Trubadur 1-2(26-27)/2003  

It is important to have a plan to take care of yourself in case you have any problems or questions. Online purchases must be anticipatively made in the currency of the country of payment or for payments converted to foreign currencies. This list of phenergan weight loss pills is just a sampling of some of the products available without a prescription.

It is also often prescribed by the health care professionals to treat inflammatory diseases of the gastrointestinal tract, such as crohn's disease. Nolvadex is a medication Reuleuet that is used in the treatment of ed. What is the amount of paste (or dose) i should give her per pill?

There is no need to make any changes to your medication. Our site allows you to compare farmacia online orlistat last prices, even if you are not ordering the exact same items. The tamoxifen 20mg price in india price for the drug, is the amount of money that the state of california paid the drug company merck & company for each tamoxifen 20mg price in india pill that it sold.

EVA RUBINSTEIN

O FOTOGRAFII I MUZYCE

Nie miałam talentu do gry na fortepianie, to było bardzo smutne dla mojego ojca. Nie mógł zrozumieć, że jego dziecko nie ma wrodzonego talentu w tym kierunku. Muzykę zawsze ubóstwiałam, tylko nie umiałam jej wykonywać. Miałam za to talent do tańca, byłam baletnicą, a później aktorką w jednym z nowojorskich teatrów. Kiedy wyszłam za mąż i zajęłam się wychowaniem dzieci, zaczęłam pomagać fotografowi teatralnemu przy obróbce zdjęć z przedstawień. Wtedy właśnie po raz pierwszy znalazłam się w ciemni fotograficznej i zobaczyłam naocznie, jak powstaje fotografia. Wywołało to u mnie wielkie zdziwienie, można powiedzieć szok. Uświadomiłam sobie, że przez fotografię mogę wyrazić wszystko co widzę, myślę, czuję, nie korzystając z pomocy reżysera, choreografa, sceny, świateł, scenariusza, kostiumów, tłumacza, po prostu bez słów, bardzo zresztą podobnie jak przez muzykę. Fotografię można robić i pokazywać wszędzie, a klisza fotograficzna jest bardzo podobna do partytury. Dzisiaj kopiuje się ją tak, a po dziesięciu latach odmiennie, bo myśli się i widzi inaczej. Za każdym razem można z niej wydobyć inne obrazy, inaczej zinterpretować.

W czasie częstych podróży z ojcem pierwszym miejscem, które zwiedzaliśmy w nowych miastach, były muzea, teatry, nie tak, jak to teraz bywa, restauracje. Ojciec i matka szalenie cenili sztukę, zbierali obrazy, książki, różne dzieła sztuki. Przez wiele lat patrzyłam na najlepsze obrazy, byłam chyba w każdym muzeum w Europie. Nauczyło mnie to, chociaż sama o tym nie wiedziałam, o światłach, kompozycji i wielu innych sprawach, których nie musiałam się uczyć, kiedy zajęłam się fotografią. Tkwiło to gdzieś we mnie. Nie byłam wtedy młoda, miałam już 34 lata. Przeżyłam kawał życia, miałam różnego rodzaju doświadczenia i chyba coś do powiedzenia. Wszystko to razem spowodowało, że miałam solidne podstawy do wypowiadania się nowym językiem, jakim była dla mnie fotografia.

Strasznie się wzruszyłam, kiedy czekając w kolejce do szatni w Teatrze Wielkim zobaczyłam ogromną tablicę poświęconą mojemu dziadkowi Emilowi Młynarskiemu i napis informujący o sali jego imienia. Popłakałam się przypominając sobie uroczystość odsłonięcia tablicy, kiedy byłam tu razem z mamą. Samo przedstawienie bardzo mi się spodobało. Wielokrotnie widziałam Don Giovanniego, a ostatnio latem na festiwalu w Salzburgu. Było ono dla mnie fatalne, tak mnie zasmuciło, że nawet w nocy nie mogłam zasnąć. Za to warszawskie przedstawienie jest bardzo interesujące. Szybko mi upłynęły prawie cztery godziny spektaklu i nie nudziłam się. Muzycznie jest świetnie przygotowane przez dyrektora Jacka Kaspszyka, a z solistów najbardziej podobał mi się pan Mariusz Kwiecień. Bardzo dobrze zaprezentował się jako aktor, wyglądał, mówiąc nowocześnie, super, a śpiewał wprost fantastycznie. Słyszałam, że również bajecznie prezentuje się w Eugeniuszu Onieginie. Może podczas następnego przyjazdu do Polski uda mi się zobaczyć tę operę z jego udziałem. Inni artyści też mi się podobali, ale już nie tak. Duże wrażenie na mnie zrobiła scenografia i gra świateł. Interesująca jest ciemna scena z oknami i drzwiami, bardzo przemawiająca do wyobraźni. Ciekawa scena to również ta z lustrami i światłowodami zwisającymi jak sznurki. Było ich w rzeczywistości około czterdziestu, specjalnie policzyłam, a wyglądało jakby ich było tysiące. Kostiumy są bardzo ciekawe, oryginalne i wcale nie były tak nowoczesne, jakby się w pierwszej chwili wydawało. Były w stylu komedii dell’arte. Jedyny kostium, który mniej mi się spodobał to Zerliny, ten z piórkami. Wszystkie jednak przemawiały do mnie. Musimy jednak pamiętać, że Don Giovanni jest bardzo trudna operą, pomimo fantastycznej, pięknej muzyki Mozarta i łatwiej jest z niej zrobić koncert niż spektakl. Nie jest rzeczą prostą, żeby pokazać ją tak, aby wszystko było spójne i miało głębszy sens.

opr. i zdjęcia J. Multarzyński


FLASHBACK

Wystawa Andrzeja Kreutz Majewskiego

Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej otwarto wystawę projektów scenograficznych i malarstwa Andrzeja Kreutz Majewskiego. Wystawa prezentuje liczne prace artysty, przygotowane dla światowych i polskich scen operowych i dramatycznych. W swojej dotychczasowej karierze Andrzej Kreutz Majewski zaprojektował dekoracje do ponad 300 spektakli. Współpracował m.in. z Augustem Everdingiem, Andre Lheureux, Sergem Lifarem, Kazimierzem Dejmkiem i Markiem Weiss Grzesińskim. Miał okazję współtworzyć spektakle prowadzone przez takich dyrygentów jak Karl Böhm, Zubin Mehta, Herbert von Karajan i Carl Orff. Na wystawie w Teatrze Wielkim można zobaczyć zarówno przestrzenne makiety dekoracji do spektakli, które mogliśmy oglądać w TW, jak i tych wystawianych za granicą oraz projekty niezrealizowane.

Drugim, nie mniej ważnym nurtem twórczości Andrzeja Kreutz Majewskiego jest malarstwo. W Salach Redutowych Teatru Wielkiego pokazano więc 140 prac malarskich Majewskiego. Wystawę przygotowało Muzeum Teatralne.

27 czerwca Andrzej Kreutz Majewski otrzymał doroczną nagrodę ministra kultury. (KKG)


MARGARITA LA TORNERA – UZUPEŁNIENIE

W Hiszpanii ukazała się na CD Margarita la tornera Ruperto Chapiego (RTVE Musica 65/169), omawiana (na podst. transmisji telewizyjnej) w dziale Opery mniej znane, Trubadur nr 2(15)/2000 r. Płyta wyszła staraniem RNE (Radio Nacional de Espana), RTVE-Musica oraz Teatro Real-Fundacion del Teatro Lirico. W zarejestrowanym na żywo spektaklu z grudnia 1999 r. śpiewają m.in. Placido Domingo, Elizabete Matos i Angeles Blancas, a dyryguje nieodżałowanej pamięci Jose Antonio Garcia Navarro. Następnymi płytami z cyklu rejestracji na żywo z Teatro Real będą Divinas palabras Antonia Garcii Abrila (X 1997) oraz Walkiria (III 2003), obie z Plácidem Domingo w rolach głównych.

Jolanta Bukowińska


ODA DO EUROPY

Warszawskiej Opery Kameralnej

Przy okazji konferencji prasowej zorganizowanej z okazji XIII Festiwalu Mozartowskiego dyrektor Stefan Sutkowski zapowiedział kolejny zamierzony na wielką skalę projekt WOK – cykl przedstawień i koncertów zatytułowany Oda do Europy. Prezentacja tego cyklu zaplanowana została na okres od maja 2004 do maja 2005 roku.

Stefan Sutkowski: Jest to prezent przygotowany przez Warszawską Operę Kameralną dla dwudziestu pięciu krajów Europy i jednego narodu. Tym narodem, który uwzględniliśmy, mimo że to państwo nie jest członkiem zjednoczonej Europy, będzie naród żydowski. Uczyniliśmy tak ze względu na olbrzymi wkład artystów muzyków i kompozytorów żydowskich w kształt muzycznej kultury europejskiej. Co prawda mówi się o nich, że są kompozytorami hiszpańskimi, niemieckimi, polskimi, francuskimi, ale byli przedstawicielami tego właśnie narodu, choć ich twórczość wrosła i tworzyła wielką muzykę europejską. Reprezentacja twórczości narodu żydowskiego znajdzie się wśród programów operowych; będzie to utwór szczególny, kompozycja napisana przez Viktora Ullmanna pod koniec 1943 roku w getcie w Teresinie. Zarówno kompozytor, jak i autor tekstu przypłacili to życiem. Der Kaiser von Atlantis był protestem przeciwko temu, co się działo dookoła, bo ów Król Atlantydy to jakby opowieść o Hitlerze, oczywiście opowiedziana w sposób bardzo zawoalowany. Będzie to pierwsze wykonanie tej opery w Polsce.

Generalnie chcemy zaprezentować muzykę piętnastu krajów, które w tej chwili tworzą Unię Europejską i tych dziesięciu, które do UE wchodzą. A zaprezentujemy ją na różne sposoby. Austria jako posiadająca geniusza geniuszy otrzyma oczywiście Festiwal Mozartowski, Francja – Festiwal Francuskich Oper Barokowych, Niemcy – rekonstrukcję Pasji wg św. Marka Jana Sebastiana Bacha. Inne kraje zostaną często zaprezentowane podczas koncertów symfonicznych i kameralnych. Ponieważ w tym roku bardzo sprawdził się cykl „Wieczorów muzycznych”, czyli koncertów kameralnych w naszym teatrze, to chcemy w jego ramach zagrać muzykę kilku krajów. Będą także koncerty muzyki religijnej w kościołach i oczywiście przedstawienia operowe w teatrze. Myślę, że tego rodzaju prezent jest bardzo na miejscu, a jednocześnie zmusił on nas do wielkich poszukiwań, co każdy z krajów Unii ma ciekawego do wykonania. Często niezbyt dobrze znamy ich twórczość muzyczną. Staramy się więc pokazać rzeczy najbardziej wartościowe, konsultując się z osobami z tych państw. Myślę, że będzie to cykl bardzo ciekawy, bo zmieniać się w nim będą miejsca i formy prezentacji, style i epoki muzyczne, utwory solowe i wielkie obsadowo. Chcemy także wykonać muzykę od antyku (spuścizna Grecji i Cypru) po niedawno napisane utwory żyjących kompozytorów. Na przygotowania mamy rok.

Uchylając rąbka tajemnicy dodać należy, że cykl Oda do Europy o podtytule Salon muzyczny Zjednoczonej Europy rozpocznie się 1 maja 2004 roku wykonaniem Te Deum Laudamus Giovanniego Paisiella w bazylice św. Krzyża w Warszawie. Potem nastąpi XIV Festiwal Mozartowski, a dalej m.in. spektakle Jenufy Leosa Janacka, koncerty muzyki estońskiej (Arvo Part), hiszpańskiej (De Falla), irlandzkiej (muzyka folkowa), muzyki ludowej z Malty oraz festiwale Oper Staropolskich i Polskich Oper Współczesnych reprezentujące Polskę. Wielka Brytania otrzyma w prezencie Festiwal Barokowych Oper Angielskich (Blow, Purcell, Händel), a Włochy Festiwal Oper Claudio Monteverdiego i przedstawienia Falstaffa Giuseppe Verdiego (premiera w listopadzie br.) (KKG)


DRUGIE DNI MUZYKI WOKALNEJ

W ZIELONEJ GÓRZE

W dniach od 9 do 11 maja w Zielonej Górze odbyły się Drugie Dni Muzyki Wokalnej. O wypowiedź na ten temat poprosiliśmy pana Romualda Tesarowicza, współorganizatora tego wydarzenia:

Pierwsze Dni Muzyki Wokalnej w Zielonej Górze, organizowane we współpracy z Filharmonią Zielonogórskią i przy mojej pomocy, odbyły się w zeszłym roku. Dzięki moim kontaktom na scenie pojawiły się gwiazdy, na których występ Filharmonia, ze względu na mały budżet, nie mogłaby sobie pozwolić.

W tym roku odbyły się kolejne spotkania wokalne w Zielonej Górze, w których wzięli udział Izabella Kłosińska, za co jej gorąco dziękuję, i Dariusz Stachura, który choć prawie cały czas występuje w Norymberdze, przyjechał i zaprezentował publiczności zielonogórskiej walory swojego głosu. Wystąpiłem również ja jako gospodarz. Zaproponowaliśmy fantastyczny repertuar – w tym roku były to najpiękniejsze wielkie arie włoskie: Izabella Kłosińska wykonała arię Liu z Turandot, arię Giocondy, Leonory z Mocy przeznaczenia, Dariusz Stachura zaprezentował się w arii Nemorina, Kalafa, ja zaśpiewałem miedzy innymi arię Procidy z Nieszporów sycylijskich i arię Silvy z Ernaniego – staraliśmy się przedstawić repertuar bardziej ambitny, arie, których na co dzień się nie słyszy. Na koniec było oczywiście O sole mio, ale nie w wykonaniu trzech tenorów, lecz tenora, sopranu i basa. Publiczność była tak zachwycona, że nie chciała nas puścić – musieliśmy dwa razy bisować! To był początek maja, niesamowity upał, nasze fraki i suknia koleżanki były mokre, ale staraliśmy się jak najlepiej zaprezentować to, co potrafimy, dać publiczności jak najwięcej wrażeń. Orkiestra pod batutą Czesława Grabowskiego z wielkim kunsztem i znajomością dzieła, co było dla nas nie pierwszy raz miłym zaskoczeniem, wykonała m.in. uwertury z Mocy przeznaczenia, Nieszporów sycylijskich, Wilhelma Tella, Cyrulika sewilskiego.

W zeszłym roku odbyły się dwa koncerty, w tym roku już trzy, mam nadzieję, że za rok będzie ich jeszcze więcej. Wyjechaliśmy również poza granice naszego kraju, do Frankfurtu nad Odrą, gdzie ten sam repertuar zaprezentowaliśmy publiczności niemieckiej. Słuchacze byli zachwyceni. Gdy wychodziliśmy ze starego kościoła zaadaptowanego na salę koncertową ze wspaniałą akustyką, publiczność dziękowała nam, że przywieźliśmy z Polski tak fantastyczny koncert. Było bardzo miło. Będziemy to kontynuować w przyszłym roku, ale wszystko zależy od funduszy, które uda się zgromadzić, bo mimo że bardzo dużo czasu przed koncertami spędziłem w Zielonej Górze na poszukiwaniu sponsorów, ani złotówka od żadnego z nich nie wpłynęła. Jest to bardzo przykre: my chcemy dać coś od serca, coś co potrafimy robić najlepiej, a oni nie umieją tego docenić. Jestem zbulwersowany taką postawą. W Zielonej Górze jest mnóstwo firm, które mogłyby dać sumy niewielkie w porównaniu z tym, co często wydają na reklamę: 500, 1000, 2000 złotych! Gdyby zebrało się 10-15 sponsorów Filharmonia miałaby środki na zapraszanie gwiazd, może nawet z zagranicy. Będziemy czekać, może zmieni się koniunktura wokół kultury na wysokim poziomie.

W tym czasie odbył się również koncert charytatywny na rzecz Hospicjum Zielonogórskiego. To wydarzenie również zostało serdecznie przyjęte. Wstęp był wolny, Filharmonia udostępniła nam salę, koncert odbył się tylko z towarzyszeniem fortepianu. Był to całkiem inny koncert, na luzie, zaproponowałem publiczności zabawę. W repertuarze znalazły się dwie czy trzy arie, ale wykonywaliśmy przede wszystkim pieśni, a nawet przeboje musicalowe. Nigdy tego nie śpiewałem, a tymczasem koleżanka i koledzy namówili mnie, żebym zaśpiewał np. Gdybym był bogaczem ze Skrzypka na dachu. Wykonałem to po raz pierwszy, oczywiście z nut, może niezbyt udolnie, ale starałem się, jak mogłem. Zostało to przyjęte bardzo gorąco. Izabella Kłosińska zaśpiewała Summertime, piękną murzyńską kołysankę, było również O sole mio. Na koniec zaproponowaliśmy publiczności naukę śpiewu, która wypadła wspaniale. Okazało się, że do Filharmonii Zielonogórskiej przychodzą ludzie, którzy nie mają może wielkiego kontaktu z operą, a jednak znają arie na pamięć i potrafią je nawet śpiewać. Było to fantastyczne.

W ubiegłym roku zebraliśmy 1500 zł, w tym roku było już 2500. Mam nadzieję, że w przyszłym roku zbierzemy jeszcze więcej i będziemy mogli wesprzeć hospicjum w Zielonej Górze, które ma problemy finansowe jak cała służba zdrowia. Tu chciałbym podziękować pani Annie Kwiatek, która stara się przygotować publiczność do koncertu. Wielkie podziękowania należą się również Czesławowi Grabowskiemu, dyrektorowi Filharmonii Zielonogórskiej, który udostępnia nam salę. Orkiestra Filharmonii Zielonogórskiej grała jak najlepiej potrafiła, jest to moim zdaniem jedna z naszych najlepszych orkiestr.

W przyszłym roku koncerty odbędą się na początku maja, kiedy Polska będzie wchodziła do Unii Europejskiej. W związku z tym oprócz muzyki polskiej chcielibyśmy zaprezentować także utwory niemieckie, francuskie, włoskie i hiszpańskie. Nie wiem jeszcze, kto będzie zaproszony na ten koncert, bo to zależy od czasu, jakim będzie dysponował, ale chciałbym żeby te Dni Muzyki Wokalnej miały również wysoką rangę. Liczę na to, że gwiazdy, które zaproszę, nie odmówią mi i że będzie to wydarzenie – jak w tym i zeszłym roku. Mam również nadzieję, że uda mi się zgromadzić większe fundusze nie tylko na Dni Muzyki Wokalnej, ale i na koncerty dla hospicjum. Ponadto zorganizujemy dodatkowo dwa koncerty kameralne gdzieś w okolicy Zielonej Góry. Na ziemi lubuskiej są piękne miejsca, dworki, zamki, w których można by zaproponować koncerty kameralne z fortepianem. Mam nadzieję, że takie koncerty będą mile widziane w mniejszych ośrodkach i że dadzą publiczności posmak wielkiego świata.

(notowała KW)


FUNDACJA „CZARDASZ” JUŻ DZIAŁA

W marcu br. rozpoczęła swą statutową działalność Fundacja Pomocy Artystom Polskim „Czardasz”. Założona została przez małopolskiego przedsiębiorcę, sprawdzonego sponsora wielu przedsięwzięć artystycznych, zwłaszcza muzycznych, Janusza Guzika, a kierowana jest przez znaną krakowską śpiewaczkę Ewę Wartę-Śmietanę.

Za swój podstawowy cel Fundacja uznała propagowanie dorobku twórczego artystów polskich, promowanie talentów oraz niesienie pomocy artystom zasłużonym dla kultury polskiej. Jakkolwiek dochody Fundacji mogą pochodzić z darowizn, dotacji i subwencji, Fundacja opracowała i rozesłała do szeregu instytucji oferty swych usług organizatorskich.

Znając dobrze dotychczasową drogę i sukcesy artystyczne, a także umiejętności organizacyjne Ewy Warty-Śmietany, jej znajomość środowiska i jego potrzeb, można mieć nadzieję na bogatą i wszechstronną działalność Fundacji.

Mimo bardzo jeszcze krótkiego okresu pracy Fundacji, już udało się jej zorganizować koncert krakowskich artystów w Busku-Zdroju (18 marca; koncert będzie powtórzony 2 maja) oraz rozpocząć cykl koncertowy w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie. Cykl zatytułowany „Salonik Pani Ewy” prezentujący studentów i adeptów akademii muzycznych, zainaugurowany został wykonaniem opery W. A. Mozarta Bastien i Bastienne (4 kwietnia). Na kolejnych koncertach cyklu przewidziane są inscenizacje oper Mozarta (krakowska AM), Scarlattiego (katowicka AM) i recitale wyróżniających się studentów akademii.

Fundacja nawiązała także kontakt z Operą Krakowską, w przygotowaniu jest odpowiednie porozumienie o współpracy.

Kontakt z Fundacją można nawiązać telefonicznie: (12) 654-50-81, 0-607-370-919, 0-502-026-664, oraz przez e-mail: jck@onet.pl

Jacek Chodorowski


NAGRODA DLA MARII FOŁTYN

W dniu 2 maja 2003 w Teatrze Polskim w Warszawie odbyła się uroczystość wręczenia nagród TVP „Polonia” – „Za Sławienie Polski i Polskości”.

Nagrodę z rąk Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego otrzymała znana propagatorka muzyki polskiej na świecie, wybitna śpiewaczka, reżyser operowy, dyrektor Międzynarodowych Konkursów Moniuszkowskich Pani Maria Fołtyn. Ponadto nagrody otrzymali – wybitny reżyser filmowy Roman Polański oraz zespół „Mazowsze”.

Gratulujemy serdecznie tego zaszczytnego wyróżnienia.

***

27 czerwca Maria Fołtyn otrzymała Nagrodę Ministra Kultury. Gratulujemy! (red)


ZŁOTE BERŁO DLA EWYPODLEŚ

Kapituła Nagrody „Złote Berło” przyznawanej corocznie przez Fundację Kultury Polskiej ogłosiła, że Laureatką wyróżnienia w 2003 roku została Ewa Podleś za: maestrię, kunszt wokalny, kulturę muzyczna, konsekwencje wykonywanych wyborów artystycznych pozwalających Polsce i Polakom czuć się dumnymi z jedynego na świecie autentycznego kontraltu.

Uroczystość wręczenia odbyła się 5 maja 2003 w Teatrze Stanisławowskim w Łazienkach w Warszawie. Ewa Podleś wykonała Tryptyk Karola Szymanowskiego z towarzyszeniem Orkiestry Radiowej pod dyrekcją Wojciecha Michniewskiego.

„Złote Berło” przyznane zostało po raz piąty. Pierwszym laureatem został Jerzy Giedroyć, dziennikarz i wydawca, twórca paryskiej Kultury. W drugiej edycji kapituła nagrodziła twórczość kompozytorską Wojciecha Kilara, kolejnym laureatem został światowej sławy pisarz Stanisław Lem, a w roku ubiegłym uhonorowano nagrodą Romana Polańskiego.

Nagroda wynosi 100 tys. zł. Dodatkowa kwotę – 10 tys. zł – fundator nagrody przeznacza dla osoby lub instytucji wskazanej przez laureata. Laureatem „małej nagrody”, został Bartosz Koziak, wiolonczelista, student IV roku Akademii Muzycznej w Warszawie. (red)


WAGNER W KAWIARNI

Latem warto odwiedzić Bayreuth nawet bez biletu i szansy na bilet. Może się bowiem trafić okazja wysłuchania próby odbywającej się w… kawiarni sąsiadującej z gmachem teatru. Bardzo korzystnie wpływa na akustykę upał, skłaniający muzyków do otwarcia okien. W zeszłym roku w towarzystwie kilku osób, które w skupieniu zasiadły na parkowych ławeczkach, słuchaliśmy 3 aktu Lohengrina. (AW, JW)


OPERA I PRASA

Na stronie internetowej Opery Paryskiej pojawił się następujący komunikat:

„W związku z nowym sezonem 2003-2004 zostałem zmuszony do podjęcia kilku decyzji dotyczących reklamy.

Dziennikowi Le Monde, obcemu wszelkiemu duchowi innowacji, nie podobają się (prawie) żadne z naszych spektakli, a jego recenzje klasyfikują aktualne produkcje Opery w kategorii „niewypał”. Wydaje mi się jednak, że nasza liczna publiczność docenia i chce wspierać naszą pracę. W tej sytuacji wydawało mi się nieludzkie narzucać Le Monde reklamy zapraszające do przyjścia i zobaczenia tego, co dziennik ten tak całkowicie potępia. W związku z tym postanowiłem nie zamieszczać więcej reklam w Le Monde i chciałbym o tym Państwa poinformować. Hugues R. Gall” (KW)


OLBRZYM W SIECI?

Na przykładzie wizyt Plácida Domingo w naszym kraju można udowodnić niewątpliwe zainteresowanie prasy wydarzeniami kulturalnymi wielkiej rangi, osadzone do tego głęboko w realiach życia polskiego społeczeństwa.

I tak w sierpniu 2000 roku prasa wrocławska pisała, owszem, o występie Dominga w kontekście wymuszonych przez koncert zaburzeń sieci komunikacyjnej miasta, teraz Gazeta Wyborcza w notce Wszystko przez Domingo informowała o wymuszonej przez uroczystość nadania temu artyście doktoratu honoris causa zmianie w sieci lokali wyborczych warszawskiego Śródmieścia (szkoła przy Świętokrzyskiej zamiast Akademii Muzycznej). Strach pomyśleć, co może się zdarzyć w październiku, gdy maestro przyjedzie śpiewać w Walkirii. Na wszelki wypadek radzimy przechować go w pokoju gościnnym w Teatrze Wielkim, z dostawą bezpośrednio na scenę. I sieci ujdą cało, i gazety unikną przykrego obowiązku pisania o tak niemedialnym wydarzeniu, jakim jest występ legendarnego artysty w Operze Narodowej. (JP)