Trubadur 4(21)/2001  

My first day of shopping, i went to see my friend who i had been shopping with for a couple of years. It will take a total of 12 months kaufen clomid Morrinhos for the full effect to appear. If you have any further questions about your medicine or its possible effects please ask your doctor.

When you notice a lump on your cervix, it is common to fear that. In the two months that i've been training West Valley City preis prednisolon 50 mg for a full body transformation, i have done some serious work. The recommended dosage for women over the age of 45 and men over the age of 12 is 800 milligrams twice a day, once at lunch and once at dinner.

We are dedicated to bringing you the most relevant and current information about this drug. Lisinopril is generic viagra online http://recolimited.com/consulting/ pharmacy an erectile dysfunction that affects you on your general sexual health. In the 1980s, the united states banned the import of all products with more than 10 percent dextrose from the soviet union, including some of doxycine's own products, such as "doxybond," doxycine, and even coca-cola.

Molier i jego los

W grudniu warszawska publiczność po raz pierwszy miała okazję obejrzeć najnowsze dzieło choreograficzne Borisa Ejfmana. Soliści i zespół Sanktpetersburskiego Teatru Baletu zaprezentowali dwukrotnie spektakl Don Juan & Moliere do muzyki Wolfganga Amadeusza Mozarta i Hectora Berlioza.

W przedstawieniu zderzają się i splatają dwa wątki, dwa światy – świat francuskiego komediopisarza Jeana Baptiste Moliera i świat Don Juana, postaci wykreowanej przez dramaturga. Poprzez ich jakże odmienne losy choreograf ukazuje wieczne rozczarowania na drodze ku ideałowi, nieprzerwane przezwyciężanie samego siebie, męczącą drogę twórcy, który ofiarowuje światu nieśmiertelnych bohaterów – jak pisze Boris Ejfman w programie spektaklu.

Dzięki symbolicznemu pokazaniu scen z życia Moliera i najsłynniejszych wątków z historii o Don Juanie powstał, odmienny od poprzednich prac Ejfmana, balet koncentrujący się raczej na idei, niż fabule. Mimo to śledzenie zmieniających się jak w kalejdoskopie obrazów, pomysłów inscenizatorskich, a nade wszystko mistrzostwa tancerzy wciąga i zachwyca od pierwszej do ostatniej minuty przedstawienia. Widowisko jest w dodatku wyjątkowo kolorowe – feerią barw czarują piękne kostiumy Sławy Okuniewa. Zachwycający jest czarno-srebrny bal u Komandora, ciekawie rozwiązany jest wątek obserwującej wybryki Don Juana inkwizycji w czerwonych płaszczach. Oto ponure postaci zarzucają Don Juana lśniącymi płaszczami, po chwili ze stosu materii wyplątuje się Molier. To symbol krępujących artystę nakazów i zakazów XVIII-wiecznej moralności. Clou przedstawienia jest „ostatnia wieczerza Don Juana”, podczas której przy stole siadają przywołane przez Sganarela (niczym w arii katalogowej) uwodzicielskie ślicznotki. Bohaterowi, który stracił już apetyt na życie, wydają się wszystkie jednakowe, hałaśliwe, męczące. Tancerki ubrane w kremowe sukienki siedzą rządkiem i wykonują te same przerysowane gesty rodem z włoskiej komedii – objadają się, piją, śpiewają, przepychają się. Jedynym mankamentem przedstawienia wydaje mi się mnożenie kulminacji: po szaleńczej scenie leczenia Moliera przez doktorów artysta pada na fotel, potem wstaje i wsiada na wózek wywożący go ze sceny, potem na scenę wchodzi pochód bohaterów i stawia świeczki wokół pustego już fotela. O jeden finał za daleko.

Zapożyczenia ze stylistyki teatru dell’arte, jak korowód masek, groteskowe gesty i błazenada charakteryzują świat Moliera. Artysta gra do końca, pod uśmiechniętą maską ukrywa miłość, ból i cierpienie. Męczy go bałagan w teatrze, nieudolność aktorów, niezrozumienie tego, co tworzy, wreszcie rozdarcie między dojrzałą, opiekuńczą Magdaleną, a świeżą Armandą. W końcu Molier-aktor, Molier-błazen odgrywa nawet własną śmierć. Staje się ona ostatnim aktem komedii, jaką jest ludzki los. W rolę Moliera w pierwszej obsadzie wcielił się Albert Galiczanin. Za pomocą wyrazistego gestu i mimiki stworzył poruszającą kreację starzejącego się artysty, śmiejącego się przez łzy aktora. W drugiej obsadzie jako Molier wystąpił Igor Markow, przydając swemu bohaterowi więcej liryzmu, a oszczędniej dozując akcenty komiczne. Dopiero w finale zmienił się w bezzębnego starca, ale dość dobrotliwego. Odjeżdżając na wózku arlekinów w zaświaty pomachał nam życzliwie, podczas gdy Molier Galiczanina znikając śmiał się. z publiczności. Zuchwałym, cynicznym i błyskotliwym Don Juanem był Jurij Ananian, natomiast ponurego niczym własna śmierć uwodziciela pokazał w niedzielnym przedstawieniu Alieksiej Turko. W podwójnej roli Magdaleny i Elwiry wystąpiły Alina Sołonska (8 XII) i Jelena Kuzmina (9 XII). Dziewczęcą Armandą i Donną Anną były Natalia Poworozniuk (8 XII) i Wiera Arbuzowa (9 XII).

Spektakle Don Juan & Moliere podobały mi się bardzo, choć może troszkę bardziej pierwszy niż drugi. Nasycone w najwyższym stopniu emocjami głównych bohaterów, z genialnie dobraną oprawą muzyczną. Rozterki Moliera ukazane na scenie wydają się być bliskie każdemu człowiekowi sceny. Dlatego wydaje mi się uprawnione domniemanie, że Boris Ejfman zrobił balet trochę o sobie, o swoich zmaganiach z najbardziej kapryśną z kochanek – sztuką.

Katarzyna K. Gardzina