Trubadur 1-2(26-27)/2003  

It's the most affordable antibiotic i've used, and it's easy to take. If you are a woman who is planning to get pregnant after taking these medicines make sure you talk Fastiv with your doctor about the risks and any medications you are currently taking. Ivermectin for sale cattle, sheep and goats in the usa and abroad - buy ivermectin online.

Generic doxycycline 100mg from canada - the generic. In Tādepalle the mean time i am trying to get the food to go down the entire. Levaquin 1000 mg tablets (vials) (injectables) (tablets)

The drug is very effective, long-lasting, and works very well. The most important factor in purchase zyrtec Longgang the antibiotic selection is the safety profile of the drug. There are few cases when the use of the medication is contraindicated.

Operowo-tenorowy wieczór

12 kwietnia w Teatrze Wielkim w Łodzi odbyła się premiera Rycerskości wieśniaczej Pietra Mascagniego. Warto przypomnieć, że poprzednia inscenizacja tej opery na łódzkiej scenie miała miejsce 12 lat temu i reżyserowana była wtedy przez Fedorę Barbieri. Tę wielką śpiewaczkę można było oglądać w maju ub. r. w koncertowej wersji Rycerskości w partii Mammy Lucii.

Najnowszy spektakl pod kierownictwem muzycznym Tadeusza Kozłowskiego uświetnił obchody 30-lecia pracy artystycznej tego wybitnego dyrygenta. Drugą część wieczoru wypełnił rocznicowy koncert składający się z fragmentów 12 (spośród 36) dzieł operowych i baletowych, które jako szef muzyczny przygotował dla łódzkiej sceny Tadeusz Kozłowski. Ja wybrałam się do TW 27 kwietnia na tzw. Premierę z Expressem – przedstawienie i koncert, które z pewnością nie odbiegały poziomem i klasą od premierowej gali. Jeszcze przed spektaklem wypełniona po brzegi widownia zgotowała Jubilatowi gorącą owację podczas wręczenia mu Złotego Promienia, nagrody czytelników Expressu. Maestro stwierdził, że tego wieczoru najlepiej podziękuje nie słowami, ale muzyką, która zabrzmi za chwilę. I rzeczywiście: Tadeusz Kozłowski oraz artyści TW przygotowali dla publiczności wieczór pełen niezapomnianych wrażeń. Na początek – Rycerskość wieśniacza, której reżyserem jest debiutująca na operowej scenie Magdalena Łazarkiewicz. Jej dotychczasowa twórczość wiąże się głównie z filmem (wyreżyserowała m. in. Przez dotyk, Ostatni dzwonek, Odjazd, Drugi brzeg, Na koniec świata) i z Teatrem Telewizji, dla którego zrealizowała m.in. Dom kobiet, Tercet, Klimaty. Operę Mascagniego – ten dramat namiętności, sycylijską historię o miłości, zazdrości i zemście, Magdalena Łazarkiewicz opowiada z wielką dbałością i sprawnością, konsekwentnie prowadząc dramaturgiczną linię spektaklu. To nie będzie rewolucyjne spojrzenie na operowy materiał – mówiła przed premierą – W warstwie wizualnej efekt przenikania jest podstawowym sposobem łączenia scen. Zgodnie z tym założeniem, reżyserka kreując sceniczną rzeczywistość korzysta z tak bardzo jej znanego filmowego języka. Przenikające się obrazy, różnorodność przestrzeni, wielokontekstowość postaci, płynność i plastyczność narracji – to atuty tej niebanalnej realizacji Rycerskości. Dodatkową jakością są sekwencje baletowe – wprowadzone do tego dzieła po raz pierwszy w Polsce. Autorką subtelnej choreografii dla zespołu kobiecego jest Iliana Alvarado. Taniec podczas drugiej części Preludium – to jakby zapowiedź dramatu. Natomiast podczas Intermezza – to rodzaj podsumowania dziejącej się historii. Nawiązując być może do baletowych sekwencji, reżyserka pozwoliła sobie na nieco zaskakujące wprowadzenie symboliki do tej werystycznej przecież opery – w postaci białego anioła śmierci, schodzącego z przykościelnego cokołu i pochylającego się nad ciałem Turiddu. Choć akcja Rycerskości rozgrywa się w końcu XIX wieku, zarówno malownicza oprawa plastyczna (autorstwa Katarzyny Sobańskiej-Strzałkowskiej), jak i kostiumy (zaprojektowane przez Jolantę Załecką) dają się wpisać także i we współczesność (Alfio np. wjeżdża na scenę na rowerze z zupełnie dzisiejszych czasów).

Niezawodna Małgorzata Borowik jako Santuzza jak zwykle stworzyła postać z krwi i kości, kreując tę włoską Halkę w żarze sycylijskiego słońca z równą pasją i siłą wyrazu, co niedawno bohaterkę opery Moniuszki. Znakomity wokalnie i przekonujący aktorsko był Krzysztof Bednarek jako Turiddu. Pełna temperamentu oraz wyrazistej ekspresji była kreacja Alfia – Rafała Songana – od pełnego wigoru Il cavallo scalpita… aż do złowrogiego Io v’aspetto qui fuori, dietro l’orto. Młoda i urodziwa Jolanta Horodko imponująco zaprezentowała się jako Lola. Najmniej ciekawie wokalnie i aktorsko wypadła Alicja Panek jako Mamma Lucia. Wielkie brawa zebrali artyści chóru, którzy swoje partie wykonywali w sposób perfekcyjny i porywający. Tadeusz Kozłowski zrealizował dzieło wyśmienicie. Orkiestra pod jego mistrzowską batutą przekazała całą siłę i odkryła niezwykłej urody barwy wyrazistej i przepięknej muzyki Mascagniego. Jeśli w przyszłym sezonie dojdzie do zapowiadanej realizacji Pajaców (jako dopełnienia Rycerskości) w reż. M. Łazarkiewicz i pod batutą T. Kozłowskiego, to można tylko oczekiwać kolejnej niezwykle interesującej premiery operowej w łódzkim TW.

Niezwykle udaną pierwszą część tego wieczoru dopełniła kolejna porcja wspaniałych wrażeń za sprawą Dariusza Stachury. Najbardziej kochany w Łodzi tenor przyjechał na ten koncert specjalnie z Norymbergi, gdzie jest solistą Opernhaus. Jak zwykle oczarował swoją publiczność pięknym głosem, wdziękiem i humorem, prezentując arie z Napoju miłosnego, Toski, Turandot, pieśni neapolitańskie. Nie zabrakło też oczywiście tak lubianych przez publiczność Brunetek, blondynek. Popularny utwór Time to say good bye artysta zadedykował swojej mamie, obecnej na widowni oraz (jak to określił) swojej „szkolnej mamie” – profesor Halinie Romanowskiej, również obecnej wśród publiczności. Do wykonania utworu tenor zaprosił z widowni Dorotę Wójcik – swoją wielokrotną, znakomitą partnerkę ze sceny oraz szkolną koleżankę (razem studiowali w klasie prof. Romanowskiej w łódzkiej AM). Wspaniale zaśpiewany duet wywołał prawdziwy entuzjazm publiczności, która długo nie chciała puścić swego ulubionego śpiewaka ze sceny, domagając się licznych bisów. Szczególnie podobała się pieśń Funiculi, funicula śpiewana z pełnym uroku i finezji udziałem damskiej części chóru – bisowana była dwa razy. Widownia gorącymi brawami i dwukrotną owacją na stojąco dziękowała znakomitemu tenorowi, a także Maestro Kozłowskiemu i orkiestrze, która nie tylko wspaniale akompaniowała śpiewakowi podczas koncertu, ale i przepięknie wykonała uwertury do Don Pasquale, Lekkiej kawalerii oraz wstęp do III aktu Traviaty.

Tego wyjątkowego wieczoru na scenie TW można było ujrzeć nie tylko „prawdę prosto z życia” w werystycznej operze, ale i prawdę w sztuce, dzięki wrażliwości, energii i kunsztowi wspaniałego dyrygenta oraz dzięki rewanżującym mu się z całych sił wykonawcom. Te dwie prawdy spotkały się ku wielkiej satysfakcji widzów i artystów.

Dorota Pulik