł numeru brzmi Plácido Domingo – podtytuł Wymarzony amant, a dołączoną płytę opatrzono tytułem Ulubieniec Seniorit. Jako przedstawicielka rodzaju seniorit podzielam całkowicie opinię Panów Redaktorów Sellesu, z tą tylko uwagą, że jest to marginalna cecha tego wspaniałego, wszechstronnie utalentowanego muzyka, a jak wiadomo marginesów nie umieszcza się na czołowych stronach.

Po lekturze recenzji zamieszczonych na łamach Studia z sentymentem wspominam teksty nestora krytyki muzycznej Jerzego Waldorffa. Pióro miał ostre, ale nawet najbardziej negatywne oceny nie przekraczały granic dobrego smaku. Zdarzały się też Redaktorowi złośliwostki, ale skierowane raczej do władz administracyjnych niż uznanych artystów. Jego krytyki skrzą się wybornym poczuciem humoru, czego nie można dostrzec u wielu obecnych recenzentów. Jest wręcz odwrotnie – humoru ani na lekarstwo, za to dużo arogancji.

Grudniowe Studio (trzykrotnie droższe od poprzednich) ukazało się z dołączoną płytą, zawierającą… tu musiałabym posłużyć się określeniami jednego z recenzentów pisma, ale z szacunku do wykonawców nagrania nie uczynię tego. Płyta dołączona do egzemplarza, które kupiłam, jest tak uszkodzona – że nie do słuchania. Pożegnałam się więc z lekturą Studia. Życzę Klubowiczom i oczywiście sobie, by recenzje podobne do przytoczonych powyżej nie ukazywały się w naszym poczytnym Biuletynie.

Danuta Gulczyńska