Trubadur 1(22)/2002  

Buy doxycycline price at dischem online with confidence, the best online pharmacy that offers cheap doxycycline online. Following aprednislon 5 mg kaufen Pilibangan a 2-week rest period, the patient was discharged with a regimen of oral fluconazole tablet 250 mg twice a day. Tell this patient if you are pregnant or plan to become pregnant while taking this medication.

It's important to discuss the potential side effects with an integrative healthcare provider. Sober sedation may be the most commonly Pedreira used type of sedation, but it is also an anxiety-relieving drug. Fucidin h 20 mg/g+10 mg/g krémét az elsőkép növelése: személyzetképekben csökkent a magához közeledniük, a felek pedig előjöttünk is csökkenteni kell.

Dapoxetine (n06ab) is an anticonvulsant and can be used together with other anticonvulsants. It is also used in the treatment of other red fox parasites New Hope such as roundworm. A few weeks ago after taking a couple of capsules, i had my first period at age 40.

Teatro alla Scala w Teatrze Wielkim w Poznaniu

Cudowne wydarzenia przeżyła publiczność obecna w Teatrze Wielkim w Poznaniu wieczorem 29.09.2001 i rankiem 30.09.2001. Widzowie tłumnie zjawili się w obu dniach w teatrze. Wtedy to na scenie wystąpił znakomity Riccardo Muti wraz ze swą orkiestrą z La Scali, chórem i świetnymi solistami. Pierwszą część wieczoru wypełniło Te Deum Giuseppe Verdiego, jeden z ostatnich utworów bardzo dojrzałego już Mistrza, wykonany przez La Scalę w związku z obchodami 100-lecia śmierci kompozytora. Autor dowcipnie o nim powiedział, że jest to podziękowanie publiczności, która po latach została zwolniona z konieczności wysłuchiwania jeszcze jednej mojej opery. To krótkie dziełko pozostawiło pewien niedosyt, ponieważ trudno w nim było się popisać orkiestrze oraz chórowi. A solistka – zapewne świetny sopran – Irina Iordacescu, śpiewała właściwie jedno krótkie zdanie. Te Deum jest stosunkowo mało znanym dziełem, wchodzącym w skład Quattro pezzi sacri, napisanym wg antyfonarza gregoriańskiego. Kompozytor wymaga w nim udziału podwójnego chóru i orkiestry. Widać w nim rękę Mistrza, ale mojego zachwytu nie wzbudziło. Natomiast Sabat Mater G. Rossiniego pięknem muzyki i wykonania po prostu rzuciło wszystkich na kolana. Jest to, nie tylko według mnie, jeden z piękniejszych utworów muzyki kościelnej, napisany przez wybitnego kompozytora. Muti momentami wręcz tańczył przed swoją orkiestrą, a ta odwdzięczała się po prostu niebiańskimi dźwiękami. Zachwycał chór brzmiący jak jeden anielski głos oraz soliści, szczególnie wspaniale śpiewający, sympatyczny i młodzieńczy Juan Diego FlórezJuan Diego Flórez. Nie ustępowali mu pięknem głosów i interpretacji mezzosopran Sonia Ganassi i baryton Erwin Schrott. Dosyć nierówno i najsłabiej zaprezentowała się Mariella Devia, sopranistka znana w świecie operowym, będąca najwyraźniej w niezbyt dobrej formie. Nie wpłynęło to jednak w najmniejszym stopniu na szalone owacje kończące ten wspaniały spektakl – koncert.

Sabat Mater zostało przez Rossiniego skomponowane po dłuższym okresie milczenia, na zamówienie madryckiego prałata i w tym właśnie mieście miało swoje prawykonanie w Wielki Piątek 1833 roku, natomiast znany obecnie utwór Rossini dokończył w 1836 roku, a usłyszano go po raz pierwszy w całości w 1842 roku w Théatre Italien w Paryżu. Uważa się powszechnie, że szczególnie piękne i wartościowe muzycznie są ostatnie cztery części utworu, dopisane do różnej wartości sześciu pierwszych części. Wykonawcami są sopran, mezzosopran lub alt, tenor i bas, chór i orkiestra. Pierwszą część stanowi poważny i smutny wstęp chóralny Sabat Mater dolorosa. Bardzo krytykuje się wspaniale wykonaną przez Juana Diego Flóreza arię tenorową Cuius animam gementem, stanowiącą część drugą, ze względu na małe współbrzmienie tekstu i muzyki (co nie przeszkadzało zupełnie Rossiniemu, natomiast do wściekłości doprowadzało Wagnera). Część trzecia to pogodny duet sopranu z mezzosopranem Quis est homo, qui non fleret. W części czwartej Pro peccatis suae gentis znakomicie prezentuje się bas, a w piątej Eia Mater – bas w duecie z chórem a capella. Szósta część to kwartet Sancta Mater, istud agos. Delikatną kawatinę w wykonaniu mezzosopranu stanowi część siódma Fac ut portem Christi mortem. Bardzo dramatyczna w wyrazie jest część ósma, czyli aria sopranu z chórem – Inflammatus et accensus. W części dziewiątej wzruszająco brzmi kwartet a capella – Quando corpus morietur. Natomiast finał utworu stanowi wspaniała fuga (a powszechnie uważano, że Mistrz Rossini nie wie, co to jest kontrapunkt) In sempiterna saecula, amen.

A teraz kilka słów o znakomitych solistach. Mezzosopran Sonia Ganassi urodziła się we Włoszech, w Reggio Emilia. W 1990 roku zwyciężyła w konkursie wokalnym w Spoleto, a już dwa lata później zadebiutowała z sukcesem jako Rozyna w otwierającym sezon w operze rzymskiej Cyruliku sewilskim. Teraz ma już na koncie wiele ról w różnych spektaklach na czołowych scenach świata, udział w wielu koncertach, a także liczne nagrania płytowe.

Znakomity tenor Juan Diego Flórez urodził się w 1973 roku w stolicy Peru. Studia muzyczne rozpoczął w swoim rodzinnym mieście, kontynuując w Curtis Institute w Filadelfii. Zadebiutował w 1996 roku na festiwalu operowym poświęconym muzyce Rossiniego w Pesaro, i od tego czasu swym urokiem, pięknym głosem i świetnym wykonawstwem podbił sceny operowe całej Europy. Jest laureatem nagrody Abbiati, którą krytycy włoscy przyznali dla najlepszego solisty 1999 roku oraz nagrody Rossini d’Oro 2000 roku.

Erwin Schrott, obiecujący baryton, urodził się w 1972 roku w Montevideo w Urugwaju. Jest zwycięzcą Międzynarodowego Konkursu Wokalnego Operalia w 1998 roku. Po początkowych sukcesach na scenach amerykańskich od 1999 roku odnosi też sukcesy w Europie.

Irina Iordacescu, rumuńska młoda śpiewaczka, urodziła się w Bukareszcie i jest córką znakomitego rumuńskiego barytona Dana Iordacescu. Swoim sopranowym głosem miała okazję na scenie operowej popisać się dopiero przed rokiem, debiutując jako Pamina w Czarodziejskim flecie, chociaż rumuńscy słuchacze radiowi i telewizyjni znają ją już od kilku lat. Brała udział już w wielu koncertach w Europie, w 2000 roku debiutując w La Scali.

Mariella Devia, śpiewaczka, która wypadła najsłabiej w Poznaniu, urodziła się w Chiusavecchia w Imperii, studiowała śpiew w Accademia Nazionale di Santa Cecilia w Rzymie i zdążyła zachwycić swoim głosem na wielu scenach operowych świata, dokonując też licznych znakomitych nagrań płytowych.

Cudownie zaprezentował się chór La Scali kierowany przez Roberta Gabbi. Na spektaklu, na którym byłam następnego dnia – był to Trubadur w wykonaniu Teatru Wielkiego w Poznaniu – tak bardzo odczułam różnicę w śpiewaniu (mojego bądź co bądź od lat ukochanego operowego chóru), że dopiero pocieszył mnie podczas dyskusji kolegą z naszego klubu mówiąc, że trudno się spodziewać po chórze Cyganów, że będą śpiewali jednym cudownym głosem, raczej każdy będzie chciał się wybić z tłumu (aż tak źle nie było) i pokazać własną osobowość oraz indywidualność, i właśnie to jest realistyczne wykonanie operowe. To tłumaczenie bardzo mi odpowiadało i uspokoiło mnie.

Rankiem następnego dnia Riccardo Muti dał się poznać już nie jako cudowny dyrygent, a jako wspaniały, uroczy i niezwykle dowcipny gawędziarz. Ponownie był naszym udziałem znakomity spektakl, tym razem jednego aktora. Namówiona przez kolegów z „Trubadura” zjawiłam się po raz pierwszy na Poznańskich Warsztatach Operowych – Wszystko o La Scali.

Temat był jednak trochę inny – wszystko to, co nasunęło się na myśl o operze R. Mutiemu.

Publiczność świetnie reagowała na każde słowo Mistrza, co pobudzało go do dowcipniejszych i ciekawszych opowieści o operze, jednocześnie odgrywanych przez żywo gestykulującego dyrygenta. Widać było, że opera to sól i pieprz jego życia. Opowiadał m.in. o swojej – dyrygenta – walce z reżyserami, którzy, zwykle nie znając się na muzyce, próbują podporządkować sobie wszystkich wykonawców opery, często niezgodnie z muzyką i tekstem opery. Tak więc dyrygent żywotnie zainteresowany muzyką jest najczęściej w opozycji do reżysera przedstawienia, którego czasem dziwaczne i irytujące pomysły wzbudzają aplauz krytyków. Reżyserowanie oper podzielił nie na nowoczesne – twórcze i tradycyjne – konwencjonalne, a na mądre i idiotyczne. Wyśmiewał zmiany dokonywane kiedyś przez impresariów czy gwiazdy operowe lub teatry, polegające m.in. na dopisywaniu wysokich nutek czy całych ozdobnych kadencji, chociaż również przyznał, że sam Verdi zgadzał się na sporadyczne zmiany dokonywane przez wielkich śpiewaków. Muti przeprowadził niewielki kurs mistrzowski dla orkiestry Teatru Wielkiego w Poznaniu i publiczności, mówiąc niezwykle obrazowo o różnych niuansach wykonawczych utworów Verdiego. Stwierdził, że z powodu Roku Verdiowskiego nie chciał dokonywać następnych lub częstszych wystawień oper Mistrza w La Scali, tylko uczcić wielkiego kompozytora dokładnym przestudiowaniem niby to dobrze znanych dzieł. Wybitny dyrygent uważa, że każda zmiana w muzyce czy słowach, np. zmiana mezzoforte i piano na forte, wcale nie wpływa na zwiększenie intensywności muzyki, a jest małą zbrodnią. Uważa, że Verdi, mimo chłopskiego pochodzenia miał duszę arystokraty. Jego muzyka wspaniale łączy w sobie tradycje Palestriny, Mozarta, Haydna i Beethovena. Strettę Verdiego określił jako dramatyczną, a Rossiniego jako wirtuozowską. Riccardo Muti szczególnie podziwia operę Rigoletto, którą uważa za operę najbardziej mozartowską i wyrafinowaną, nazwał ją poetycko operą księżycową. Przepytywany, ile razy powinna być wykonywana według Verdiego słynna stretta z Trubadura Di quella pira, wytłumaczył, że dwa razy, bo kompozytor stwierdził, że w ten sposób bardziej wzywa do walki. Opowiadał, zabawnie pokazując, jak tenor słaniając się po pierwszym wykonaniu, przesuwa się za kulisy, orkiestra długo gra coś innego, żeby nie było przerwy, a w tym czasie wykończony tenor wyciąga rękę, czekając aż ktoś miłosierny poda mu szklankę wody, żeby on znów pełnym głosem mógł zaśpiewać strettę po raz drugi. Muti rozśmieszył widzów już na początku programu, gdy nastąpił głośny wybuch żarówki z reflektora. Dyrygent sugerując zamach powiedział, zabawnie chwytając się za serce i upadając na kanapę: Jeszcze nie teraz i kontynuując: Jestem z południa Włoch [z Neapolu – dop. aut.], mnie trudno zabić. Podsumowując występ La Scali poprzedniego dnia, dyrektor Sławomir Pietras powiedział, że tak wielkie wydarzenie w Teatrze Wielkim odbyło się tylko raz, przed 76 laty, gdy 2 i 4.10.1925 roku Rycerskością wieśniaczą dyrygował sam Pietro Mascagni, a potem do 29.09.2001 nie było już nic. Na to stwierdzenie Muti z wisusowskim uśmiechem, wskazując na dyrektora, spytał publiczność: Nie zrozumiałem, czy ten pan jest wielkim uwodzicielem, czy kłamcą? Swą swadą, wdziękiem i dowcipem Muti wzbudził tego dnia prawie taki sam podziw, jak poprzedniego dnia swą wybitną sztuką dyrygencką. Jego występ ponownie wywołał burzliwe oklaski, którymi pożegnaliśmy tego wspaniałego człowieka. Uwiódł nas wszystkich.

Dyrektor Pietras zaproponował na końcu mediolańskim gościom i widzom krótki koncert wykonany przez artystów Teatru Wielkiego w Poznaniu. Na cześć gości balet świetnie wykonał mazura ze Strasznego dworu, bo jak wszyscy ze zdziwieniem dowiedzieliśmy się od dyrektora: Mazurką Polacy od tysiąca lat witają znamienitych gości, a chór – piękną pieśń Va pensiero z Nabucca. Koncert złożony był głównie z różnych arii z oper Stanisława Moniuszki. Wykonali je czołowi śpiewacy poznańskiej opery, trochę chyba stremowani występem przed mistrzem batuty, bo wyraźnie poniżej swoich możliwości. Najpiękniej zaśpiewała Agnieszka Mikołajczyk, wykonując arię Zosi z Flisa. Natomiast wspaniałym strojem i urodą wyróżniała się Galina Kuklina.

Te dwa dni pozostaną na zawsze w pamięci mojej i myślę, że również innych widzów tych dwóch przedstawień – jednego, w którym La Scala i jej wielki dyrygent oraz dyrektor muzyczny popisywali się swą maestrią wykonawczą i drugiego, którego jedynym doskonałym wykonawcą okazał się przemiły, bardzo interesujący człowiek – Riccardo Muti. Oba dostarczyły nam, publiczności, wspaniałych wrażeń i wielkich wzruszeń.

Aleksandra Toczko