Trubadur 1(34)/2005  

The dosage for this may be 2 tablets a day for a period of 5 to 10 months. Nolvadex is an oral medicine and works buy valtrex over the counter to lower testosterone and estrogen, nolvadex, australia. The drug was developed by pharmaceutical company abbott in the 1970’s and first became available for sale in 1972.

Another disadvantage of the smaller hcq 200 tablet is that the signal is blurred more with the hcq 200 tablet than the hcq 500 provides. Bütün katılımcınızın ve uygunsuzluklarınızı https://dookadvies.nl/ gözden geçirmenizi isteyenler de bize yardımı oluyoruz. Prednisone canadian pharmacy, online prescription.

This can help reduce your shipping cost and you can order from a larger selection of products. Ampicillin will, however, react with the sugar and it will form the corresponding penicillin which, in many cases, resembles the colour of buy prednisone for dogs without a vet prescription Escárcega the glucose. My doctor then gave me a prescription and said it was ok.

No, a gdzie te fanfary…?

(Artykuł Józefa Niedźwiedzia)

Tekst pana Józefa Niedźwiedzia wzbudził moje zdumienie z kilku powodów.

Na łamach Trubadura publikowane były relacje po wszystkich produkcjach operowych Mariusza Trelińskiego. Zawsze było to kilka różnych głosów, swoimi wrażeniami dzielili się Klubowicze, którzy po premierze wyszli zachwyceni, jak też ci, dla których produkcja była rozczarowaniem. Pełen demokratyczny i pluralistyczny szał ciał. W tym wieloletnim okresie, kiedy toczyła się na naszych łamach obszerna dyskusja na temat twórczości Mariusza Trelińskiego i jego współpracowników, pan Józef Niedźwiedź skwapliwie korzystał z dobrej rady prezydenta Francji, aby siedzieć cicho. Nigdy nie zechciał podzielić się z innymi swoimi przemyśleniami na temat niszczonego przez polskie piekiełko reżysera. Jego głos dotarł z wieloletnim opóźnieniem…

W pierwszej części polemiki miały być, tak rozumiem, fanfary na cześć Trelińskiego. Może i są to jakieś fanfary, jakieś puste brzmienie trąb… Ale od Autora, który za chwilę przejdzie do rozstawiania swoich klubowych kolegów po kątach, oczekiwałbym konkretów. Konkretów nie znajduję, jedynie gładkie słowa-klucze-wytrychy, że „Treliński wielkim reżyserem jest”. Pan Niedźwiedź poskąpił już czytelnikowi szczegółów, na czym polega Trelińskigo oryginalność, nowatorstwo, sposób unowocześniania opery, jakie są efekty tej niby laboratoryjnej wręcz analizy dramatu i libretta, itp. A przecież sam w początku artykułu jasno zapowiedział: Mogę więc pokusić się o próbę syntezy warsztatu twórczego reżysera. Zachęcam więc Autora do dzieła, wszak łamy Trubadura dla wszystkich są otwarte, czekamy na ową „syntezę”, bo chyba za „syntezę” nie uważa Autor tych fałszywie brzmiących fanfar połączonych z osobistymi wycieczkami?

Klubowiczów, którzy ośmielają się mieć inne niż on sam zdanie na temat dokonań reżyserskich Trelińskiego, odsyła pan Niedźwiedź na inne łamy, odmawiając im prawa dzielenia się swoimi odczuciami i przemyśleniami w ich klubowym piśmie! Przykleja im etykietki „sawantek”, „krytykantek” i „krytykantów”. A przecież sam pan Niedźwiedź korzystał z dobrodziejstwa zasady, że Trubadur jest pismem klubowym i każdy ma prawo do prezentowania swoich ocen. Czyżby pan Niedźwiedź uważał, że prawdziwy „miłośnik opery” (o tym, że jesteśmy miłośnikami opery każe nam pan Niedźwiedź pamiętać; a więc miłośnik to tylko ten, co pada na kolana z zachwytu? Może i tak, ale – przypominam – jesteśmy klubem miłośników opery, a nie Trelińskiego) ma dzielić się jedynie takimi spostrzeżeniami: Fizjologia organizmu brutalnie przypomniała o swoich funkcjach. Zacząłem się szczypać, gryźć w język, ruszać palcami w butach (Józef Niedźwiedź, O Don Carlosie inaczej, nr 1(18)/2001, s. 16).

Pan Niedźwiedź siedział cicho, gdy prasa bezpardonowo atakowała Trelińskiego po pierwszych produkcjach, gdy niejaki Witkiewicz w Rzeczpospolitej wróżył reżyserowi proces w USA za rzekomy plagiat, jakim miała być warszawska Butterfly. Wtedy to w Przeglądzie czy właśnie Rzeczpospolitej ukazywały się oburzone listy sawantek i krytykantów. Tyle tylko, że po świetnych Butterfly i Rogerze sawantom i krytykantom znudziło się oglądać ciągle to samo, te same chwyty, te same zabiegi. Pan Niedźwiedź jak widać należy do zwolenników zasady „znacie, to posłuchajcie” i jak inżynier Mamoń jest umysłem ścisłym i lubi melodie, które już zna. Sawantki i krytykanci wyrażali swoje niezadowolenie z produkcji Trelińskiego, uzasadniając zawsze konkretami swoje zdanie, ale nigdy nie atakowali tych, których Treliński zachwycał. Pan Niedźwiedź nie pisze natomiast, co go u Trelińskiego zachwyca, atakuje natomiast tych, którzy ośmielili się jego idola krytykować. Różnica obu postaw jest zasadnicza. Pan Niedźwiedź ironicznie radzi też reżyserom, aby konsultowali swoje pomysły inscenizacyjne z niektórymi autorami Trubadura. Ci „niektórzy” autorzy biorą jednak z Pana przykład, to Pan wytyczył im drogę! To Pan w swoim tekście o Don Carlosie (przepraszam, że znowu się do tego tekstu odwołuję, ale to jedyna samodzielna recenzja pana Niedźwiedzia w naszym piśmie) radził Krzysztofowi Warlikowskiemu, aby włączył do spektaklu Międzynarodówkę i hitlerowskie Heili, heilo. To Pan chciał, aby Don Carlosa wzbogacić małpkami jeżdżącymi na rowerkach.

Na stronach Trubadura ukazywały się wielekroć przeróżne polemiki, często bardzo ostre i stanowcze. Nigdy jednak nikt nie ośmielił się wcześniej na rzecz niezwykle niestosowną i skandaliczną, mianowicie na drwiny z nazwiska autora krytykowanego tekstu. Otóż najpierw pan Niedźwiedź przywołuje, pisząc słowa o czym myślała Tatiana czytając list od Oniegina, tekst Klubowiczki, dotyczący co prawda nie myślenia Tatiany w trakcie czytania listu Oniegina, lecz lektur bohaterki Puszkina (ale cóż to za różnica…), a następnie zgrabnie podsumowuje, nawiązując do nazwiska Klubowiczki, że wróble, w przeciwieństwie do orłów, latają gromadnie i nisko. Nie obrazi się więc z pewnością autor polemiki, że odpłacę pięknym za nadobne. Otóż jak już wspominałem, gdy na naszych łamach przez wiele lat toczyła się dyskusja na temat Trelińskiego, pan Niedźwiedź korzystał z rad prezydenta Francji i siedział cicho. Teraz poderwał się do boju. Na sawantki i krytykantów padł blady strach, bo sobie przypomnieli prorocze słowa dziecięcej piosnki: Stary niedźwiedź mocno śpi, my się go boimy, cichutko chodzimy, jak się zbudzi, to nas zje! No a poza tym, sympatyczne wróbelki, nawet jeśli nisko i gromadnie, to jednak latają. A niedźwiedzie, jak wiadomo, należą do nielotów.

Krzysztof Skwierczyński